Sport.pl

Londyn 2012. Koszykówka. Hiszpania bardzo dobra, Amerykanie lepsi. Obronili złoto

Po trzech kwartach USA prowadziły z Hiszpanią tylko 83:82, ale w końcówce Amerykanie byli lepsi. Kluczowe punkty zdobywali Chris Paul i LeBron James, USA wygrały mecz o złoto 107:100.
107 : 100
Informacje
Turniej mężczyzn - Finał
Niedziela 12.08.2012 godzina 16:00
Wyniki szczegółowe
1 Kw
2 Kw
3 Kw
4 Kw
Wynik
USA
35
24
24
24
107
Hiszpania
27
31
24
18
100
- Jeśli ty zagrasz najlepiej jak potrafisz, a oni nie będą skoncentrowani, masz szansę na zwycięstwo- mówił Argentyńczyk Manu Ginobili, którego zespół w Londynie dwukrotnie przegrał wyraźnie z USA. Hiszpanie w niedzielę zagrali bardzo dobrze, ale nie fantastycznie. Na świetnych Amerykanów, którzy mieli słabsze momenty, było to za mało.

Hiszpanom udało się dobrze zacząć - Juan Carlos Navarro, "La Bomba", na początek trafił za trzy sprzed nosa Kobe Bryanta, który go faulował. Czteropunktowa akcja dodała mu animuszu, Hiszpan uciekał rywalom, większość rzutów wykorzystywał, do przerwy zdobył aż 19 punktów.

Ale długo prowadzili Amerykanie, którzy trafiali trójki. O pozycje było im dość łatwo, strefa, którą od początku bronili Hiszpanie, umożliwiała znalezienie wolnego miejsca. Trafiali Kevin Durant, Kobe Bryant, Deron Williams i Carmelo Anthony. Po pięciu punktach z rzędu tego ostatniego Amerykanie prowadzili 25:16.

W drugiej kwarcie przestali jednak być tak skuteczni w rzutach z dystansu - trafili tylko raz na osiem prób i Hiszpanie zaczęli odrabiać straty. Ale to nie było ładne 10 minut - najwięcej było w nich fauli, momentami brutalnych, a także przepychanek pod koszami, dyskusyjnych decyzji sędziów...

Koszykarze często stawali na linii rzutów wolnych, co było w smak Hiszpanom, bo ktokolwiek nie jest rywalem USA, ten pragnie spowolnić grę, nie pozwolić faworytom na kontry. Najefektowniejsza akcja pierwszej połowy to wsad z powietrza Rudy'ego Fernandeza, któremu podawał Sergio Rodriguez. Ten drugi dał bardzo dobrą zmianę, po jego trójce Hiszpanie prowadzili przez moment 39:37.

Skutkiem ubocznym podkoszowej walki były faule, które często popełniali hiszpańscy podkoszowi - po pierwszej połowie aż cztery przewinienia miał Marc Gasol, a po trzy Serge Ibaka oraz Felipe Reyes. To zakłóciło plan gry zespołu trenera Sergio Scariolo.

Drugą połowę trójką rozpoczął Paul, ale po wsadzie Pau Gasola Hiszpanie wyszli na prowadzenie 65:64. Wzmocnili obronę, Bryant rzucał pod presją lub pozbywał się piłki. A Gasol, jego kolega z Lakers, trafiał. W 24. minucie Hiszpanie wygrywali 67:64.

- Jeśli przegramy, zostaniemy pozbawieni amerykańskiego obywatelstwa - żartował przed finałem Bryant. - Zdobyć złoto, albo nie wracać - mówił, pytany o możliwe opcje.

Amerykanie nie mogli sobie pozwolić na swobodną grę, a na dodatek odczuwali brak wysokich graczy. Hiszpanie konsekwentnie podawali do Gasola, a ten radził sobie z najwyżej równymi mu Tysonem Chandlerem i Kevinem Love'em. Dopiero efektowne wsady Bryanta po minięciu rywala oraz Jamesa z powietrza w kontrze, a potem trójka Bryanta pozwoliły Amerykanom odzyskać prowadzenie (73:71).

Bryant drugą połowę rozpoczął z ogniem w oczach i chęcią do walki. 34-letni zawodnik przedzierał się przez podwójne zasłony Hiszpanów, które pomagały w znalezieniu pozycji Navarro. Pod presją Bryanta Hiszpan jednak nie trafiał, pierwsze punkty w drugiej połowie zdobył dopiero w końcówce meczu.

Ale Hiszpanie walczyli! Przechwycili kilka piłek po złych podaniach Jamesa i Williamsa, Gasol i Ibaka punktowali spod kosza, doprowadzili do remisu po 80. Nie potrafili jednak zatrzymać Duranta. Najlepszy strzelec NBA, fenomen, rzucający w ciele wysokiego skrzydłowego, po 30 minutach miał 27 punktów, w sumie - 30. Ale USA prowadziły po trzech kwartach tylko 83:82.

"Espana, Espana!" momentami grzmiało na trybunach głośniej niż "USA, USA!", na boisku ścierały się dwa znakomite, rozpędzone już i pewne siebie zespoły. Na początku czwartej kwarty najbardziej rozpędził się Paul, który trafił za trzy, potem oszukał obronę zdobywając punkty z wejścia, a następnie przechwycił piłkę. USA prowadziły 90:84, a ich defensywa była coraz trudniejsza do sforsowania.

Kiedy Bryant po ofensywnej zbiórce trafił nad Gasolem, kolegą z Los Angeles Lakers, było 97:87 dla USA. Ale... Strata Bryanta, podanie w aut Anthony'ego, Hiszpanie wciąż mieli szansę na wygraną. Tak, jak cztery lata wcześniej w Pekinie, kiedy w końcówce meczu o złoto było tylko 108:104 dla USA.

Wtedy najważniejsze kosze zdobywali Bryant i nieobecny w Londynie Dwyane Wade, teraz trafiał James (19 punktów wmeczu). Potężny wsad, a potem trójka sprzed nosa Gasola. Ekwilibrystyczny rzut spod kosza Paula dobił rywali. W 2008 roku mecz skończył się wynikiem 118:107 dla Amerykanów, w Londynie było 107:100.

Ekipa Mike'a Krzyzewskiego obroniła złoto.

Więcej o: