Sport.pl

Londyn 2012. Urszula Radwańska: Nie lubię porównań z Agnieszką, idę inną drogą

- Mam zupełnie inny tenis, karierę, idę wolniej, ale robię swoje, ciężko pracuję i mam nadzieję, że niedługo znajdę się bliżej Agnieszki w rankingu - mówiła Urszula Radwańska po wygranej w I rundzie tenisowego singla. To było jedyne polskie zwycięstwo w sobotę na kortach Wimbledonu. Jej kolejną rywalką będzie Serena Williams. - Świetnie serwuje, ale bywa chimeryczna, zobaczymy... - stwierdziła Polka.
Młodsza z sióstr Radwańskich (WTA 44) pewnie ograła w I rundzie na kortach Wimbledonu Niemkę Monę Barthel (WTA 38) 6:4, 6:3. Rywalki można było się trochę obawiać, bo 22-letnia Niemka - wysoka na 185 cm i nastawiona bardzo ofensywnie - to jedna z rewelacji tego sezonu. W styczniu wygrała turniej w Hobart, potem osiągała kilka ćwierćfinałów, a gdy w Indian Wells napędziła stracha Viktorii Azarence (przegrała 6-8 w tie-breaku trzeciego seta po jednym z największych horrorów tego sezonu w kobiecym tenisie), zaczęto już o niej mówić jako o przyszłej gwieździe.

- Trochę się bałam tego meczu - przyznała Urszula. - Ona jest wyżej w rankingu, miała sporo sukcesów w tym roku. Nigdy z nią nie grałam, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Ale ja też jestem w niezłej formie, zaliczyłam ostatnio kika świetnych występów w turniejach, wyszłam na kort skoncentrowana. Wierzyłam od początku, że mogę wygrać - dodała Radwańska, która bardzo umiejętnie przeszkadzała Barthel i nie dała jej się rozpędzić.

- Starałam się grać agresywnie, mocno, dobrze returnowałam. Wiadomo, że Niemka lubi atakować. Musiałam uważać, żeby nie wystawiać jej piłek, które łatwo mogłaby skończyć - podkreśliła niespełna 22-letnia tenisistka, którą z trybun dopingował m.in. ojciec Robert.

Młodsza z sióstr Radwańskich rozgrywa właśnie najlepszy sezon w karierze - od stycznia wygrała już 33 mecze w singlu, zarobiła 247 tys. dol. - 25 proc. tego, co uzbierała przez sześć poprzednich lat kariery. W holenderskim s'Hertogenbosch doszła w czerwcu do pierwszego w karierze finału WTA w singlu, tuż przed igrzyskami osiągała też ćwierćfinały w amerykańskim Stanford i Carlsbadzie, a wiosną także w Brukseli.

Skąd ta zmiana? - Mam więcej pewności siebie, w Carlsbadzie wygrałam z Hantuchovą, w Brukseli z Bartoli, to dodało mi wiary. Widzę wyraźnie, że tenisistki z Top 20 są w moim zasięgu - wyjaśniła Urszula.

Od dawna dużo mówiło się, że ma podobny do Agnieszki talent i umiejętności, ale starsza siostra ma dużo silniejszą psychikę. Co na to Urszula? - W ogóle nie lubię porównań z Agnieszką, idziemy zupełnie inną drogą, mam zupełnie inny tenis, mam inną karierę, ja idę trochę wolniej, ale robię swoje, ciężko pracuję i mam nadzieję, że niedługo znajdę się bliżej Agnieszki w rankingu - odparła pewnym głosem Urszula.

Ostatnie miesiące były dla niej niezwykle intensywne. Do końca walczyła o przepustkę na igrzyska, grając bez wytchnienia niemal co tydzień. - Grałam dużo, ale nie czuję się zmęczona. To pozytywny moment mojej kariery, na igrzyskach też mi się podoba, to dodaje mi cały czas pozytywnej energii - dodała.

W II rundzie miała jednak pecha, bo zmierzy się z główną kandydatką do złotego medalu - Sereną Williams, Amerykanką, która trzy tygodnie temu na tych samych kortach w finale Wimbledonu pokonała Agnieszkę.

Jest szansa na rodzinny rewanż? - Oczywiście to nie jest dobre losowanie, ale zagrać z Sereną na igrzyskach na korcie centralnym też będzie fajnie. Nie myślę na razie o tym meczu, cieszę się z wygranej w I rundzie. Nad tym, jak zagrać z Sereną będę się zastanawiać w niedzielę. Wiadomo jak gra, jej najmocniejszym atutem jest serwis. Od niego najwięcej zależy, a nie bardzo ma się na wpływ na czyjś serwis. Serena bywa chimeryczna, potrafi robić dużo błędów, zobaczymy... - powiedziała z nadzieją Urszula, która dwa poprzednie mecze z Sereną gładko przegrała - w 2008 r. w Wimbledonie i w 2010 r. w Australian Open. Z tą nową, bardziej pewną siebie wersją Urszuli, Amerykanka jeszcze się jednak nie mierzyła.

Czy Polka będzie w stanie zwrócić na siebie uwagę całego świata i sprawić największą niespodziankę olimpijskiego turnieju tenisowego okaże się w poniedziałek.

Więcej o: