Sport.pl

Soczi 2014. Stoch w Willingen wygrał dobrą wróżbę

:
-
Wygrywając dwa ostatnie konkursy PŚ w skokach narciarskich przed igrzyskami w Soczi, Kamil Stoch ustawił się w roli jednego z głównych faworytów do olimpijskich medali. Polak doskonale wie, że mimo wysokiej formy nie może być pewny triumfów, ale historia pokazuje, że Stoch ma na nie duże szanse.
Gregor Schlierenzauer - dwa medale brązowe (Vancouver 2010), Simon Ammann - dwa złote (Vancouver 2010). Andreas Kofler - jeden srebrny (Turyn 2006), Matti Hautamaeki - też jeden srebrny (Turyn 2006), Adam Małysz - jeden brąz i jedno srebro (Salt Lake City 2002), Hautameki - brąz (Salt Lake City 2002) - tak wyglądają olimpijskie osiągnięcia zawodników, którzy w XXI wieku jechali na igrzyska jako zwycięzcy ostatnich i przedostatnich przedolimpijskich konkursów PŚ.

Małysza, który w Salt Lake City zdobył pierwsze dla Polski olimpijskie medale po złocie Wojciecha Fortuny z 1972 roku, uznajemy za zwycięzcę ostatnich zawodów przed igrzyskami w USA, bo to w Zakopanem po raz ostatni spotkali się wszyscy najlepsi skoczkowie. Na tej samej zasadzie za zwycięzcę przedostatniego sprawdzianu przed IO uznajemy Hautamekiego, bo po Zakopanem do Hakuby i Sapporo, na rzeczywiście ostatnie starty przed Salt Lake City, pierwszy skład wysłali jedynie Austriacy.

Wówczas oba konkursy, jak teraz Stoch, wygrał Andreas Widhoelzl. Ale jego zwycięstwa w słabo obsadzonych konkursach na rezultaty igrzysk nie miały żadnego przełożenia. Więcej - w Salt Lake City żaden z Austriaków nie zdobył medalu, a bili się o nie Małysz, Hautamaeki i Sven Hannawald, którzy rządzili na Wielkiej Krokwi (Niemiec był w Zakopanem dwa razy drugi), oraz Ammann, który nie skakał ani w Polsce, ani w Japonii, bo leczył kontuzję po upadku w Willingen.

Teraz w Willingen dobrą wróżbę na igrzyska wyskakał sobie Stoch. Jego zwycięstwa pozwalają nam czekać na Soczi z wielkimi nadziejami. Zwłaszcza niedzielna wygrana Polaka robi wielkie wrażenie.

Mistrz świata z Predazzo popisał się dwoma świetnymi skokami na 147 i 145 m, a w drugiej serii odleciał najgroźniejszym rywalom. Severina Freunda na półmetku zawodów wyprzedzał tylko o dwa punkty, a w finale pokonał go różnicą 11 metrów i 12,5 pkt. Do Petera Prevca tracił 0,9 pkt, a uciekł mu na 13 metrów i aż 25 punktów. Dzięki temu odebrał też Słoweńcowi żółtą koszulkę lidera Pucharu Świata.

Na Muehlenkopfschanze Stoch wygrał w niedzielę z przewagą aż 13,5 pkt nad drugim zawodnikiem (Freundem). W tym sezonie bardziej okazałe zwycięstwo odniósł tylko Prevc nad swym rodakiem Jernejem Damjanem w Sapporo (różnica 17,6 pkt). Ale tam startowali tylko najlepsi Słoweńcy i Japończycy, a olimpijskie kadry innych państw szlifowały formę na igrzyska, odpuszczając zawody rozgrywane w innej strefie czasowej.

W Willingen ze skoczków typowanych do medali w Soczi zabrakło Gregora Schlierenzauera, Thomasa Morgensterna i Andersa Bardala i choćby z tego względu nie wypada już wieszać Stochowi na szyi (złotych) medali. Ale - nawet biorąc pod uwagę loteryjność tej dyscypliny sportu - trudno nie uznać, że polski lider PŚ jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do olimpijskich laurów.

Zwłaszcza że nie tylko w XXI wieku na igrzyskach świetnie wypadali ci, którzy olimpijską formę prezentowali bezpośrednio przed nimi.

Warto przypomnieć, że przed igrzyskami w Nagano w 1998 roku ostatnie konkursy PŚ wygrali Andreas Widhoelzl i Kazuyoshi Funaki, a za chwilę pierwszy z nich wywalczył olimpijski brąz, a drugi srebro i złoto. Cztery lata wcześniej, na igrzyska do Lillehammer jako zwycięzca dwóch konkursów je poprzedzających przyjechał Jens Weissflog i z Norwegii wyjechał jako mistrz olimpijski.

Bezprecedensowa historia wydarzyła się na igrzyskach w Albertville, w 1992 roku, bo możliwości startu w nich nie dostał Werner Rathmayr, który wygrał dwa ostatnie konkursy przed olimpijską rywalizacją. Prowadzący wówczas Austriaków Toni Innauer miał w swej kadrze kilka gwiazd i choć zaskoczył odstawieniem 20-letniego wicelidera PŚ to obronił się wynikami tych, na których postawił. Heinz Kuttin zdobył wtedy brązowy, Martin Hoellwarth dwa srebrne, a Ernst Vettori - złoty medal. Nawet Andreas Felder spisał się dobrze, zajmując indywidualnie szóste i dziewiąte miejsce, a z kolegami sięgając po srebro w konkursie drużynowym.

Rathmayra szkoda, bo nigdy później nie dostał szansy startu ani na igrzyskach, ani w mistrzostwach świata, ale 22 lata temu Puchar Świata nie miał jeszcze takiej rangi, jak obecnie, więc pewnie dlatego trener nie sugerował się tak mocno jego wynikami. Zresztą, sam Innauer do olimpijskiego złota w Lake Placid, w 1980 roku, doszedł nie poprzez starty w Pucharze Świata, bo skakanie w nim zawiesił już na miesiąc przed konkursami igrzysk. W USA olimpijskie krążki wywalczyli wówczas jeszcze Manfred Deckert, Hirokazu Yagi, Jouko Tormanen, Hubert Neuper i Jari Puikonen, a żaden z nich nie sprawdzał formy w ostatnich pucharowych startach przed olimpijskimi konkursami. Podobnie było cztery lata później. W 1984 roku, w Sarajewie po złocie i srebrze zdobyli Weissflog i Matti Nykaenen, którzy wcześniej zgodni odpuścili starty w Pucharze Świata. Krótko mówiąc wówczas PŚ nie był tym, czym jest obecnie.

W całej historii cyklu tylko raz zdarzyło się, że zwycięzca ostatniego, mocno obsadzonego przedolimpijskiego konkursu nie stanął później na podium igrzysk (oczywiście startując w nich, a nie będąc odstawionym, jak Rathmayr). Taki los spotkał w 1988 roku Weissfloga, który w Calgary zajął dopiero dziewiąte i 31. miejsce. Za to Pavel Ploc, czyli zwycięzca przedostatniego konkursu przed IO 1988, w Kanadzie wywalczył srebrny medal.

Już taki wynik Stocha byłby pewnie przyjęty przez kibiców jako bardzo dobry. Co ważne, sam Kamil mierzy wyżej, choć otwarcie nie chce o tym mówić, słusznie unikając obciążających deklaracji. Ale swojej ambicji dowodził już wiele razy. Dwa lata temu konkursy w Predazzo będące próbą przed planowanymi na rok 2013 mistrzostwami świata ukończył na siódmym i pierwszym miejscu. Na pytanie czy podobny wynik na mistrzostwach wziąłby w ciemno, Stoch, wolny jeszcze wtedy od presji, jaka ciąży na nim teraz, powiedział szczerze, że liczy na więcej.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: