Sport.pl

Londyn 2012. Artur Partyka, dwukrotny medalista olimpijski, ocenia szanse Polaków: - Czeka nas magiczny czas!

Artur Partyka jest ostatnim medalistą olimpijskim z Łodzi. W 1996 roku w Atlancie, po niezapomnianej walce z Charlesem Austinem z USA, zdobył srebro. Partyka ma nadzieję, że wkrótce przestanie być ostatnim sportowcem z naszego miasta, który stanął na olimpijskim podium...
Rozmowa z Arturem Partyką, byłym skoczkiem wzwyż

Damian Bąbol: Jakie będą te igrzyska?

Artur Partyka: To największa sportowa impreza na świecie i myślę, że będą wyjątkowe. Jej atmosferę mogłem poczuć podczas biegu z pochodnią olimpijską w ostatni weekend w Londynie. Czuć tam, że zaczyna się coś wielkiego, ale nie może być inaczej. Ponad 10 tys. sportowców, tysiące fanów na stadionach, miliardy przed telewizorami. Patrząc przez pryzmat lekkiej atletyki, spodziewam się wielu niespodzianek i dużo ciekawych wydarzeń. Mam nadzieję, że przekroczymy magiczną liczbę dziesięciu medali, które mieliśmy w Pekinie i Atenach. Niestety, kontuzje Mai Włoszczowskiej, Piotra Małachowskiego i innych zawodników, trochę ostudziły mój optymizm. Ale myślę, że i tak nie będzie najgorzej. Wierzę, że będą niespodzianki. Chciałbym, żeby mile zaskoczył nas ktoś z lekkoatletów. Może Paweł Fajdek w rzucie młotem, dokonałbym czegoś podobnego co Szymon Ziółkowski w Sydney? Zobaczymy. Jestem ostrożnym optymistą. Na pewno dramatu nie będzie.

A Adam Kszczot na 800 metrów? Nie wymienił go pan...

- Adam tego na pewno nie powie, ale zrobię to za niego - on jest w życiowej formie. Nigdy w ostatnich latach nie widzieliśmy Adama biegającego poniżej 1 minuty 44 sekund w pierwszej części sezonu. Dotychczasowy trening i pracę wykonał perfekcyjnie. Wszystko co mógł zrobić w jak najlepszym przygotowaniu do igrzysk, zrobił. Co może być zagrożeniem? Mocny bieg z pewnością wytrzyma, ale dużą rolę mogą odegrać ustawienia taktyczne. Z drugiej strony limit pecha i błędów w rozgrywanych biegach ma za sobą. Pamiętamy jego starty na mistrzostwa świata w Daegu [6 miejsce - przyp. dab] i halowych MŚ w Stambule [4 miejsce - przyp. dab]. Myślę, że podczas tych występów zdobył takie doświadczenie, że spokojnie będzie w stanie znaleźć się w korzystnej pozycji na 200, 150 metrów przed metą. Dojrzał do tego, żeby zawalczyć o medal. Mocno wierzę że podium jest realne. Natomiast biegi na 800 metrów w tym roku są nieprawdopodobnie szybkie. Wiele będzie też zależeć od piekielnie ciężkiego półfinału. Adam będzie musiał pobiec w nim na swoim maksymalnym poziomie. W finale stać go na pobiegnięcie poniżej 1 minuty i 43 sekund, a jeśli dobrze to rozegra taktycznie, to medal ma gwarantowany.

Możemy pomarzyć najwyżej o srebrze, bo złoto jest chyba zagwarantowane dla jednego człowieka.

- To prawda. Jeśli nic złego nie zdarzy się Davidowi Rudishy, to na teraz jest murowanym złotym medalistą. Może Adaś zdecyduje się podczepić pod Kenijczyka i zrobić z niego swojego zająca, aby doholował go do podium. Zwycięstwo z Rudishą jest chyba poza zasięgiem. Z tym facetem od kilku lat nikt na dużej imprezie nie wygrał. W tym roku widziałem jego kilka biegów. On rywalizuje samotnie, od startu do mety biega poniżej 1 minuty 42 sekund. To jest coś nieprawdopodobnego! Szansę w wygraniu z nim upatruję tylko w kontuzji albo w jakieś przepychance, w której mógłby ucierpieć. Chociaż nawet jak będzie leżał, to jest na tyle silny, że wstanie, pewnie doścignie grupę i jeszcze wygra. Tylko jakiś uraz zmniejsza jego szanse. Reszta towarzystwa jest absolutnie do pokonania.

Rozmawiał pan z Kszczotem o psychicznym podejściu do tego startu? Udzielił mu pan jakiś rad przed występem na igrzyskach?

- Co ja mam mu mówić, jak już on wszystko wie (śmiech). Adam jest bardzo odpowiedzialny, lubię z nim rozmawiać i żartować. On doskonale wie, co ma robić. Mimo młodego wieku jest bardzo dojrzały. Jego podejście do treningów jest imponujące. Widzę u niego wewnętrzny spokój. Teraz może się jeszcze nie denerwuje, ale kiedy dzień pierwszego startu będzie nadchodził, to nie ma bata, ale stresik i adrenalina na pewno się pojawią.

Widział się pan ostatnio z Sylwestrem Bednarkiem? Jak się czuje po kontuzji ścięgna Achillesa, która wyeliminowała go z wyjazdu na igrzyska?

- Sylwek jest zawsze w dobrym humorze. Nawet jak jest fatalnie, to cały czas się uśmiecha. Ale co tu dużo mówić, to jest jakiś dramatyczny pech. Wszyscy z nim jesteśmy, kontaktujemy się ze sobą i podtrzymujemy go na duchu. Myślę, że on jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Szkoda, że tak się stało, bo był w wyjątkowej formie. Spokojnie uzyskałby minimum. Trzymamy za niego kciuki, żeby wreszcie pech go opuścił i zaczął pokazywać to na co go stać, czyli na skoki grubo ponad 2,30 m, a może nawet jeszcze wyżej.

Wiem, że oprócz zmagań lekkoatletów będzie pan oglądał inne dyscypliny. Nasi siatkarze zdobędą złoto?

- Trudno powiedzieć. Ale ja ich podziwiam. Za podejście, spokój i tonowanie tych hurraoptymistycznych nastrojów. Porównajmy to co się działo przed piłkarskimi mistrzostwami Europy, do tego co jest teraz. Od piłkarzy wymagaliśmy tylko wyjścia z grupy, a od siatkarzy żądamy triumfu w całym turnieju. Są pewni swoich możliwości i wiedzą o co grają, ale starają się to wszystko tłumić w sobie. Widzę u nich potężną koncentrację, która pozwoli im podejść do tego turnieju spokojnie i realizować swój plan. Fizycznie przygotowani będą doskonale, o to jestem spokojny. Najważniejsze będzie utrzymanie tej wysokiej mobilizacji przez cały turniej. Ale wierzę, że będzie dobrze. To fajni chłopcy, widzę w nich wiele ciekawych osobowości. Wspólnie z włoskim szkoleniowcem Andreą Anastasim tworzą fajny kolektyw.

Wystąpił pan na igrzyskach w Seulu (1988), Barcelonie (1992) i w Atlancie (1996). Które z nich wspomina pan najlepiej?

- Zdecydowanie Atlantę, gdzie zdobyłem srebrny medal. No, i może jeszcze pierwsze igrzyska, na których debiutowałem. W Korei miałem 19 lat. Pojechałem na największą imprezę świata, to było dla mnie niesamowite przeżycie. Byłem wtedy trochę w takiej sytuacji, jak teraz Paweł Wojciechowski [skoczek o tyczce - przyp. dab], który wystąpi w Londynie mimo że nie uzyskał minimum z tego roku. Ale to jest świetny zawodnik i myślę, że spłaci ten kredyt zaufania. Wierzę w niego.

Co jest takiego wyjątkowego w igrzyskach olimpijskich? Dlaczego są bardziej prestiżowe od mistrzostw świata?

- Ogromna otoczka mediów i tradycja wpływają na to, że ten czas potrafi być magiczny. Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest organizacją, która we wszystkich krajach ma swoich przedstawicieli. Często więcej reprezentacji państw startuje na igrzyskach niż jest zrzeszonych w ONZ. Ale cała atmosfera wokół tej imprezy jest szczególna. Właśnie to powoduje, że dla większości dyscyplin to są najważniejsze zawody. Nawet w tenisie, w którym jeszcze na początku lat 90. nie przywiązywało się większej roli do olimpijskich zmagań, bo były rozgrywane między Wimbledonem a US Open, teraz podchodzi się do nich bardzo poważnie. Cieszę się, ze Agnieszka Radwańska jest w bardzo dobrej formie. Dzięki niej mamy szanse nawet na dwa medale. Jeżeli siostry się sprężą, bo młodsza Urszula gra coraz lepiej, to naprawdę możemy mieć miłą niespodziankę. Kibicujmy naszym, bo czekają nas ogromne emocje.

Więcej o:
Skomentuj:
Londyn 2012. Artur Partyka, dwukrotny medalista olimpijski, ocenia szanse Polaków: - Czeka nas magiczny czas!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX