Sport.pl

Turniej Czterech Skoczni. Pilch: Ammann jest faworyzowany przez sędziów

- Według moich wyliczeń Simon Ammann w zakończonym właśnie Turnieju Czterech Skoczni dostał od sędziów 12-13 bonusowych punktów - mówi były międzynarodowy sędzia skoków Jerzy Pilch. Znakomity Szwajcar przegrał z Thomasem Diethartem i Thomasem Morgensternem, ale nie pierwszy raz cieszył się wśród jurorów zbyt dużym uznaniem. - Sędziowie często o nim rozmawiają i nie rozumiem, dlaczego później zapominają, jakie wnioski wyciągnęli - komentuje Pilch.
:
-
W 2007 roku Simon Ammann zdobył swój jedyny w karierze tytuł mistrza świata. Na dużej skoczni w Sapporo dalej skakał Harri Olli, ale lepszy w sumie o metr Fin od jurorów dostał o dwa punkty mniej niż Szwajcar i przegrał z nim o 0,2 pkt. Ammann również swój pierwszy, wielki sukces wywalczył w dużej mierze dzięki ocenom za styl. W 2002 roku, na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City, wygrał na skoczni normalnej, choć miał taką samą sumę odległości jak trzeci Adam Małysz. Jednak wtedy Szwajcar latał rzeczywiście pięknie, a Polakowi odjęto punkty za brzydkie lądowanie w dziurę na zeskoku, którą wcześniej po upadku zrobił nartami Noriaki Kasai.

Teraz, po wielu latach, Ammann nie jest stylistą, jak w 2002 roku. Coraz częściej, lądując daleko, tylko markuje telemark, na co regularnie nabierają się jurorzy. Były sędzia międzynarodowy Jerzy Pilch podkreśla, że nie inaczej było podczas 62. Turnieju Czterech Skoczni.

Łukasz Jachimiak: Jaką notę przyznałby pan Simonowi Ammanowi za skok w pierwszej serii konkursu w Bischofshofen?

Jerzy Pilch: Zdecydowanie niższą od tych, jakie dostał. Ode mnie miałby 16,5 punktu, maksymalnie 17, gdybym patrzył przez palce. Nie rozumiem, skąd wzięły się dwie "18" i jedna ocena 18,5.

Kibice denerwują się, że Szwajcar często dostaje więcej punktów niż powinien. Dlaczego sędziowie zawyżają mu noty za styl?

- Mnie też do denerwuje. Dziwię się, że on regularnie nabiera sędziów. Problemem jest fakt, że wieże sędziowskie na skoczniach znajdują się daleko od strefy, w której lądują najlepsi zawodnicy, a jurorzy nie mają możliwości oglądania powtórek i swoje oceny muszą przedstawiać bardzo szybko. Ale to sędziów nie usprawiedliwia. Wiem, że po zawodach analizują skoki zawodników, dlatego doskonale wiedzą, że Ammann ląduje brzydko i że jemu trzeba się szczególnie uważnie przyglądać w następnych konkursach. Nie rozumiem, dlaczego szybko zapominają, jakie wnioski wyciągnęli. W efekcie jest przez nich faworyzowany.

Czyli Ammann jest w środowisku sędziowskim częstym tematem rozmów?

- Tak, już lata temu po zawodach jego nazwisko padało w naszym gronie bardzo często. Mówiliśmy o błędach jakie robi, podkreślaliśmy nawet, że daleko mu do takiego aktorstwa przy telemarkach, jakim popisywał się Janne Ahonen. Kilka lat temu Fin udawał naprawdę pięknie. Po lądowaniu momentalnie wysuwał jedną nogę do przodu i człowiek bywał święcie przekonany, że tym razem to już wylądował naprawdę klasowo. A później, oglądając powtórki, dopiero się widziało, że jednak czystego telemarku nie było.

W przypadku lądowań Ammanna wszystko jest tak czytelne, że nie sposób nie posądzać sędziów o uleganie magii nazwiska wielkiego mistrza.

- Sam nie wiem, co o tym myśleć. Może rzeczywiście niektórzy boją się odejmować Ammannowi punkty, bo to Ammann? W Bischofshofen po skoku na 137,5 m w pierwszej serii jego odjazd po lądowaniu był fatalny. Nie wierzę, że któryś z sędziów nie zauważył tak grubego błędu. Przecież zawodnik bronił się przed upadkiem. W ogóle według moich wyliczeń Szwajcar w zakończonym właśnie Turnieju Czterech Skoczni od sędziów dostał 12-13 bonusowych punktów.

W ostatecznej klasyfikacji nic mu to nie dało, bo do pierwszego Thomasa Dietharta i tak stracił 20,2, a do drugiego Thomasa Morgensterna - 1,9 pkt, z kolei czwartego Petera Prevca wyprzedził o 21,1 pkt. Ale pewnie w Oberstdorfie nie fetowałby zwycięstwa, gdyby sędziowie prawidłowo ocenili jego lądowanie, zwłaszcza w pierwszej serii?

- Tam w obu skokach od każdego sędziego powinien dostać po 1,5 punktu mniej. Nawet gdyby dali mu po punkcie mniej, to nie tylko by nie wygrał, ale nawet nie zmieściłby się na podium.

Krótko mówiąc - zwolennicy wyłączenia ze skoków not za styl zyskali kolejne argumenty.

- To nie byłoby dobre rozwiązanie. Od sędziów trzeba po prostu wymagać lepszej pracy i dążyć do poprawienia im warunków. Przecież dla wielu kibiców mistrzami skoków są nie tylko ci, którzy daleko lądują, ale zwłaszcza ci, którzy odległości łączą z pięknym stylem. W czasach mojej największej aktywności ideałem był Kazuyoshi Funaki, który najczęściej dostawał od sędziów noty marzeń. Sam dałem mu "20" w którymś z konkursów Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 1997/1998, a więc wtedy, gdy Japończyk wygrał tę imprezę, a później "20" nagrodziłem go jeszcze w jakimś Pucharze Świata. Ammann chyba nigdy nie dostał ode mnie nawet oceny 19,5.

Sędziował pan któryś z jego wielkich konkursów?

- Na igrzyskach nie miałem okazji, a na mistrzostwach świata w Predazzo, gdzie dwa złota wygrał Adam Małysz, Szwajcar się nie liczył. Wiele razy oceniałem go w zwykłych zawodach Pucharu Świata, a teraz robię to już tylko sprzed telewizora, bo po przejściu na emeryturę sędziuję jedynie w zawodach krajowych i w Pucharach Kontynentalnych, które odbywają się w Polsce.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: