Sport.pl

PŚ w skokach. Szturc: Bez siłowni Stoch by nie wygrał

- Bez treningu siłowego Kamil nie byłby w stanie tak pięknie wylądować skoku na 134,5 m i wygrać - mówi Jan Szturc po zwycięstwie Stocha w niedzielnym konkursie PŚ w Lahti. Polak odzyskał pozycję lidera PŚ, drugiego Petera Prevca wyprzedza o 53 pkt. Szturc jest przekonany, że lada chwila świeżość odzyskają też Maciej Kot i Jan Ziobro. - Trzeba wierzyć, że skoro Łukasz Kruczek coś aplikuje swoim podopiecznym, to będzie to procentowało - przekonuje trener współpracujący z kadrą, a w przeszłości odkrywca talentu Adama Małysza.
:
-
Łukasz Jachimiak: Po czwartym miejscu w Falun i trzecim w piątkowym konkursie w Lahti Kamil Stoch w niedzielę wrócił do wygrywania. Myśli pan, że potrzebował chwili, by dojść do siebie po treningu siłowym?

Jan Szturc: Myślę, że w niedzielę Kamil zebrał owoce czwartkowych zajęć w siłowni. Oddał dwa znakomite skoki, szczególnie zachwycający był drugi, zakończony pięknym lądowaniem na wypłaszczeniu.

Stoch lądował aż 4,5 metra za punktem oznaczającym rozmiar skoczni. I niestety, było widać, że po skoku na 134,5 m boli go lewa noga.

- Tak, troszeczkę odczuwał skutki głębokiego telemarka. Jestem przekonany, że żaden inny skoczek nie byłby w stanie wykonać go tak znakomicie na tej odległości. Dlatego dwie noty 20, jakie Kamil dostał, były w pełni zasłużone. A noga z czasem przestanie boleć. To normalne, że Stoch tak daleki skok odczuł.

Co dokładnie dzieje się z nogami skoczka, kiedy ląduje już prawie na płaskim?

- Przeciążenia są bardzo duże, nacisk idzie szczególnie na stawy kolanowe i na piszczele. Adam Małysz często narzekał na takie bóle. Żeby utrzymać pozycję przy odjeździe po lądowaniu, trzeba też mieć bardzo mocne uda. Widzieliśmy, jak w pierwszej serii na 128. metrze lądował Noriaki Kasai. Japończyk nawet nie próbował telemarka, bo we wcześniejszych konkursach bardzo obciążył kolana i z tego powodu nie startował w piątek i sobotę.

Klasę Stocha najlepiej pokazać, porównując jego skok z drugiej serii ze skokiem Andersa Bardala. Norweg osiągnął 133,5 m, ale lądował w fatalnym stylu, od sędziów dostał tylko 48,5 pkt - o 10,5 mniej niż Polak.

- Każdy skok już nawet na punkt HS jest bardzo trudny do poprawnego wylądowania. Na takich odległościach ryzyko wykonania telemarka podejmują tylko ci, którzy czują się bardzo mocni. W Lahti dostaliśmy dowód, że noty w skokach są ważne i potrzebne, bo mistrzostwo techniczne zawodników trzeba doceniać. Kamil ma najlepszą na świecie technikę i odbicia, i dojścia do lądowania. A ląduje tak ładnie, bo ma też siłę pozwalającą mu ustać. I to też trzeba sobie wypracować ciężkimi treningami.

Wracamy do treningu, jaki Łukasz Kruczek zaaplikował swoim podopiecznym dzień przed pierwszym konkursem w Lahti. Stochowi siłownia pewnie pomogła, a co z jego kolegami?

- O Kamila przed pięcioma indywidualnymi konkursami kończącymi sezon jestem spokojny. Myślę, że dowiezie 53 punkty przewagi nad Peterem Prevcem, a Severin Freund już teraz w tej walce się nie liczy. Stoch bez przysiadów ze sztangą nie miałby w nogach takiej siły, jaką ma. Mocny trening na pewno był po to, żeby podtrzymać dobrą dyspozycję fizyczną z poprzednich startów. Być może nie wszystkim akurat ten trening z Lahti pasował, bo poza Dawidem Kubackim inni koledzy Kamila skaczą sporo gorzej. Ale trzeba wierzyć Łukaszowi, że skoro coś swoim zawodnikom aplikuje, to będzie to procentowało. Możliwe, że już w poniedziałkowych kwalifikacjach do wtorkowego konkursu w Kuopio, choć dla reszty naszej kadry Puchar Świata nie jest teraz najważniejszy. Stoch jest najlepszy, dlatego najszybciej odzyskuje świeżość, reszcie trzeba dać trochę więcej czasu.

Myśli pan, że Kruczek szykuje zespół na mistrzostwa świata w lotach?

- W Harrachovie rywalizacja zacznie się 13 marca, na pewno dla większości drużyny to jest ostatni cel tego sezonu. Pewnie na dwa tygodnie przed tą imprezą trzeba było trochę siły dołożyć.

Czyli uspokaja pan kibiców, podobnie jak w trakcie Turnieju Czterech Skoczni, kiedy mówił pan, że nasi zawodnicy biorą imprezę z marszu, że są w treningu siłowym, który ma dać efekty na igrzyskach?

- Kruczkowi trzeba ufać, bo wiemy, że Kamila przygotował na główną imprezę wspaniale, a i Maciek Kot oraz Janek Ziobro skakali bardzo dobrze. Oni na pewno nagle nie zgubili formy, trzeba wierzyć, że lada chwila też wrócą na swój normalny poziom. Czuję, że ten świetny dla nas sezon przyniesie nam jeszcze sporo radości.

Więcej o: