Sport.pl

Justyna Kowalczyk w Jakuszycach: sto lat i 115 punktów

Dla tych kilkudziesięciu minut organizatorzy z Jakuszyc stawali przez ostatnie dni na głowie: śniegu wystarczyło, a Justyna Kowalczyk wygrała na 10 km klasykiem z ogromną przewagą
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

- A jest jakiś ochotnik, który mi te kwiaty zabierze teraz do Włoch? - pytała Justyna Kowalczyk, gdy już było po dekoracji najlepszych w biegu na 10 km klasykiem, po wręczeniu pierwszego urodzinowego tortu (drugi czekał po konferencji prasowej), po "Sto lat!", płaczu i wręczaniu bukietów. Do Włoch Justyna jedzie już jutro, na wysokogórskie zgrupowanie w Santa Caterina. Do igrzysk w Soczi zostały już tylko niecałe trzy tygodnie, ona swój nastrój określa jako sinusoidę, ale akurat z niedzieli w Jakuszycach zabiera do Włoch i dalej, do Soczi (już nie wróci do Polski przed igrzyskami) miłe wspomnienia. Bieg ją wiele kosztował, bo trasa była z każdą minutą coraz większą breją, tory się topiły. Trzeba było uważać na każdym kroku, pracować mocniej niż zwykle, mądrze rozłożyć siły, żeby nie robić przez cały bieg za przecierającą ślad dla rywalek, wyskakiwać z torów tam, gdzie już nie dało się biec w nich. Kowalczyk mówiła po wyścigu, że ledwo stoi na nogach, wystarczy spojrzeć na czas, 34:34,2, to było bardzo długie 10 kilometrów. Ale jeszcze nie minęło 5 km, a można było ogłaszać zwycięstwo Justyny. Miała wtedy kilkanaście sekund przewagi nad Julią Czekaliową, na metę przyjechała ponad 40 sekund przed Rosjanką. Większość dystansu przebiegła sama, najdłużej jej tempo były w stanie wytrzymać Czekaliowa i Niemka Denise Hermann, ale i one musiały się poddać.

Kowalczyk traktowała ten niedzielny bieg śmiertelnie poważnie, najwięcej czasu spędzała na odmawianiu: wywiadów, wystąpień, autografów, pozowania do zdjęć, tłumaczyła, że ma tu inną robotę do wykonania. I wykonała. Wygrała bieg, wygrała lotną premię za 15 pkt do Pucharu Świata, zebrała dziś łącznie 115 pkt i w klasyfikacji dystansów, która wyznaczy kolejność startu do biegu indywidualnego na 10 klasykiem w Soczi, Kowalczyk awansowała o pięć miejsc, na trzecie. Za Therese Johaug i Astrid Jacobsen, przed Marit Bjoergen. Za dwa tygodnie w Toblach w ostatnim starcie przedolimpijskim może jeszcze wyprzedzić Jacobsen - Norweżki planują wstępnie, że też w Toblach pobiegną - ale to już nie ma wielkiego znaczenia. I tak już wiadomo od dziś, że Justyna ruszy do walki o medale blisko największych rywalek, a to ma przy zmiennej pogodzie w Soczi ogromne znaczenie.

W Santa Caterina i Toblach problemu ze śniegiem teraz nie ma, może się wreszcie skończyło to zamieszanie z przełomu roku, gdy Justyna rezygnowała z jednych startów, zgłaszała się do innych, wcześniej nieplanowanych, a w Jakuszycach musiała nasłuchiwać, czy wszystko się odbędzie zgodnie z planem czy nie. Jeszcze w nocy przed biegiem było dramatycznie, gdy jakaś grupa biegaczy amatorów zepsuła fragment topniejącej trasy, trzeba było ją naprawiać i na wszelki wypadek postawić przy torach ochroniarzy. Organizatorzy mieli tu w ostatnich dniach horror, ale jakoś się udało przekonać FIS, żeby ani biegu nie zmieniał na inny, ani go nie odwoływał. Trasa jakoś dotrwała, nawet mgła na czas biegu kobiet zelżała, oprócz Justyny punkty PŚ zdobyły jeszcze trzy Polki, Paulina Maciuszek wreszcie dobiegła do czołowej dwudziestki (19. miejsce), Kornelia Kubińska była 25., a Ewelina Marcisz 30. Więc było warto. Następne zawody w Szklarskiej Porębie pewnie dopiero za dwa lata. Justyna na podchwytliwe pytanie, czy na nich będzie, odpowiedziała, że będzie na pewno, ale jeszcze nie wie, w jakiej roli. Na pytanie, czy kończyć karierę czy nie odpowie, sama sobie dopiero w Soczi. I na ogłoszenie tej odpowiedzi każe jeszcze poczekać.

Więcej o: