Sport.pl

Londyn 2012. Artur Partyka: Biegłem dla naszych olimpijczyków. Koniec z klątwą!

- Bieg z pochodnią olimpijską do dla mnie szczególne doświadczenie. Biegłem dla mojej córki i polskich olimpijczyków. Chciałbym, żeby klątwa dziesięciu medali została przełamana - powiedział Sport.pl Artur Partyka. Wicemistrz olimpijski z Atlanty i ambasador Samsunga był członkiem 26 osobowej grupy z Polski, która w Londynie pobiegła z ogniem olimpijskim.
Z pochodnią bieg pan pod górkę.

Kiedy wysiadłem z autobusu to zobaczyłem, że mam z górki. No ale jak się zbiega, to zaraz trzeba będzie podbiec. I rzeczywiście ostatnie 200 metrów było emocjonujące, bo musiałem utrzymać tempo, jakim zacząłem, więc pod tę górkę biegłem intensywnie. Ale co innego tutaj było ważniejsze.

Co dla pana było ważne?

Przede wszystkim powrót do takiej olimpijskiej atmosfery. Miałem okazję stać na podium olimpijskim, byłem na ceremoniach otwarcia, zamknięcia, ale nigdy nie miałem kontaktu z ogniem. Zawsze obserwowałem moment zapalenia ognia i było to dla mnie symboliczne. Teraz mogłem wziąć udział w sztafecie i pośredniczyć w tym, że ogień znajdzie się na właściwym miejscu. To szczególne doświadczenie. Reakcja ludzi na trasie była fantastyczna. Prawie wyrywali mi pochodnię zanim zacząłem biec (śmiech). Bardzo rzadko się zdarza widzieć tylu radosnych ludzi

Dla kogo pan biegł?

Ja biegłem przede wszystkim dla mojej córki i dla naszych zawodników. Chciałbym, żeby klątwa dziesięciu medali została przełamana, od dwóch edycji nie udało nam się więcej zdobyć.

Co do klątwy - co się dzieje ze skokiem wzwyż? Jeden świetny skok Bednarka na tyle lat to trochę za mało.

Miesiąc temu na mistrzostwach Polski w Bielsku-Białej Sylwester Bednarek był w bardzo dobrej dyspozycji. Ten start byłby dla niego przepustką do igrzysk olimpijskich. Jeżeli Szymon Kiecana skoczył 2.28 to Bednarek mógł spokojnie skoczyć 2.32 - 2.34. Stało się inaczej. Wyszedł po dwóch latach przerwy. W trzecim starcie mógł zrobić minimum, ale niestety zerwał ścięgno Achillesa...Po prostu przepotężny pech. Nie wiem dlaczego tak się stało. Tak jak ja nie miałem żadnych kontuzji, to Sylwek odrabia chyba za mnie wszystkie urazy. Wydaje mi się, że jest jeszcze na tyle młody, że spokojnie będzie się starał wrócić do sportu. Są lata tłuste i chude. Musieliśmy czekać od czasów Zdzisława Hoffmanna, żeby jego syn zaczął daleko skakać. To trwało 20 lat. Bednarek miał szansę przejąć pałeczkę polskich sukcesów w skoku wzwyż, ale kontuzja to siła wyższa.

A młodzież?

Jest Szymek Kiecana, Piotrek Śleboda, a może jeśli nie oni, to ta młodzież, która skakała ze mną wzwyż na orlikach? Pokazaliśmy, że nie tylko koszykówkę, piłkę nożną i siatkówkę można uprawiać na orlikach.

Ile pan skoczył?

Skok próbny oddałem na 170 cm. Najlepsze wyniki były w granicach 190 cm i to są naprawdę młodzi, 16-letni chłopcy.

Jakie ma pan prognozy na medale?

Mam nadzieję, że przełamiemy granicę 10 medali, bo poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Ostatnie czasy, Euro 2012 i nie tylko, pokazują, że nie jesteśmy potęgą. Jeśli chcemy nią być, trzeba zrobić wiele zmian strukturalnych. Popatrzmy na Wielką Brytanię - tam inwestycja w lekką atletykę trwała 6-7 lat. Wzory są gotowe. Trzeba je tylko przenieść.

Ruszaj Pomagać!

Z okazji Igrzysk Olimpijskich Samsung przygotował specjalną aplikację na smartfony - Hope Relay, dzięki której każdy kilometr przebyty przez korzystającą z niej osobę pomaga dzieciom z SOS Wiosek Dziecięcych wyjechać na wakacje. Jak to działa? W skrócie - instalujesz aplikację (kliknij tutaj), zakładasz profil, wciskasz start, ruszasz się i zarabiasz pieniądze!