Sport.pl

PŚ w skokach. Wielki wyścig Stoch - Prevc

Polak wygrał cztery konkursy, Słoweniec dwa. Polak wskakiwał na podium osiem razy, a Słoweniec dziewięć. W środę w Falun podwójny mistrz olimpijski Kamil Stoch stracił koszulkę lidera Pucharu Świata na rzecz dwukrotnego medalisty igrzysk Petera Prevca. Na siedem konkursów przed końcem sezonu wielkich rywali dzieli tylko 17 punktów. Czy o sukcesie Prevca zdecyduje to samo, co przed dwoma laty dało Kryształową Kulę Andersowi Bardalowi? Najbliższe zawody w piątek, o 17.00 w fińskim Lahti. Relacja na żywo w Sport.pl
Gorszy pierwszy skok w wykonaniu Kamila Stocha widzieliśmy już w drużynowym konkursie w Soczi. W Falun po pierwszej serii bohater igrzysk był dopiero 13. i choć w rundzie finałowej przesunął się na czwartą pozycję, rywale mogą zastanawiać się, czy bohater nie jest zmęczony.

Zaraz po Soczi zaczęło się dziać to, co Stoch zapowiadał - w końcówce sezonu atakują ci, którzy na igrzyskach nie zdołali spełnić swoich marzeń.

W Szwecji świetny był Severin Freund. Niemiec, który w Rosji indywidualnie nie zdobył medalu, teraz w obu seriach bił rekord skoczni i drugiego Prevca wyprzedził aż o 15,9 pkt.

Z kolei Słoweniec po olimpijskim srebrze i brązie najwyraźniej zrobi wszystko, by wygrać Puchar Świata.

Jak ważna jest dla Prevca Kryształowa Kula, dowiedzieliśmy się już przed igrzyskami. Podczas gdy cała światowa czołówka zrezygnowała ze startu w dwóch konkursach w Sapporo, Słoweńcy pojechali tam w najmocniejszym składzie i z Japończykami rywalizowali o punkty do klasyfikacji generalnej. Prevc zdobył ich wtedy aż 180, wygrywając pierwsze zawody, a w następnych zajmując drugie miejsce. Tydzień później w Willingen, gdzie dwukrotnie triumfował Stoch, 22-latek z Kranju był "tylko" siódmy i trzeci, wobec czego musiał oddać Polakowi plastron lidera PŚ. Ale przed Falun tracił do naszego skoczka zaledwie 13 punktów. Za drugie miejsce w Szwecji zdobył ich 80, Stoch za czwarte dostał 50, dlatego teraz o 17 "oczek" lepszy jest Prevc.

Tak zaciętej walki o Kryształową Kulę nie mieliśmy od dwóch lat. Poprzedni sezon zdominował Gregor Schlierenzauer, a w 2012 roku Austriak przegrał Puchar Świata przez decyzję o odpuszczeniu startów w Sapporo. Tam pojawił się Anders Bardal, zajął drugie i 14. miejsce, zarobił 98 punktów, a ostatecznie wyprzedził Schlierenzauera o 58 pkt.

Oczywiście tamta historia nie musi się powtórzyć. Stoch drugim skokiem udowodnił, że wielkiej formy z Soczi nie zgubił, a powiększając swój dorobek o 50 punktów, tylko nieznacznie zszedł poniżej średniej z tego sezonu.

Dziś to Stoch jest zawodnikiem zyskującym średnio najwięcej w jednym konkursie. W 19 startach tego sezonu Polak wywalczył 971 pkt, co w przeliczeniu na start daje 51,1 pkt. Drugi w takim zestawieniu jest Bardal. Norweg, który w "generalce" zajmuje siódme miejsce, swoje 638 punktów wywalczył w 13 konkursach, a to daje średnią zdobycz na poziomie 49,07 pkt. Prevc w takim ujęciu jest gorszy od jeszcze jednego zawodnika. Trzeci w PŚ Noriaki Kasai swoje 806 pkt zgromadził w 17 startach, co daje średnio 47,4 pkt na konkurs. Słoweniec ma średnią 47,04, bo 988 punktów zebrał w 21 występach.

Gdyby skakała statystyka, to w siedmiu ostatnich indywidualnych startach sezonu Stoch zyskałby nad Prevcem 28 punktów, a wtedy w Planicy odebrałby Kryształową Kulę, mając o 11 punktów więcej od faworyta gospodarzy.

Ale statystyka jest tylko dodatkiem do pasjonującej rywalizacji dwóch świetnych zawodników. Reszta traci chyba za dużo, by włączyć się do walki Stocha i Prevca. Ale Freund, Kasai czy Bardal w dużej formie gwarantują, że rozgrywka między liderem i wiceliderem będzie jeszcze ciekawsza, bo w każdym konkursie - jak w Falun - ktoś może wskoczyć między nich, powiększając punktowe różnice między Polakiem i Słoweńcem.

Jeśli w wyścigu po Kryształową Kulę ostatecznie lepszy okaże się Prevc, trudno będzie wyrzucać Stochowi, że nie pojechał do Sapporo. Może właśnie dzięki temu w Soczi to on skakał po złote medale, a Słoweniec "tylko" po srebrny i brązowy.

Na pewno Polak nie popełnił błędu, jaki dwa lata temu zrobił Schlierenzauer. On zrezygnował wówczas ze startów w Sapporo, choć imprezą sezonu były tylko mistrzostwa świata w lotach w Vikersund, a odbyły się miesiąc po japońskich zawodach. Wtedy do Japonii polecieli wszyscy liczący się zawodnicy, poza Austriakiem, który wygrał ostatni (w Zakopanem) start przed i pierwszy po (Predazzo) Sapporo. Skacząc na Okuarayamie, na pewno nie wypadłby gorzej niż Bardal.



Więcej o: