Sport.pl

Londyn dopadł korek, nas dopadł hardkorek

Olimpijskie pasy wywołują złość wszystkich londyńczyków, którzy żyją z jazdy samochodem - taksówkarzy, kurierów, dostawców - piszą wysłannicy Sport.pl na igrzyska Radosław Leniarski i Jakub Ciasoń.
Jechaliśmy taksówką godzinę z centrum środkowego do centrum wschodniego, czyli z Paddington w okolice Stratford, i to nie w czasie największego ruchu. Ale jeszcze gorzej było następnego dnia, na West Ham Lane w kierunku Stratford. Stał ponad kilometrowy korek, ludzie wysiadali z autobusów i szli piechotą, albo zawracali samochody. Sądziliśmy że nie może być gorzej, ale jednak podobno jest. Kilka dni temu ekipa amerykańska jechała z Heathrow do wioski olimpijskiej cztery godziny, w czwartek podobne zdarzenie przytrafiło się Francuzom, choć trochę inne. Amerykanie jechali przez miasto zanim jeszcze weszły w moc tzw. olimpijskie pasy na ulicach, Francuzi mogli z nich skorzystać, ale nie wiadomo dlaczego nie skorzystali. Zdaje się, że nie zrozumieli napisu na asfalcie "Olympic Family", ewentualnie nie chcą mieć nic do czynienia z taką rodziną.

W każdym razie olimpijskie pasy wywołują złość wszystkich londyńczyków, którzy żyją z jazdy samochodem - taksówkarzy, kurierów, dostawców, itd. Pełne oburzenia głosy są w gazetach, internecie.

Więcej o: