Sport.pl

Londyn 2012. Polski żeglarz bardziej chce

Brazylijczykom, Australijczykom czy południowcom z Europy, którzy praktycznie mieszkają na plaży, aż tak bardzo nie chce się trenować jak nam Polakom - mówi Przemysław Miarczyński.
Żeglarz z Sopotu i jego warszawska koleżanka Zofia Noceti-Klepacka zdobyli brązowe medale w klasie RS:X. - Podeszliśmy do regat jak do normalnego Pucharu Świata. Gdyby nie logo "Londyn 2012", zawody niczym by się nie różniły - opowiadał Miarczyński. - U nas sezon krótki, więc jak jedziemy za granicę, to trenujemy non stop, żeby wykorzystać czas. Ci, co plażę mają pod domem, w tym czasie wybrzydzają, że wiatr za słaby albo leniuchują. Jesteśmy lepiej przygotowani - dodał Miarczyński.

Na przygotowania jego i Klepackiej PZŻ wydał w tym roku milion złotych. Brytyjczycy, którzy mieli w sztabie nawet psychologa od rozwiązywania problemów małżeńskich, wydali blisko 10 razy tyle w samej klasie RS:X, w której zdobyli jeden srebrny medal.

Kitesurfing? Będziemy najlepsi - trener Miarczyńskiego o szykowanych zmianach


Więcej o: