Sport.pl

Londyn 2012. Lekkoaltetyka. Polski średniodystansowiec: Za późno zszedłem z gór

- Wejść do finału powinienem spokojnie, gdybym pobiegł na przyzwoitym swoim poziomie - przyznaje po starcie na igrzyskach olimpijskich Łukasz Parszczyński. Zawodnik Podlasia Białystok w swoim biegu eliminacyjnym na 3000 m z przeszkodami był dopiero dziewiąty.
27-letni biegacz Podlasia konkurował z rywalami tylko do przedostatniego okrążenia. Kiedy przyspieszyli, stracił z nimi kontakt. Minął metę w bardzo przeciętnym czasie 8:30,08 min.

- Końcówki w moim wykonaniu w ogóle nie było - przyznaje. - Niestety popełniłem po raz kolejny błąd w przygotowaniach. Byłem na obozie wysokogórskim w Font Romeu. Po zjeździe z tak wysokich gór źle mi się biega przez pierwsze dni, ale z upływem czasu to się zmienia i forma powoli wzrasta. Czułem, że jeszcze brakuje mi tygodnia czasu, abym dysponował dobrą formą. Wyjazd w góry w moim wykonaniu jest często dużą niewiadomą i tym razem okazał się złym wyborem. Wielka szkoda, bo wejść do finału powinienem spokojnie, gdybym pobiegł na przyzwoitym swoim poziomie. Byłem przygotowany bardzo dobrze, co było widać w trakcie treningów i co mogę stwierdzić po swoim samopoczuciu. Jeszcze przede mną wiele ważnych startów i mam nadzieję, że będą bardziej udane - mówi Łukasz Parszczyński, który na ubiegłorocznych mistrzostwach świata też przepadł w eliminacjach.

Finał biegu mężczyzn na 3000 m z przeszkodami w Londynie odbędzie się w niedzielę wieczorem.

Więcej o: