Sport.pl

Soczi 2014. Czy ktoś wyskoczy jak Ammann i Bystoel?

Cztery lata temu Simon Ammann przyjechał na igrzyska w Vancouver jako lider Pucharu Świata i wygrał oba olimpijskie konkursy. Teraz tego samego życzymy Kamilowi Stochowi, ale dobrze wiemy, że w skokach niespodzianki zdarzają się często. Czy w niedzielę w Soczi ktoś może zaskoczyć tak jak Ammann w Salt Lake City albo Lars Bystoel w Turynie? Konkurs na normalnej skoczni w niedzielę o 18:30. Transmisja w TVP, relacja na żywo w Sport.pl
Po piątkowych treningach na skoczni HS 106 jesteśmy spokojni o formę Stocha. Nasz faworyt w czwartek skakał przeciętnie, zajął 20., 10. i 22. miejsce, ale szybko skorygował błędy i już 12 godzin później - w kolejnej sesji treningowej - uzyskał drugi i dwukrotnie najlepszy wynik.

W sobotę as Łukasza Kruczka ma zaprezentować się w serii próbnej, a decyzję o ewentualnym starcie w kwalifikacjach ma podjąć dopiero po tym skoku.

Stocha do medali w Soczi typują wszyscy, za Polakiem przemawia też historia. Prawie zawsze olimpijskie krążki zdobywał bowiem ten zawodnik, który wygrywał ostatnie starty przed igrzyskami (Stoch był dwukrotnie najlepszy przed tygodniem w Willingen). Mało tego - lider PŚ w historii igrzysk cztery razy wygrywał zawody na skoczni normalnej, a dwa razy na obiekcie dużym.

Mimo wszystko Stoch na sukces skazany nie jest, choćby dlatego, że jego dyscyplina sportu jest loteryjna, czego dowody dostaliśmy na igrzyskach w Salt Lake City (2002) i Turynie (2006). Tylko raz w XXI wieku olimpijskie medale podzielili między sobą wyłącznie ci skoczkowie, którzy uchodzili za faworytów. W Vancouver oba konkursy wygrał Ammann, wyprzedzając Adama Małysza i Gregora Schlierenzauera.

W Kanadzie Ammann dowiódł klasy prezentowanej przez cały sezon. Osiem lat wcześniej okazał się szczęściarzem, który z idealną formą wstrzelił się w idealny moment.

Przed Salt Lake City Szwajcar nie miał na koncie żadnego znaczącego zwycięstwa, a jego największymi sukcesami w karierze były cztery podia konkursów Pucharu Świata. Dokładnie takim samym dorobkiem mógł się chwalić Lars Bystoel przed igrzyskami w Turynie. Tam Norweg zdobył złoto na skoczni normalnej, a na dużej dołożył do niego brąz.

W Soczi też są zawodnicy, których stać na sprawienie takich sensacji. W czwartkowych i piątkowych treningach mocno zwyżkującą formę pokazali czterej zawodnicy z drugiego szeregu.

Byli to:

Reruhi Shimizu

Japończyk dopiero dwa razy w życiu wskoczył do czołowej "dziesiątki" PŚ. Oba takie starty zanotował właśnie w Soczi. W grudniu 2012 roku, na przedolimpijskiej próbie, zajął miejsca 10. i dziewiąte. Wtedy skakano tylko na obiekcie normalnym, dużego nie zaśnieżono. Teraz na mniejszej ze skoczni w Russkich Gorkach Shimizu znów czuje się bardzo dobrze. W czwartek skakał w dwóch z trzech serii treningowych. Zajął siódmą i pierwszą pozycję. W piątek był piąty i dwa razy ósmy.

Gregor Deschwanden

29., 19., 43., 11., 15. i szóste - to miejsca, jakie w treningach zajmował Simon Ammann. Jasne, że stary mistrz doskonale wie, kiedy musi skakać jak mistrz, a kiedy może się oszczędzać. Ale od kiedy karierę zakończył Andreas Kuettel, "Simi" z żadnym rodakiem nie przegrywał tak regularnie, jak w seriach treningowych z Deschwandenem. 23-latek w czwartek wygrał pierwszy trening, w następnych był 17. i dziewiąty. W piątek zajął trzecią, 12. i dziewiątą pozycję. O tym, że cały czas robi postępy, świadczą jego wyniki w całym sezonie, w którym pierwszy raz wskoczył do "dziesiątki" konkursu PŚ, a w sumie zdobył już dwa razy więcej punktów niż w poprzednim cyklu.

Michael Hayboeck

- Czuję się genialnie, oddałem świetne skoki - mówi Austriak. 23-latek z Linzu w czwartkowych treningach był dwukrotnie drugi i raz pierwszy. W piątek dostał od Aleksandra Pointnera wolne. Czy trener wyciągnął właśnie z rękawa takiego asa, jakim w Turnieju Czterech Skoczni był Thomas Diethart? - Wierzę w siebie. Gdybym nie wierzył, na starcie zamiast mnie stanąłby Andreas Kofler - odważnie mówi Hayboeck, który dobrą formę sygnalizował już trzy tygodnie temu, zajmując trzecie miejsce w Wiśle.

Maciej Kot

- Chcę być w pierwszej "dziesiątce" obu konkursów indywidualnych, a z drużyną zdobyć medal - mówi jak zwykle ambitny Polak. Kot, tak jak Hayboeck, w piątek odpoczywał, bo po czwartkowych skokach, które dały mu 13., siódme i czwarte miejsce w treningach, stał się pewniakiem do startu w kwalifikacjach. Nasz 23-latek punktował w swych wszystkich 18 startach w bieżącym sezonie, najlepszy wynik uzyskując na skoczni normalnej w Lillehammer. Tam był piąty. Byłoby pięknie, gdyby teraz sprawił sensację i pierwszy raz w karierze wskoczył na podium wielkich zawodów.

Cała czwórka formę potwierdziła w sobotę. W serii próbnej przed kwalifikacjami najlepszy wynik w stawce 61 skoczków uzyskał Hayboeck, a zaraz za nim uplasował się Kot. Deschwanden był 14., Shimizu 22. Kwalifikacje wygrał Hayboeck, Shimizu zajął trzecie miejsce, startujący w treningowym kombinezonie Kot (w serii próbnej skakał w startowym) był piąty, a Deschwanden 23.

Polska kadra na Soczi 2014 - zobacz, za kogo będziesz trzymać kciuki! Kliknij, aby obejrzeć galerię


Więcej o: