Sport.pl

Wioślarstwo. Trener: Michalska i Fularczyk znają swoją wartość

- Nie ma osady poza naszym zasięgiem - mówi trener wioślarskiej dwójki podwójnej kobiet Marcin Witkowski. - Dziewczyny znają swoją wartość. Chcą być jak najwyżej, bo wierzą, że tam jest ich miejsce - przekonuje szkoleniowiec Julii Michalskiej i Magdaleny Fularczyk, które na igrzyskach w Londynie mają powalczyć o miano pierwszych w historii polskich mistrzyń olimpijskich w wioślarstwie.
Łukasz Jachimiak: Julia Michalska i Magdalena Fularczyk zgodnie twierdzą, że do Londynu jadą po medal. W ich krążek wierzy prezes związku Ryszard Stadniuk, a legenda polskich wioseł Robert Sycz, typuje dziewczyny do złota. Stworzył pan osadę tak mocną, że możemy spokojnie czekać na jej olimpijski sukces?

Marcin Witkowski: - Jest 10 załóg i każda liczy na to, że znajdzie się na podium. Ale w tym sezonie dziewczyny wystartowały w dwóch Pucharach Świata i dwa razy zajmowały pozycję na podium [drugie miejsce w Lucernie i trzecie w Monachium]. Świadczy to tym, że są kandydatkami do olimpijskiego podium. Tylko że w sportowej walce może zdarzyć się wszystko. Może być złoty medal, a może być - odpukać - czwarte miejsce. Gwarancji wyniku nikt nie może dać, natomiast w przygotowaniach przebiega wszystko zgodnie z planem, nie ma żadnych kontuzji i innych problemów, dlatego liczę, że raczej będzie to złoty medal niż czwarte miejsce.

Mówi pan, że nie ma problemów, ale kilka dni przed Pucharem Świata w Belgradzie zmarł ojciec Magdaleny Fularczyk i dziewczyny zrezygnowały ze startu.

- Miałem na myśli kwestie fizyczne. Śmierć bliskiej osoby to zawsze bardzo przykra sprawa, ale przygotowań fizycznych nie zaburzyła. Psychicznie Magda też bardzo dobrze sobie poradziła, a pewnie nawet jest jeszcze bardziej zmotywowana, bo medal chciałaby dedykować ojcu.

Ostatni szlif w drodze po ten medal robicie w Wałczu. Nad czym pracujecie?

- Teraz zasuwamy najmocniej w sezonie. Jesteśmy w dwutygodniowym okresie intensyfikacji treningu. Najpierw zrobiliśmy bazę, dziewczynom wyszły bardzo dobre wyniki wydolnościowe, teraz na podstawie tej bazy robimy treningi na mniejszej objętości, za to dużej intensywności.

Jak to wygląda w szczegółach?

- Dużo sprintów, startów, kontrolnych wyścigów, przejazdów na dystansach. Na wodzie jesteśmy codziennie poza czwartkiem. Wtedy jest siłownia, a po niej wolne popołudnie. Do 22 lipca zasuwamy, potem mamy tzw. wypuszczenie, czyli mały odpoczynek.

Kiedy zaczniecie walczyć w Londynie?

- Dziewczyny, kiedy macie pierwszy start w Londynie? - krzyczy trener. - 30 lipca - słychać zgodną odpowiedź zawodniczek.

A finał?

- Mówią, że 3 sierpnia (śmiech). Musiałem sprawdzić czy są zorientowane. Mają szczęście, że są (śmiech).

Na ten finał Michalska i Fularczyk chyba bardzo czekają, bo chcą w nim coś udowodnić?

- Znają swoją wartość. Trzy lata temu były mistrzyniami świata, przed dwoma laty zdobyły brązowy medal mistrzostw. Ta załoga wie, na co ją stać. Kiedy wszystko zagra, to nie będzie problemu ze znalezieniem się w czubie. One chcą być jak najwyżej, bo wierzą, że tam jest ich miejsce.

Prezes Stadniuk twierdzi, że poza zasięgiem są Brytyjki, obawia się też Australijek. I zwraca uwagę na to, że obie osady górują nad Polkami warunkami fizycznymi.

- Fizycznie od naszych dziewczyn mocniejsze są chyba wszystkie pozostałe. Ale to jeszcze nic nie znaczy. Moim zdaniem nie ma osady poza naszym zasięgiem. Na pewno Brytyjki są faworytkami, ale nam może się udać je dogonić. Oby w finale. W Lucernie dziewczyny były drugie, przegrały z Brytyjkami niewiele. W tej rywalizacji ważna będzie pogoda. Z racji przeciętnych warunków fizycznych nasza załoga zdecydowanie lepiej czuje się płynąc z wiatrem. Nie ukrywam, że troszkę się boimy co będzie, kiedy trzeba będzie płynąć pod wiatr. Z wiatrem dziewczyny są świetne. W tym roku w takich warunkach popłynęły tylko o 1,5 sekundy wolniej od rekordu świata. Już niedługo będziemy wiedzieli, czego się spodziewać w Londynie, bo dostaniemy trzytygodniową prognozę pogody.

A olimpijski tor znacie?

- Tak, byliśmy tam w listopadzie, wiosłowaliśmy na miejscu przez dwa tygodnie. Tor znamy dobrze, akurat wtedy warunki były spokojne, głównie bezwietrzne, ale to była inna pora roku. Tak czy inaczej postaramy się zapewnić emocje. Oczywiście te pozytywne. Będziemy walczyć o pierwsze olimpijskie złoto kobiet w naszym wioślarstwie.

Co redaktorzy robią w pracy, gdy nie piszą? Sprawdź na Facebook/Sportpl »


Więcej o: