Sport.pl

Londyn 2012. Alfabet igrzysk: E jak "Eee tam" Radwańskiej, Ł jak łzy siatkarzy...

Od A jak "Abbey Road" do Ż jak "Żołnierze". Przedstawiamy alfabet Sport.pl po igrzyskach olimpijskich w Londynie.
Abbey Road. - No, panowie, będziemy mieli fajne zdjęcie z igrzysk! - mówimy sobie już pierwszego dnia, gdy metro zatrzymuje się na stacji Abbey Road. Kolega z radia, fan Beatlesów, słynnego przejścia dla pieszych poszedł szukać jako pierwszy. Ale, do licha, cała Abbey Road ma tylko 300 metrów! - Panie, 10 lat tu pracuję i nie było dnia, w którym ktoś by mnie o to nie pytał. To nie ta Abbey Road - opowiada znudzona sprzedawczyni. Ta właściwa znajduje się przy Lord's Cricket Ground, gdzie w czasie igrzysk rywalizowali łucznicy.

Blokada. Kolano potrzebuje blokady. Albo diclofenacu. Lekarze twierdzą, że to niezdrowe, ale sztangiści uważają, że wytrzymają. Muhammad Ali kiedyś powiedział dowcipnie: - Jestem tak zły, że ostatnio zamordowałem skałę, skontuzjowałem kamień, wysłałem do szpitala cegłę, i jestem tak okropny, że lekarstwo zachorowało. Marcin Dołęga też oszukał lekarstwo. Przyjął 30 blokad sterydowych i zarazem przeciwbólowych przed igrzyskami, ale zanim kolana zabolały, spalił trzy próby na dziecinnym dla niego ciężarze 190 kg.

Coe. Naprawdę piękną olimpiadę zorganizował lord Sebastian Coe. Jeden tylko mały zgrzycik był. W pierwszym dniu igrzysk uwięził nas w wiosce olimpijskiej. Dosłownie. - Chcemy stąd wyjść! - wyliśmy do ochroniarzy. - Przejścia nie ma, względy bezpieczeństwa. Autobus? - Nie jeździ. Wyjście na piechotę? - Tylko z biletem na ceremonię otwarcia. Ratuuunku!

Daj spokój! Tomek Majewski dał niezły show na konferencji po pchnięciu kulą. Niemieccy dziennikarze nie mieli życia, kiedy chcieli zapytać Davida Storla na przykład o to, jak go przyjmie dziewczyna, której obiecał złoto, a zdobył srebro. - Człowieku, daj spokój, skąd ty się urwałeś? Skąd wy bierzecie tych gości? - wyrzucił Majewski pełnią swojego 150-kilowego ciała i płuc, nie wiadomo jakiej pojemności, bo nie ma takich urządzeń, które by to zmierzyły. - Musicie jakieś mądrzejsze pytania wymyślić, chłopaki - powiedział do nas, gdy chcieliśmy się umówić na wywiad. Tomek, daj spokój...

Eee tam. Tak mniej więcej skwitowała występ na igrzyskach olimpijskich druga tenisistka świata Agnieszka Radwańska, która po odpadnięciu w I rundzie singla, II rundzie debla i I rundzie miksta przypomniała sobie, że jednak od igrzysk ważniejsze są Wielkie Szlemy. Właściwie się zgadzamy, ale nie rozumiemy, czemu nie mówiła tego wcześniej, np. w momencie, gdy powierzono jej funkcję chorążego reprezentacji. Niezła kanada z tego wyszła.

Felps. Michael wszedł do historii cztery lata temu, gdy pobił rekord siedmiu złotych medali Marka Spitza z igrzysk w Monachium, dokładając jeden więcej. Tu nie mógł zrobić więcej, to po prostu niemożliwe. Pobił rekord inny, statystyczny - z medalami zdobytymi w całym sportowym życiu. Od Londynu Phelps jest najczęściej dekorowanym olimpijczykiem - 22 medale olimpijskie, w tym 18 złotych (jeśli o to chodzi, dwa razy więcej niż następny w klasyfikacji). Phelps jest wyjątkowy: płuca - 14 litrów, większy zasięg ramion niż wzrost, krótkie nogi, stopy nr 15 o wygięciu większym o 15 stopni niż rywale. I najważniejsze - talent do roboty.

Grill. Wielki grill, wielki wynik. Kiedy David Rudisha wrócił z mistrzostw świata w Daegu z tytułem, Masajowie z jego wioski zarżnęli 50 kóz i zjedli na wielkiej fieście. W Londynie Rudisha pobił rekord świata na 800 m jak mistrz, jak guru, a ma tylko 24 lata. Strach padł na kozy. Rudisha już wcześniej pobił rekord swojego ziomka, sąsiada z Iten Wilsona Kipketera, ale w Londynie przeszedł do legendy - pobić rekord na 800 m bez zająca, w konkurencji, w której liczy się taktyka? Szacun. I jeszcze chce pobić Bolta na 400 m. Szacun x 2.

Hidżaby. Arabia Saudyjska po raz pierwszy w historii zdecydowała się wysłać na igrzyska kobiety, ale niewiele brakowało, by do ich występu nie doszło. Saudyjczycy zagrozili, że wycofają się z igrzysk, jeśli startująca w wadze ciężkiej judoczka Wojdan Shaherkani nie będzie mogła walczyć w hidżabie. Mediacja MKOl przyniosła skutek, Shaherkani walczyła. Przez 82 sekundy, zanim nie przegrała z Melissą Mojicą z Portoryko. Druga Saudyjka, Sarah Attar, w eliminacjach biegu na 800 metrów miała 40 sekund straty do rywalek. Ale liczy się udział - jak powiedział dawno temu pewien Francuz.



I... zasnęliśmy. - Ta dziesiątka, te dziesięć medali to nasza magiczna liczba, która przy nas jest, która nieustannie trwa. Przyjdzie czas na podsumowania, przyjdzie czas na analizy, ale jutro startują jeszcze maratończycy, zawodnicy w pięcioboju... - mówił tym swoim słynnym tembrem głosu prezes PKOl Andrzej Kraśnicki w sobotę, gdy było już jasne, że to najgorsze polskie igrzyska od 56 lat. Przepraszamy, panie prezesie, ale nie wiemy, co mówił pan dalej. Trochę przydrzemaliśmy. Ocknęliśmy się dopiero, gdy usłyszeliśmy, że "nadszedł czas na zmiany". To zawsze orzeźwia. Średnio co cztery lata.

Jamajka. "Jamajka, urodziłem się na Jamajce" - śpiewała 5'nizza. Piosenka piękna. Jamajka pobiła rekord świata w sztafecie 4x100 m. Bolt pobiegł w sekundę 11 metrów. Pomyśl sobie, czytelniku, ile to jest 11 metrów... I ile to jest 1 sekunda. Gepard jakiś, kangur czy co? Nie, to jest efekt wielu lat selekcji najlepszych smyków na dziesiątkach zawodów szkolnych, na mityngach jamajskich liceów, na które zjeżdżają menedżerowie komercyjnych mityngów, agenci sportowi, wysłannicy amerykańskich uniwersytetów. Genetyka ma tu coś do powiedzenia, ale jeśli ktoś powie, że czarni biegają szybciej, to zapytamy jacy czarni? Ze wschodniej Afryki, z zachodniej, może z północnej? Albo z Ameryki, z Karaibów? To tak jakby powiedzieć, że biali rzucają dalej, bo mają właściwe geny... Ale właściwie jacy biali? Ze Skandynawii? Szkoci? Nie. Polacy, Białorusini, Rosjanie.

Koń. Zawsze myśleliśmy, że koń ma zdrowie. Ale się oszukaliśmy. Wałach Wag nie przeszedł kontroli weterynaryjnej i jeździec WKKW nie wystartował. Zanim doszła do nas wiadomość o tym, że koń nie chodzi po parkurze tak jak Ania Głogowska po parkiecie, tylko kuśtyk, kuśtyk, wiedzieliśmy, że nasze konie są OK, najlepsze na świecie, przynajmniej takie informacje przysyłali nam końscy agenci PR. Ręce nam opadły. Nawet na konia nie można liczyć?!

Lotka. Konkretnie - lotka meczowa. Nie wykorzystali jej Robert Mateusiak i Nadieżda Zięba, przegrywając po emocjonującym ćwierćfinale badmintonowego miksta z drugą parą świata z Chin. Lotki wyjątkowo krzywo fruwały w meczach kobiecego debla, kiedy azjatyckie pary chciały przegrać, by mieć łatwiejszych rywali w fazie pucharowej. Skandal zakończył się wykluczeniem czterech debli z igrzysk.

Łzy siatkarzy. Największe chyba w oczach Łukasza Żygadły. Wydawało się, że Polacy są w formie, ale okazało się, że nie "są", tylko "byli". W Londynie każdy kolejny mecz grali gorzej, skończyli sromotnie przegranym ćwierćfinałem z Rosją. Dlaczego przegrali? - Gdybym wiedział, to byłbym czarodziejem - mówił tylko trener Andrea Anastasi.



Mięso. A właściwie końskie mięso. Ze smakiem pożerał je jeden ze sportowców, którzy zrobili na nas na igrzyskach największe wrażenie. Ciężarowiec Ilia Ilin z Kazachstanu nie tyle wyszedł, co wbiegł na pomost i nie zastanawiając się specjalnie, wyrwał jedną ręką 185 km, potem drugą podrzucił 233 kg, czyli w sumie 418 kg, a na koniec się uśmiechnął. W wyższej kategorii wagowej zwycięzca podniósł o sześć kilogramów mniej. Duży szacunek, ale my jednak pozostaniemy przy schabowych, chyba że prezydent Nazarbijew też nam przeleje 250 tys. dol., czyli tyle, ile płaci za złoty medal.

Nigeria. Koszykarze z Afryki sensacyjnie wywalczyli awans na igrzyska, eliminując Grecję, w pierwszym meczu pokonali Tunezję, ale 2 sierpnia zostali zmiażdżeni przez Amerykanów. Było 73:156 i nie szukajcie w tym wyniku błędu. W spotkaniu przypominającym harce z meczów gwiazd Amerykanie trafili aż 29 z 46 rzutów za trzy i ustanowili rekord, który ciężko będzie komukolwiek poprawić.

Odór West Silvertown. W trakcie dwóch tygodni każdy z nas przejechał metrem kilkaset stacji, przesiadając się po kilka razy dziennie. Nie mamy jednak kłopotu z wyborem tej, którą zapamiętamy szczególnie. - No, panowie, już blisko - mówiliśmy, wykrzywiając twarze w drodze do naszej kwatery. West Silvertown zapamiętamy na długo. Wyjątkowo natrętny odór pochodził z wielofunkcyjnego wysypiska śmieci.

Pajączek. Najbardziej wzruszająca chwila igrzysk. Tata Magdy Fularczyk, brązowej medalistki w dwójce podwójnej z Julką Michalską, był z nią jako pajączek, który zagnieździł się w ich łódce - tak uważa Magda. Zimne dranie, czyli my, ludzie mediów, mieliśmy łzy w oczach. Widzieliśmy mokre oczy Wilkowicza z "Rzeczpospolitej", Majewski z TVN płakał jak bóbr, a nawet płakali żelaznosercy ludzie z internetu. Ale zaraz polecieli szybko nadawać. I nie usłyszeli, jak Julia, kiedy Magda poszła na kontrolę antydopingową, powiedziała do red. Gąsiorowskiego z Trójki: - Proszę puścić "We are the champions" Queenów z dedykacją dla Magdy.

Tego to nawet my nie wytrzymaliśmy.

Repasaż. Najbardziej wstrząsnął nami ten w wykonaniu judoczki Darii Pogorzelec. Twarda z niej dziewczyna - walczyła bez więzadła w kolanie, miała szansę na brązowy medal. 30 sekund przed końcem walki prowadziła z Węgierką Abigel Joo. Kulejącą Joo, dodajmy. Ale przegrała, a potem mówiła: - Nie wiedziałam, jak się zachować. Niby to jest sport walki i teoretycznie powinnam na nią wsiąść, skopać jej tę nogę, żeby się poddała, płakała. Ale we mnie obudziło się dziecko, pomyślałam "O jeny, boli ją noga".

Szwedki. Po prostu trafiły na korytarzu budynku w wiosce na Usaina Bolta, który stwierdził o trzeciej rano, po powrocie z miasta, gdzie chyba się do późna przygotowywał do biegu na 200 m, że potrzebuje kawy. Akurat trafił na dziewczyny ze szwedzkiego zespołu piłki ręcznej. Skończyło się w pokoju Bolta na zdjęciach - chyba. Szwedki nie zdobyły w turnieju ani jednego punktu, ale u Bolta parę zdobyły.

Tor. Na torze kajaków górskich w Lee Valley nauczyliśmy się chyba najwięcej o istocie polskiego sportu. Natalia Pacierpnik, która prowadziła po półfinale w konkurencji K-1, w finale straciła do zwyciężczyni prawie 10 sekund, gubiąc się kompletnie i popełniając lawinę błędów. - Zdenerwowałam się, że prowadzę. No bo, proszę pana, to nie jest taka prosta sprawa, te nerwy, ciśnienie, fale jakoś nie poukładały się po mojej myśli - opowiadała Natalia. No tak, skoro ostatni będą pierwszymi, to pierwsi...

Udo. Niemiecki kolarz Robert Forstermann miał taki obwód tej części ciała, że chyba nawet Fileasowi Foggowi zajęłoby kilka dni, żeby je okrążyć. Ale ani nie Niemcy, ani nie Francuzi rozbili kolarski bank w Londynie, lecz gospodarze. Gdyby brytyjscy kolarze byli państwem, wyprzedziliby w klasyfikacji medalowej Australię, Japonię, nie mówiąc już o Polsce. Wygrali, bo mieli plan, pieniądze i odpowiednich ludzi, nie tylko Bradleya Wigginsa i Chrisa Hoya, ale też Dave'a Brailsforda, dyrektora sportowego British Cycling, o którym "Guardian" napisał, że jest największym wizjonerem brytyjskiego sportu w historii. Zazdrościmy.

Witam państwa. Czekanie na tego maila stało się rytuałem. - Jest! - krzyczał ten, który przed północą zauważał nową wiadomość w skrzynce. I czytał na głos: "Witam państwa, mimo późnej pory pozwalam sobie przekazać w załącznikach bilans czwartkowych (9 sierpnia) występów naszych reprezentantów oraz orientacyjny harmonogram startów na piątek 10 sierpnia br.". Henryk Urbaś, attaché prasowy reprezentacji, ułatwiał nam pracę w Londynie. I wprowadzał w dobry humor tymi "ą-ę" mailami. Tylko zastanawialiśmy się, po co dodawał to "br."?

X, archiwum X. Tylko agenci Mulder i Scully są w stanie rozwikłać zagadkę, dlaczego Radosław Zawrotniak nie zdobył medalu w Londynie. - Jadę po złoto, psychicznie jestem mocny jak skała, rywale są ode mnie niżsi, a Michael Jordan mówił, że trzeba mieć ambitne cele - powiedział szpadzista przed wyjazdem do Londynu. Na miejscu w pierwszej rundzie dał się dotkliwie obić Senegalczykowi. - Bo to Francuz był, a nie żaden Senegalczyk - tłumaczył potem.

Ye Shiwen. Zrobiła najwięcej zamieszania w pierwszym tygodniu igrzysk, kiedy rządziło pływanie, bo popłynęła w swoim finale 400 m stylem zmiennym na ostatnich 50 metrach szybciej niż Ryan Lochte. Od razu posypały się oskarżenia o doping, bo to niemożliwe - podobno. Powiedzmy sobie szczerze - Lochte nie był błyskawicą na ostatnich metrach, to po pierwsze. A po drugie, Chińczycy tak zapieprzają na treningach, że nie trzeba im farmadopingu. Gdybyśmy w Europie tak zasuwali w basenie na treningach, natychmiast odezwałyby się organizacje obrony praw człowieka.

Znicz. Przez ponad tydzień, czyli do początku zmagań lekkoatletów, w ogóle go nie widzieliśmy. Brytyjczycy schowali go na stadionie, niemal poniżej poziomu morza. To była dla nas pierwsza olimpiada bez znicza na widoku. Dziwne uczucie. Bali się pożaru czy co?

Żołnierze. Pierwszego dnia porządkowi wydawali nam się mili. Potem ich tolerowaliśmy. Na końcu wszystko między luźnym "Hey, mate!" a grzecznościowym "Good morning, sir, how are you doing?" wywoływało nerwowe drgawki. Zbawieniem byli żołnierze, którzy uzupełniali porządkowych przy wejściach na niektóre obiekty i sprawdzaniu wchodzących. Pełny profesjonalizm. Minimum słów, maksimum roboty - do tego uśmiech. Z nimi wszystko szło szybciej, sprawniej, milej.

Więcej o: