Sport.pl

Turniej Czterech Skoczni. Król Thomas II Młodszy

:
-
Bajka o skokach miała dobre zakończenie: w Trzech Króli w Bischofshofen Thomas Diethart wygrał konkurs i cały Turniej.
Różne już cuda skocznia w Bischofshofen widziała w ostatnich kilkunastu latach: jak Janne Ahonen i Jakub Janda dzielą się zwycięstwem w Turnieju, z identyczną notą po czterech konkursach, jak Daiki Ito, lecąc na poduszce z mgły, ustanawia rekord do dziś nie do pobicia, jak Sven Hannawald kompletuje Wielkiego Szlema, jak Turniej Czterech Skoczni wygrywa Wolfgang Loitzl, który przed tamtym TCS nie zwyciężył w żadnym konkursie Pucharu Świata. Ale czegoś takiego dawno nie było. Nowym królem Turnieju jest Thomas Diethart. Też przed TCS bez wygranej w Pucharze Świata, ale w przeciwieństwie do Loitzla bez żadnej wartej uwagi przeszłości na skoczni, bez opinii wielkiego, jeszcze niespełnionego talentu.

Trudno kogoś podobnego znaleźć na liście zwycięzców Turnieju, nawet jeśli się cofnąć aż do lat 80. Młodzi Primoż Peterka, Andreas Goldberger, nawet Risto Laakkonen wygrywali konkursy pucharowe, zanim nie dali rywalom szans w Turnieju. Anders Jacobsen też wyskoczył znikąd pod koniec 2006 roku, ale przed Turniejem zdążył wygrać konkurs a w trzech innych stanąć na podium. Nawet Manfred Deckert, który wygrał w 1982 TCS, a podczas Turnieju jedyny konkurs w karierze, w Innsbrucku, był dwa lata wcześniej wicemistrzem olimpijskim w Lake Placid. Diethart nie wyróżniał się nawet wśród juniorów. Ale wygranych konkursów ma już więcej niż Deckert. Bo turniejowy triumf przypieczętował zwycięstwem w Bischofshofen, jeszcze bardziej imponującym niż to pierwsze, w Garmisch. Tam wyskakiwał z cienia, nic nie musiał, każde miejsce w czołówce by go ucieszyło. A w poniedziałek w Bischofshofen apetyty już były rozbudzone. Wiedzieliśmy o Dietharcie, że ma piekielnie mocne odbicie, skacze pięknie technicznie, elegancko ląduje. Nie wiedzieliśmy, jak mocne ma nerwy.

Ma bardzo mocne. Wytrzymał, gdy został na rozbiegu sam, jako ostatni skoczek w Turnieju. Prowadził po pierwszej serii, w której musiał rywalizować z Simonem Ammannem. To był thriller, ze scenariuszem na trzech aktorów: młodego i dwie wygi. Młody przed Turniejem Czterech Skoczni nie miał nic, nawet sponsora na kask dostał w drodze na TCS, jak kiedyś Adam Małysz kask Red Bulla, i tylko dlatego, że wybłagał to u biznesmena z Innsbrucku trener kadry Alexander Pointner. Teraz na każde jego potknięcie czekali ci, którzy na skokach zarobili miliony, wygrywali plebiscyty na najpopularniejszych sportowców kraju, zdobyli niemal wszystko. Niemal, bo Thomasowi Morgensternowi brakuje jeszcze złota MŚ w lotach. A Ammannowi właśnie turniejowego zwycięstwa.

Po Innsbrucku wydawało się, że to Szwajcara wskazało szczęście: najlepiej wykorzystał dobry wiatr, odrobił sporo punktów, odpuścił wczoraj wszystkie serie w Bischofshofen, grając rywalom na nerwach. A Morgenstern najpierw przegrał z wiatrem w Innsbrucku, potem miał pecha w kwalifikacjach. Dlatego z faworytów skakał pierwszy, a razem z jego skokiem zaczął się na wieży trenerskiej pojedynek na miny. Morgenstern poleciał daleko, a Martin Kuenzle, trener Ammanna, spuścił głowę. Gdy Ammann poleciał jeszcze dalej, to Alexander Pointner nie krył rozczarowania. Ale tylko przez chwilę: potem trudno było mu ukryć radość, że Simon wprawdzie odległość miał lepszą niż Morgenstern, ale lądował fatalnie, mało się nie wywrócił. Jak na figurę, którą zrobił, i tak został łagodnie potraktowany przez sędziów, ale część przewagi nad Morgensternem stopniała.

Tyle że chwilę później to już nie było tak ważne, bo młody Diethart pokonał i Ammanna, i wszystkich innych. Jakby to, co najlepsze, zostawił na koniec. Powiększył przewagę nad goniącymi. A w drugiej serii tylko Morgenstern miał lepszy od niego skok. Ale nie o tyle lepszy, żeby mu zabrać zwycięstwo w konkursie, o turniejowym nie wspominając (Morgenstern zepchnął natomiast na trzecie miejsce Ammanna). Tata Gernot Diethart popłakał się jak w Garmisch-Partenkirchen, pluszowa świnka znów przyciągała obiektywy, Thomas Morgenstern zdjął kask przed Thomasem II Młodszym. Diethart wziął flagę i kłaniał się publiczności. Już szósty raz z rzędu w Bischofshofen fetowano turniejową wygraną Austriaka. A wydawało się to przed świętami nieprawdopodobne, gdy Gregor Schlierenzauer rozregulował swoje skoki, a Morgenstern dochodził do siebie po upadku w Titisee-Neustadt.

Pech Morgensterna był w tym sezonie szczęściem Dietharta: gdyby nie kraksa w Titisee-Neustadt, może nie byłoby wolnego miejsca dla młodego Thomasa przed Pucharem Świata w Engelbergu, w którym dwa razy był w czołowej szóstce i pokazał, że należy mu się start w Turnieju. My wtedy w Engelbergu żyliśmy czym innym, tam było polskie święto, cztery miejscach na podium dwóch konkursów, wydawało się, że być może zbliża się Turniej radosny dla Polaków. Nie był taki, nie był też smutny.

Kamil Stoch skończył TCS na siódmym miejscu, pierwszy raz w ostatnich sezonach nie poprawił się w Turnieju w porównaniu do poprzedniego (rok temu był czwarty). Czuje niedosyt, ale mówi, że wiele się podczas tych ostatnich dni nauczył. Zwłaszcza na początku Turnieju, gdy był osłabiony przeziębieniem, a rola faworyta ciążyła. W czołowej piętnastce znalazł się jeszcze Maciej Kot (12.), wypadł z niej Klemens Murańka, który za porażkę już w pierwszej serii zapłacił spadkiem na 21. miejsce. Kadra wraca do Polski we wtorek, już w czwartek wyjeżdża na loty do Kulm, a w międzyczasie pewnie nie będzie miała okazji skakać treningowo, bo śnieg spływa ze skoczni w Zakopanem. W Kulm/Bad Mitterndorf też były wątpliwości, czy konkursy się odbędą, ale na razie zanosi się na to, że tak. To jest austriackie Zakopane, na żaden konkurs w tym kraju nie zjeżdża się więcej widzów niż tam, więc organizatorzy zrobią wszystko, co się da. Już jest zamówiony pociąg specjalny z Michelhausen pod Wiedniem, miasteczka nowego bohatera skoków, do Kulm. Nazywa się Diethart-Express. Jeszcze nie wiadomo, jak daleko ten nowy bohater zajedzie. Ale miejsca w historii skoków nikt mu nie odbierze.

Klasyfikacja generalna TCS:



1. Thomas Diethart1012.6
2. Thomas Morgenstern994.3
3. Simon Ammann992.4
4. Peter Prevc971.3
5. Noriaki Kasai962.1
6. Anders Bardal950.6
7. Kamil Stoch938.2


Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: