Sport.pl

PŚ w łyżwiarstwie szybkim. Białkowska: Na wygnaniu po medale

- Nie mamy nawet małej części popularności Justyny Kowalczyk i skoczków narciarskich, ale wynikami będziemy się do tego zbliżać - mówi koordynatorka kadr olimpijskich Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Ewa Białkowska. Trenerka, która w 2010 roku doprowadziła drużynę kobiet do brązowego medalu olimpijskiego, przekonuje, że nasi panczeniści mocno pracują na olimpijskie sukcesy w Soczi.
Łukasz Jachimiak: Trzecie miejsce Zbigniewa Bródki na Pucharze Świata w Astanie to moment, na który czekaliście? Nasz najlepszy panczenista wraca do formy z poprzedniego sezonu?

Ewa Białkowska: Początek olimpijskiego sezonu w wykonaniu Zbigniewa był rzeczywiście troszeczkę słabszy, ale to taki zawodnik, który napędza się kolejnymi startami. W poprzednim sezonie też tak to wyglądało. Musiał się rozkręcić, a jak już to zrobił, to piął się coraz wyżej. Efekt pamiętamy - zdobył Puchar Świata na 1500 metrów.

Z jego kolanem jest już dobrze?

- Na szczęście to nie była poważna kontuzja. Po prostu w końcowej fazie przygotowań do sezonu Bródka się przeforsował. Kolano bolało, przez trzy tygodnie musiał trenować lżej, żeby wszystko wróciło do normy. Pewnie też dlatego w Calgary i Salt Lake City nie startował tak dobrze jak w Astanie. Ale teraz już na pewno wszystko jest w porządku. Nasz lider jest czwarty w Pucharze Świata na swoim koronnym dystansie, a do tego jest pewny olimpijskiego startu i na 1500, i na 1000 metrów.

Gorzej wygląda sytuacja drużyny. Brązowych medalistów tegorocznych mistrzostw świata zabraknie w zespołowej rywalizacji o medale igrzysk?

- Mamy niepewną sytuację, ale wszyscy w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego dobrze wiemy, dlaczego ona się skomplikowała. Męską drużynę tworzą Bródka, Konrad Niedźwiedzki i Jan Szymański. Ostatni z nich był chory, dlatego w Salt Lake City musieliśmy wstawić rezerwowego Rolanda Cieślaka. On nie jest tak szybki jak pozostali zawodnicy. Nie wytrzymał tempa kolegów, drużyna musiała wyraźnie zwolnić, żeby się nie rozsypać. Dlatego chłopcy dojechali dopiero na 10. miejscu. W najbliższy weekend w Berlinie wystąpią już w pełnym składzie. Na początku listopada, w inaugurujących sezon zawodach w Calgary, zajęli piątą pozycję, w klasyfikacji generalnej są na siódmym miejscu. Olimpijskie kwalifikacje wywalczy sześć drużyn z rankingu po zawodach w Berlinie i dwie, które biorąc pod uwagę Calgary, Salt Lake City i Berlin, uzyskają najlepsze czasy. Tory za oceanem są znacznie szybsze, w Niemczech na pewno nie padną już tak dobre wyniki, jakie notowano w poprzednich zawodach. Dlatego nasz zespół musi jechać na miejsce. Nie sądzę, żeby zawodnicy sobie z tym wyzwaniem nie poradzili. Jeśli pojadą na swoim normalnym poziomie, to uplasują się w okolicach piątego miejsca, i to wystarczy.

Na jakie miejsca przekłada się jazda na normalnym poziomie drużyny naszych panczenistek?

- Drużyna kobiet ma już praktycznie pewny start na igrzyskach. Wystarczy, że w Berlinie zajmie siódme-ósme miejsce. Ale dziewczyny na pewno powalczą o dużo lepszą pozycję. Nie mam wątpliwości, że one tworzą jedną z najlepszych ekip na świecie.

Jak bardzo poprawiły się od igrzysk w Vancouver, kiedy pod pani wodzą zdobyły brązowy medal?

- To medalistki nie tylko igrzysk, ale też dwukrotne medalistki mistrzostw świata. W tym roku na olimpijskim torze w Soczi zdobyły srebro. Uważam, że jeśli wszystko zgrają, to znów staną tam na podium.

Na razie proces zgrywania trwa? W Calgary trzecie miejsce wywalczyły w składzie Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska i Katarzyna Woźniak, w Salt Lake City szóste miejsce zajęły, jadąc z Natalią Czerwonką zamiast Woźniak.

- W Salt Lake City miały techniczne problemy, ale pobiły rekord Polski. Poprzedni ustanowiły w Calgary, przetrwał więc tylko tydzień. Jeśli teraz wyrównają techniczne niedociągnięcia, to znów będą na podium, choć o kolejny rekord będzie im trudniej ze względu na warunki lodowe, o których już mówiłam. Na pewno żeńska drużyna jest dużo bardziej doświadczona od męskiej. I w niej jest prawdziwa rywalizacja. Tu liczą się cztery dziewczyny, każda z nich jest dobra, każda może liczyć na zastępstwo, jeśli będzie miała gorszy dzień.

W Vancouver indywidualnie nasze panczenistki zajmowały odległe miejsca, przez ostatnie lata znacznie się poprawiły, ale chyba i tak żadna z nich nie ma większych szans na olimpijski medal zdobyty poza drużyną?

- W Vancouver zajmowały końcowe miejsca, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że tam jechały jako młodziutkie dziewczyny z miernym stażem w reprezentacji. Kadra zawiązała się dopiero na przełomie 2006 i 2007 roku, one na tamtych igrzyskach indywidualnie miały się tylko przetrzeć, zapoznać z torem. Od początku skupialiśmy się na drużynie, bo dobrze wiedzieliśmy, że poziom dziewczyn jest za słaby na indywidualne sukcesy. Teraz jest inaczej. Bardzo ciężko przepracowały ostatnie lata, otrzaskały się, mają swoje ambicje.

Ale mimo wszystko nie mają takich szans na pokonanie Martiny Sablikovej czy Claudii Pechstein jak Zbigniew Bródka na wyprzedzenie swych rywali na 1500 metrów.

- Na pewno piąty [na 1000] i szósty [na 1500 m] zawodnik mistrzostw świata jest naszym głównym kandydatem do indywidualnego medalu na igrzyskach, ale też na pewno niejedynym. W Astanie Luiza była piąta na 1500 m. Oczywiście trzeba uczciwie podkreślić, że tam zabrakło pięciu mocnych zawodniczek, ale naprawdę żadna z nich nie musiałaby ze Złotowską wygrać, bo dziewczyna pojechała świetnie. Każdy zawodnik i każdy trener dobrze wie, że igrzyska to zawody zupełnie inne niż te w Pucharze Świata. Zdarza się, że na igrzyska formę przygotuje ktoś, kto przez cały sezon jest w drugim szeregu. Bywało, że taki ktoś wyprzedzał wszystkich faworytów. Nasze dziewczyny znam bardzo dobrze, dlatego wiem, jak duże ambicje ma Bachleda-Curuś. Ona zrobi wszystko, żeby zaistnieć nie tylko w drużynie, ale również indywidualnie. Jej celem jest medal, ona chce się zrehabilitować za Vancouver. Tam jako jedyna jechała już z doświadczeniem i w przeciwieństwie do młodszych koleżanek powinna wypaść dużo lepiej. Dlatego teraz stawia sobie bardzo ambitny cel. A reszta dziewczyn w indywidualnych startach chce wejść do czołowych "ósemek".

Trudno uwierzyć, że tak dobrze na igrzyskach wypadnie reprezentacja łyżwiarzy bezdomnych. Przecież nasi zawodnicy nadal nie mają w kraju ani jednego toru, na którym mogliby trenować.

- To prawda, warunki mamy najgorsze z całej szerokiej czołówki. U nas nie da się przygotować zawodników, dlatego cały czas trenujemy na zagranicznych torach. Innego wyjścia nie mamy; jeśli chcemy rywalizować z najlepszymi, to cały czas musimy być na wygnaniu. Już nawet nie marzy nam się piękna lodowa hala. My nie możemy się doprosić o zadaszenie toru w Zakopanem. Gdybyśmy gdziekolwiek w kraju mieli sztucznie mrożony zadaszony tor, to nasi zawodnicy mogliby raz na jakiś czas złapać oddech, pobyć w kraju z tydzień między zawodami. Niestety, na zmianę tej sytuacji się nie zanosi. Miasta, które mają tory, nie są duże i są za biedne na inwestycje. Państwo też się do tego nie pali. A szkoda, bo przecież z takiej hali, najlepiej znajdującej się w Warszawie, mogliby korzystać sportowcy wielu lodowych dyscyplin. Na dwóch lodowiskach równolegle pracować mogliby panczeniści i łyżwiarze figurowi albo short-trackowcy i hokeiści. A i zwykli ludzie pewnie chętnie korzystaliby z takiego obiektu. Szansą dla nas byłyby igrzyska. Gdybyśmy je dostali, hala z prawdziwego zdarzenia musiałaby powstać. Bez igrzysk pewnie się nie doczekamy. W Vancouver zdobyliśmy medal, a żadne inwestycje w infrastrukturę za tym sukcesem nie poszły.

Dobrze, że po sukcesach z ubiegłego sezonu trafiliście do telewizji. Bródka znalazł sponsora, bo Puchar Świata zaczęły transmitować sportowe kanały Polsatu.

- Inni zawodnicy też pozyskali już sponsorów. Wiem, że firmy zgłosiły się również do Katarzyny Woźniak i do Natalii Czerwonki. Cieszymy się, że obecność zawodników w telewizji przekłada się na propozycje dla nich. Do związku oferty jeszcze nie wpłynęły, ale wierzymy, że to nastąpi i znajdziemy dużego partnera. Oczywiście wiemy, że jeszcze nie mamy nawet małej części popularności Justyny Kowalczyk i skoczków narciarskich, ale wynikami będziemy się do tego zbliżać.

Więcej o: