Sport.pl

PŚ w skokach. Stoch ma to, czego nie miał Małysz

Po czterech konkursach Pucharu Świata Kamil Stoch z 50 punktami na koncie zajmuje 21. miejsce w klasyfikacji generalnej. W Lillehammer lider polskiej kadry był 20. i 18. Kiedy na podobnym poziomie zdarzało się skakać Adamowi Małyszowi, baliśmy się, że mistrz zmarnuje sezon. Stoch ma spokój, bo presję zdejmują z niego koledzy. W norweskich konkursach piąty był Maciej Kot, a szósty Piotr Żyła.
:
-
Brak Stocha w czołówce po pierwszych konkursach Pucharu Świata to nic nowego. 26-latek, który w marcu kończył sezon na trzeciej pozycji, mając w dorobku również tytuł mistrza świata z Val di Fiemme, tylko raz w karierze zaczynał starty w cyklu, zajmując miejsce w czołowej "dziesiątce".

Taką niezwykłą historię swoich startów w wyścigu o Kryształową Kulę Stoch napisał w 2011 roku. W pierwszy sezon bez Małysza u boku Stoch wszedł, zajmując czwarte miejsce w Kuusamo i trzecie w Lillehammer. Rok później po trzech pierwszych startach miał na koncie zaledwie jeden punkt. Po 30. i 36. miejscu w Lillehammer nie zakwalifikował się do konkursu w Kuusamo, dlatego na kolejne - do Soczi - nie pojechał. Stoch był zmuszony szukać formy na treningach w Ramsau, bo cała kadra przeżywała bardzo trudne dni. Łukasz Kruczek był bliski dymisji po ostatnim miejscu zespołu w drużynowych zawodach w Kuusamo.

Słabsze początki wcześniejszych sezonów nie oznaczały dla Stocha takich nerwów. Tak jak teraz, mógł przez kolejne starty stabilizować formę na wysokim poziomie.

Potencjał, jaki Stoch pokazuje w pojedynczych skokach, wystarcza dziennikarzom i kibicom, by zachować spokój, bo jednocześnie ich oczekiwania spełniają inni zawodnicy. W niedzielę Stoch błysnął w drugiej serii, kiedy po lądowaniu na 129. metrze przesunął się z miejsca 30. na 18. 50 punktów, jakie zdobył w czterech pierwszych startach, nie jest wynikiem poddawanym drobiazgowej analizie, bo inni Polacy punktują lepiej.

W Klingenthal, kiedy Stoch był 37., sensacyjnie wygrał Krzysztof Biegun, a w czołowej dziesiątce mieliśmy jeszcze Piotra Żyłę (zajął piąte miejsce), Macieja Kota (był szósty) i Jana Ziobrę (był dziewiąty). W Kuusamo, gdzie Stoch zajął 10. pozycję, więcej uwagi poświęcaliśmy Biegunowi, któremu udało się utrzymać żółtą koszulkę lidera PŚ. A kiedy Stoch zajmował 20. i 18. miejsce w Lillehammer, pasjonowaliśmy się walką o podium najpierw Macieja Kota (był piąty), a dzień później Piotra Żyły (skończył na szóstej pozycji).

To dzięki nim Stoch nie przeżywa tego, co w przeszłości musiał znosić Małysz.

Czterokrotnego mistrza świata, czterokrotnego zdobywcę Pucharu Świata i czterokrotnego medalistę igrzysk olimpijskich wielu wysyłało na emeryturę, gdy tylko kilka razy z rzędu nie stanął na podium zawodów PŚ. Odkąd w sezonie 2000/2001 został najlepszym skoczkiem na świecie, zawsze wymagaliśmy od niego więcej niż od jakiegokolwiek naszego sportowca. Ze swych 11 ostatnich sezonów w karierze Małysz tylko jeden rozpoczął słabiej niż Stoch obecny. W 2008 roku czterokrotny mistrz świata zajął kolejno 14. miejsce w Kuusamo oraz 25. i 27. miejsce w Trondheim. Po tych startach zrezygnował z udziału w konkursach w Pragelato, by - jak wówczas mówiono i pisano - przez treningi w Ramsau "ratować sezon".

Stoch niczego ratować nie musi. Start sezonu jest dla polskich skoczków dobry. W "generalce" PŚ 10. jest Biegun (113 pkt), 12. miejsce zajmuje Kot (99 pkt), a 13. jest Żyła (98 pkt). Właśnie dzięki wsparciu kolegów nasz najlepszy skoczek może spokojnie korygować techniczne błędy. Przeszłość uczy, że łapanie rytmu poprzez kolejne starty mistrzowi świata z Val di Fiemme służy. Małysz od 2000 roku w 11 inauguracjach poszczególnych sezonów tylko raz nie zdobył punktów (stało się to w 2006 roku, w wietrznym Kuusamo). Stoch dwa tygodnie temu rozpoczął swój dziewiąty sezon regularnych startów w Pucharze Świata (w dwóch pierwszych skakał rzadko), po raz piąty nie punktując w pierwszym konkursie. - Chłopak nawet nie wie, ile dla mnie zrobił - tak w Kuusamo Stoch mówił o Biegunie. - Punkty są, więc nie jest źle. Początek sezonu zawsze jest trudny, trzeba się oskakać - dodawał w Lillehammer.

Stocha nie ma jeszcze w czołówce, do prowadzącego w Pucharze Świata Gregora Schlierenzauera traci już 166 punktów, ale - co w kontekście Soczi bardzo ważne - zachowuje olimpijski spokój.



Więcej o: