Sport.pl

Londyn 2012. Siostry Radwańskie rozbiły Słowaczki w deblu

Agnieszka i Urszula Radwańskie pokonały w poniedziałek wieczorem na kortach Wimbledonu w I rundzie olimpijskiego debla Słowaczki Danielę Hantuchovą i Dominikę Cibulkovą 6:2, 6:1. - To był nasz dzień, wszystko funkcjonowało jak należy - mówiły zadowolone. W kolejnej rundzie zmierzą się z najlepszą deblową parą świata - Amerykankami Liezel Huber i Lisą Raymond.
Radwańskie zaprezentowały wreszcie w Londynie olimpijską formę. Ich mecz deblowy był popisem zgrania, umiejętnego rozgrywania akcji w grze podwójnej, gdzie najważniejsza jest dobra komunikacja i przewidywanie, co w danej chwili jest najlepszym rozwiązaniem na korcie.

Siostry w piątym gemie złamały serwis Cibulkovej i od tego momentu kontrolowały już mecz. Agnieszka świetnie grała wzdłuż linii, Ula imponowała wolejami, obie nieźle serwowały, nie dały ani razu przełamać rywalkom własnego podania.

- Nasze dziewczyny grały w debla, a Słowaczki rozgrywały na korcie dwa mecze singlowe. Obie są świetnymi singlistkami, niewygodnymi rywalkami, ale jednak decydujące było zgranie i współpraca - mówił po meczu zadowolony Tomasz Wiktorowski, kapitan polskiej reprezentacji.

- Słowaczki to bardzo dobre tenisistki. W życiu bym nie powiedziała, że stracimy z nimi na igrzyskach tylko trzy gemy. To był jednak nasz dzień, obie zagrałyśmy dziś bardzo dobrze, wszystko funkcjonowało jak należy - stwierdziła z lekkim uśmiechem Agnieszka, która dzień wcześniej odpadła z singla i na konferencję prasową przyszła śmiertelnie smutna.

Hantuchova to była rakieta numer 5. na świecie, triumfatorka Indian Wells, półfinalistka Wielkiego Szlema, tak samo zresztą jak Cibulkova. - Ale jako zespół nie radziły sobie dobrze. Było widać, że Dominika nie jest na co dzień deblistką, grała bardziej w singla, niż w debla w tym meczu - dodała Agnieszka, która często grywa w deblu w parze z Danielną Hantuchovą.

Dobry występ sióstr wcale nie był taki oczywisty - od 2009 r. przez niemal trzy lata ze sobą w ogóle w deblu nie grały, bo ich mecz w I rundzie US Open zakończył się rodzinną awanturą. Agnieszka po porażce powiedziała wtedy, że z Ulą już nigdy nie zagra. Zmieniła ostatnio zdanie właśnie ze względu na igrzyska. Braków w zgraniu nie było jednak w poniedziałek w ogóle widać.

- Wiedziałyśmy co robić, naszą taktyką, żeby nie iść z nimi na wymiany, bo wiadomo, że obie są bardzo mocne w grze z głębi kortu. Trzeba było wchodzić ostro i przerywać akcje - podkreśliła Urszula.

W II rundzie Polki zmierzą się z rozstawionymi z jedynką Amerykankami Liezel Huber i Lisą Raymond, deblowymi dominatorkami. - To najlepsza para świata, świetnie zgrana, wiedzą, co robić na korcie w każdym momencie, tym bardziej na trawie, będą pewnie grać serve & volley. To będzie zupełnie inny mecz - powiedziała Agnieszka. - Jeśli zagramy na najwyższym poziomie, mamy szansę na zwycięstwo. Z Raymond już wygrywałyśmy, ale gdy grała z inną partnerką - dodała Urszula.

Polki zagrały w poniedziałek z orzełkami przyszytymi do strojów. Po interwencji PKOl Polski Związek Tenisowy uzyskał zgodę Międzynarodowej Federacji Tenisowej na dołożenie godła narodowego, choć teoretycznie zabraniają tego przepisy (nikt ich po prostu nie przestrzega, mają się wkrótce zmienić). - To było jakieś nieporozumienie, dostałyśmy jednak sygnał, że orzełek może być, więc na szybko ktoś poleciał po igły, ktoś po orzełka. Cała drużyna pracowała nad przyszyciem tych orzełków. Ważne, że się udało - uśmiechnęły się na koniec siostry Radwańskie.



Więcej o: