Sport.pl

PŚ w Willingen. Oskakać nowe papucie

W piątek kwalifikacje w Willingen. W sobotę i niedzielę ostatnie konkursy przed igrzyskami. Mühlenkopf czasem potrafi pokazać, kto zdobędzie medale, ale najczęściej gmatwa i ściemnia. Kwalifikacje od 17:15. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live. Transmisja w Eurosporcie.


Polska ekipa olimpijska - czyli Kamil Stoch, Jan Ziobro, Piotr Żyła, Maciej Kot i Dawid Kubacki - po konkursach w Zakopanem trenowała w Beskidach, w Wiśle i Szczyrku. I po starcie w Willingen już do kraju przed igrzyskami nie wróci. 4 lutego odleci z Zurychu do Soczi. Tylko Stefan Hula wróci do domu, dołączony do drużyny na konkurs w Niemczech.

Polacy w nowych butach

Trener Łukasz Kruczek twierdzi, że wszyscy bardzo dobrze wykorzystali czas na treningach na nowoczesnych polskich skoczniach, takich jak nowy obiekt pod Soczi - ustabilizowali skoki albo utrwalili formę. A także otrzymali nowe buty, na które czekali niemal od początku sezonu, a już na pewno od grudnia.

Ponieważ niemiecki producent - firma Rass - jest praktycznie monopolistą, a na dodatek ma swoje priorytety, jeśli chodzi o dostawy, wysyłka sprzętu dla Polaków się opóźniała. Szczególnie na stare "papucie" narzekał Żyła. - Bo trzeba buty oskakać, najlepsze są po kilkunastu dniach używania. Jedna para powinna starczyć na jakieś dwa miesiące, później buty miękną, trudniej w nich panować nad nartami, a my skakaliśmy w nich dłużej - mówił Sport.pl Kot. Polacy podobno otrzymali też w Wiśle do testowania buty z karbonu, nowość na rynku, ale czy zdecydują się na nie tuż przed igrzyskami? Byłby to krok ryzykowny, ale niektórzy lubią ryzyko. Norweską prasę obiegły zdjęcia nowych wiązań Andersa Jacobsena z udziwnieniem technologicznym - ruchomym trzymaniem pięty, wyglądającym inaczej niż rewolucyjne wiązania wprowadzone na igrzyska olimpijskie w Vancouver przez Simona Ammanna, późniejszego dwukrotnego złotego medalistę.

Nie będzie Austriaków

W Willingen zabraknie Thomasa Morgensterna, dochodzącego do siebie po wypadku w Kulm, oraz Gregora Schlierenzauera, który trenuje po krótkim urlopie w Dubaju. Pozostali przyjadą, w tym nowy lider Pucharu Świata Peter Prevc. No i na starcie stanie Ammann.

Tym samym zacznie się olimpijska rozgrywka. Tak się składa, że skocznia w Willingen nadaje się do szachów. Na niej często skacze się przed najważniejszymi konkursami sezonu. Można tam zaświecić jakimś sportowym gadżetem - nowymi wiązaniami lub butami. Zaniepokoić rywala idealnym skokiem lub nieobecnością.

Mając na uwadze silny wiatr lub śnieg (np. rok temu konkurs indywidualny odwołano), Polacy często odpuszczali zawody na Mühlenkopf. - My z Adamem Małyszem zrezygnowaliśmy ze skoków przed mistrzostwami świata w Val di Fiemme w 2003 r. [Dwa lata wcześniej Małysz przed MŚ w Lahti pobił w Willingen niebywały rekord skoczni, nominalnie K120 - 151,5 m]. Sven Hannawald, który wygrał wtedy sobotni konkurs, w drugim, ciągnącym się z powodu fatalnych warunków przez chyba pięć godzin, kompletnie się pogubił, i już się nie odnalazł - wspomina Apoloniusz Tajner, ówczesny trener najlepszego polskiego skoczka, szef PZN.

Tydzień później zaczęły się mistrzostwa świata, w których Małysz zdobył dwa złota, Hannawald był 7. i 24., najsłabiej wypadł w drużynie w swojej serii i Niemcy nie zdobyli żadnego medalu.

Niezwykły przypadek Ammanna

Najciekawsza historia olimpijska wiąże Willingen z Ammannem, szachowym arcymistrzem. Kilka tygodni przed igrzyskami w Salt Lake City w 2002 r. rozbił się tam na treningu, znalazł w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu, uszkodzonymi kręgami szyjnymi i miał przymusową przerwę aż do zawodów olimpijskich. Niektórzy twierdzą, że właśnie dzięki niej i obniżeniu presji, na zasadzie "po tym wszystkim i tak dobrze, że w ogóle żyję", Szwajcar pokonał konkurencję, w tym Małysza i Hannawalda. Czy wydarzenia sprzed 12 lat nie przypominają trochę tegorocznej historii wypadków Morgensterna?

Kiedy Ammann wystartował w Willingen w 2006 r. tuż przed kolejnymi igrzyskami, znalazł się daleko poza 10. miejscem, a nawet w trzeciej dziesiątce i w Turynie bardzo cierpiał - zresztą podobnie jak Małysz, którego wówczas na Mühlenkopf zabrakło. A kiedy Szwajcar zrezygnował ze startu w Niemczech, błyszczał - jak w Vancouver w 2010 r. Teraz stanie na starcie w komfortowej sytuacji psychologicznej, którą zresztą może się cieszyć już zawsze, jako czterokrotny mistrz olimpijski.

Chyba w trochę podobnej sytuacji są Polacy. Najważniejszy, najbardziej stresujący konkurs Pucharu Świata - w Zakopanem - mają za sobą. - Dla nich nawet 40 tysięcy kibiców pod skocznią w Willingen nie zrobi wrażenia po skokach na Wielkiej Krokwi - mówi Tajner. - Skoczą i od razu myślami znajdą się w Soczi. Tam już w środę będą na pierwszym treningu.

Pierwsze medale będą mogli zdobyć już za dziewięć dni na skoczni tzw. normalnej HS106. Konkurs na dużym obiekcie w sobotę 15 lutego, drużynowy - w poniedziałek 17 lutego.

Dziś kwalifikacje - 17.15 (transmisja w Eurosporcie). Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.

Więcej o: