Sport.pl

Jaśkowiec i Staręga po porażkach w sprincie: Żadnych usprawiedliwień

Obydwoje przyszli do strefy wywiadów bliscy płaczu, obydwoje tak samo mocno się nastawiali w tych igrzyskach na sprint i tak samo go zakończyli: Sylwia Jaśkowiec i Maciej Staręga po upadkach na trasie skończyli sprinterskie starty na eliminacjach.
We wtorek podczas eliminacji sprintu techniką dowolną Igrzysk Olimpijskich w Soczi Sylwia Jaśkowiec upadła na zjeździe. Polka zajęła 63. miejsce i odpadła z rywalizacji. - Na zjeździe jest bardzo grząsko, moja narta wjechała w miękki śnieg, straciłam równowagę. Popłynęłam, i to dość mocno. Jak by nie patrzeć, sama siebie wyeliminowałam. Warunki się ostatnio zmieniły, przyszła odwilż, trasa rozmiękła, stała się wolna, łatwo na zjazdach stracić kontrolę - opisuje Jaśkowiec.

- Do dzisiaj to był mój najważniejszy start na igrzyskach, ale są kolejne biegi i mam nadzieję, że uda mi się pozbierać. Te emocje, które na razie buzują, są negatywne. Mam nadzieję, że uda mi się zamienić je na coś pozytywnego już w biegu 15 lutego. Przy upadku straciłam już drugi karbonowy but, złamała się podeszwa. Raz już mi się coś takiego zdarzyło, dzień przed wyjazdem na igrzyska - mówi polska narciarka.

Mam nadzieję, że palec nie wybity

- Mam nadzieję, że zacznie mi wreszcie dopisywać trochę więcej szczęścia. Mam też nadzieję, że palec nie jest wybity i z ramieniem też wszystko w porządku. Muszę zapytać trenerów, jak to wyglądało do czasu upadku, czy przynajmniej było szybko. Ale tak naprawdę nie ma co analizować. Trzeba zakasać rękawy i do pracy. Pokory nigdy za dużo w życiu. Zjazdy są zawsze jedną z moich mocnych stron, a dziś za brak koncentracji zapłaciłam porażką. Nie będę się usprawiedliwiała i nic mnie nie pocieszy - zakończyła.

W podobny sposób z rywalizacji w sprincie odpadł Maciej Staręga, który również przewrócił się podczas zjazdu. - Zabrakło koncentracji, mogę mieć tylko do siebie pretensje. Straszny cios. Co z tego, że mi się dobrze sezon układał, skoro najważniejsza impreza kończy się dla mnie, zanim się na dobre zaczęła. Widziałem, co się przydarzyło Sylwii, przeanalizowałem trasy jeszcze raz, wybrałem te miejsca, w których trzeba szczególnie uważać. Ale akurat nie to, w którym upadłem. Spodziewałem się kłopotów na dwóch trudnych kawałkach trasy, a za lekko podszedłem do tego. Robią się tu takie rynny z sypkim śniegiem, jak cukier. Na takim grząskim miejscu narta wyjechała mi spod tułowia. Tuż przed zjazdem. Spadłem na plecy i po zawodach. Moja wina - mówił po wyścigu Staręga.

Zmarnowałem czterolecie

- Trudno się z tym pogodzić. Zmarnowałem czterolecie. Startujemy dalej, co robić. Na pewno pobiegnę też w drużynowym sprincie. To moje pierwsze igrzyska, dużo emocji, bardzo długo się tu czeka na start w porównaniu z Pucharami Świata. Może też stąd problemy. Czy to najgorsza chwila w karierze? Nie, gorzej było, gdy przez problemy zdrowotne straciłem cały sezon, a groziło mi też, że już w ogóle nie będę uprawiał sportu - dodał.

Więcej o: