Sport.pl

Smród, rdza, dramat. To kuźnia olimpijczyków od 20 lat

Rury, na których wiszą śmierdzące koszulki, nie domykające się szafki, uszkodzone prysznice pamiętające PRL i deski od palet zamiast glazury pod nimi. Oto realia toruńskiej kuźni olimpijczyków.
Od 20 lat AZS Toruń to ewenement. W siermiężnych warunkach szkoli swoich wioślarzy tak, że ci reprezentują miasto na każdych igrzyskach olimpijskich. W tegorocznych, w Londynie, będą nie tylko Łukasz Pawłowski, ale i startujący samotnie Michał Słoma. To pierwszy polski skiffista na igrzyskach od lat - i dopiero trzeci w historii. Budynek, w którym trenują to miejsce, w którym czas się zatrzymał. - Nie oczekujemy - jak piłkarze reprezentacji na Stadionie Narodowym - jaccuzi i kaplicy.Ale rury na których muszą wisieć śmierdzące koszulki, nie domykające się szafki, rozpieprzające się prysznice i deski od palet stojące pod nimi - to wszystko dramat - mówi były wioślarz, sponsor obu reprezentantów Polski i sędzia międzynarodowy z Torunia, Maciej Karczewski.



Rozmowa z Maciejem Karczewskim

Paweł Rzekanowski: Po tym, jak sponsorowany przez pana Michał Słoma wywalczył awans na igrzyska olimpijskie, na Facebooku napisał pan: "Na przystani, która pamięta Gierka, pod zardzewiałymi prysznicami i w cuchnącej siłowni wyrwaliśmy trzech olimpijczyków! Bez stadionu za 120 mln zł, bez Grand Prix dla bogaczy, a z pracy i polskiej myśli trenerskiej! Jestem dumny, że mogłem pomagać toruńskim wioślarzom". Skąd tak emocjonalny wpis?

Maciej Karczewski: Bo wioślarstwo to taki sport, że albo się go ma we krwi, albo nie. Tylko raz słyszałem Mazurka Dąbrowskiego granego dla mnie - do dziś mam gęsią skórkę na rękach. Byłem 17-letnim chłopakiem. A teraz? Wioślarstwo to sport, który powoduje, że faceci mający po 2,10 wzrostu, przez 200 dni w roku są na obozie i katują się przez ileś miesięcy jak zwierzęta, a na podium płaczą. Wioślarstwo jest sportem, który się uprawia przez całe życie, niesamowicie elitarnym. To tylko w Toruniu patrzy się na nie przez pryzmat zardzewiałych kurków, rozpieprzających się tynków i rozpadających kafli w starej, nie remontowanej od 40 lat przystani.

Tam czas się zatrzymał.

- Miasto, które chlubi się postawieniem najdroższego - i wykorzystywanego przez 15 dni w roku - stadionu żużlowego na świecie, od 40 lat nie było w stanie nic z tym zrobić! Nie mogło nic zrobić, by 14-, 15-letnie dzieci miały godne warunki do wzięcia prysznicu. Nie oczekujemy niczego wielkiego. Wioślarze to twardzi ludzie. To sport dla mocnych, a nie miękkich. Nie oczekujemy - jak piłkarze reprezentacji na Stadionie Narodowym - jaccuzi i kaplicy. Chcemy tylko, by niektóre rzeczy miały pięć lat a nie 50, a prysznice były choć trochę zbliżone do standardów. Tak, by gdy ktoś przyprowadza nastoletnie dziecko, nie uciekł od razu, jak zobaczy warunki, w których ma trenować.

Mamy w Toruniu świetnych trenerów, ale nawet jak na pierwszy trening przyjdzie 20 osób, na kolejnym będą trzy.

W porównaniu do tego, co było w przeszłości, zmieniło się niewiele. Pamiętam tę przystań, kiedy kończyłem treningi. To jest ciągle to samo! Może jest parę nowszych łódek. To, co stanowi o socjalnym zapleczu tego sportu jest niezmienne. Rury na których muszą wisieć śmierdzące koszulki, nie domykające się szafki, rozpieprzające się prysznice i deski od palet stojące pod nimi - to wszystko dramat.

A mimo tego toruński AZS zadziwia szkoląc kolejnych olimpijczyków.

- Od sześciu kolejnych igrzysk olimpijskich wysyłamy - jako maleńkie miasteczko - kolejnych zawodników. To ewenement! Od czasów Barcelony na tych zawodach zawsze jest reprezentant AZS Toruń! Robi to mimo, że jesteśmy w czasach mniej więcej takich, jakby ktoś na wakacje ciągle jeździł do domków typu "Brda" w lesie. Nic się nie zmieniło! Na takim poziomie zaczynało się wioślarstwo w Toruniu - i na takim poziomie jest na nim również teraz. Nie wyszliśmy z głębokich lat 70., gdy towarzysz sekretarz komitetu miejskiego gdzieś komuś łaskawie zezwolił zrobić dwie rurki. I taka prewizorka trwa lat 40.

Miasto Toruń - moje miasto! - z którym jestem związany, które tworzę własnym podatkiem, się nie zmienia. Ja dla tego miasta straciłem dwa zęby, gdy byłem jako 15-latek na żużlu, na derbach. To jest podejście, to jest serce dla Torunia! Ktoś, kto nigdy nie angażował się w wyniki sportowe tego miasta, nie zrozumie. Ja chciałem dla niego jak najlepiej. I chcę również teraz, dlatego nie mogę patrzeć na to, jak niszczeje ta wioślarska przystań.

Protestuję przeciwko temu, by miasto budowało stadion żużlowy niewykorzystywany więcej niż przez dwa tygodnie w roku. Protestuję, by miasto stawiało drugie lodowisko na imprezę, której nie potrafi sprzedać. Protestuję, by budowało halę dla lekkoatletów, których w Toruniu po prostu nie ma. Mam 42 lata i wiem, że ich nie było! Są za to od lat wioślarze, którzy co dostają od tego miasta? Za to stawiamy stadion dla żużlowców, gdy co niektórzy spędzają zimę w knajpie!

To żużlowcy przyciągają na stadion tysiące widzów. Wioślarze pływają w samotności.

- "Moi" wioślarze, którym będę pomagał jak tylko mogę, w grudniu szlifowali formę opasani potężnymi łańcuchami i ciężarami na 3 tys. metrów w Sierra Nevada. Harowali tak, by być przygotowanym na igrzyska, które będą w sierpniu! A w tym samym grudniu widziałem za granicą toruńskiego żużlowca, na rozpoczęciu sezonu narciarskiego pijanego codziennie w knajpie. To jest coś, co mnie boli.

Nie chcę potępiać tego czy innego sportu. Niech każdy robi to, co lubi. Ale proszę: doceńmy ten ogromny wysiłek, jaki w swoją pracę wkładają wioślarze.

To niesamowicie emocjonalna dyscyplina. Wioślarstwo przez ekstremalny wysiłek, jaki się w nie wkłada, przez swoją brutalność, powoduje, że radość jest kilkanaście razy większa niż zwykle. Wynik wioślarski to nie jest rezultat 30-40 zawodników w jakiejś niszowej dyscyplinie. Na świecie uprawia je kilkanaście milionów ludzi! I ktoś, kto - tak, jak Łukasz Pawłowski albo Michał Słoma - jedzie na igrzyska, jest tak naprawdę dla tych tłumów prawdziwym bożyszczem. To wielka grupa, dla której nie ma kategorii "niemożliwe". W 2008 r. kongres wioślarski wprowadził nową kategorię wiekową w zawodach masters. Ostatnią było dotychczas 70+. Dwóch braci z Nowej Zelandii powiedziało: "Mamy po 79 lat. Protestujemy, by ścigać się z tymi gówniarzami po 70". I tak wprowadzono kategorię 75+. To, jak się patrzy na nie na całym świecie - to coś wyjątkowego.

Michał Słoma niespodziewanie wystartuje w igrzyskach jako trzeci polski skiffista w historii - po Teodorze Kocerce i Kajetanie Broniewskim.

- Jest w tej chwili w idealnym momencie, jeśli chodzi o wiek wioślarza. W gimnastyce artystycznej dziewczynki w najlepszej dyspozycji są mając lat 14-15. W skokach narciarskich ten wiek to ok. 20 lat. A w wioślarstwie - ok. 30. Słoma, którego jeszcze dwa lata temu wszyscy skreślili, to chłopak, który trenuje tak zawzięcie, jak mało kto. Pochodzi ze sportowej, wielodzietnej rodziny z okolic Ełku. Przyszedł do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Toruniu, tam znalazł go trener. Zamiast kolarstwa zaproponował mu wioślarstwo. Marzył o miejscu w czwórce podwójnej, był do niej przymierzany. Nie wyszło. Były pomysły, by pływał w ósemce lub deblu - też nie. Aż przegadaliśmy z Michałem pół nocy w sierpniu, na regatach. Usiedliśmy w pokoju i porozmawialiśmy, jak to faceci rozmawiają ze sobą. Jak starszy kolega z młodszym - a nie jak sponsor z zawodnikiem. Stwierdziliśmy, że nie wolno powielać błędów innych. Pamiętam to, co spotkało Sławka Kruszkowskiego. Po odejściu z czwórki powinien pływać w jedynce. Namawialiśmy go do tego, ale zdecydował się na ósemkę. Teraz zdecydował się na karierę polityczną.

M.in. ja namawiałem Michała, by przeszedł na jedynkę. To strasznie trudna kategoria. Sam w niej pływałem. Nigdy nie byłem wielkim zawodnikiem, ale tych odcisków "posmakowałem". Nie ma w skiffie na kogo zrzucić odpowiedzialności, nie można zasłonić się pogodą. Trzeba do tego mieć cholernie mocny charakter. A on ma. To chłopak z kresów, nie boi się niczego. Nie ma u niego treningów na 95 proc. Albo jest 100, albo w ogóle. Tak podchodzi do wszystkiego. Być "jedynkarzem" na igrzyskach to coś, o czym marzy każdy, kto ma na dłoni odciski od trzymania wiosła. Wszystkie osady mają nazwy. A w skiffie są nazwiska. Tym różni się on od wszystkich innych. Słoma ma 30 lat. Jeśli te igrzyska mu "wyjdą", Rio de Janeiro może być jego! Akurat w skiffie najlepsi zawodnicy są ciut starsi, bardziej doświadczeni.

Wywalczył awans, choć warunki w jakich trenował są dalekie od ideału.

- Kadra olimpijska, kadra A - nie może narzekać. Ma sprzęt, ma możliwości wyjazdów - na narty w góry, do Portugalii na treningi. Ona jest na poziomie światowym. To są warunki, w których rzeczywiście można skoncentrować się na tym, by doprowadzić organizm do jak najlepszej dyspozycji. Natomiast przypadek Słomy jest o tyle ciekawy, że on nie w niej nie był. Przygotowywał się w klubowych warunkach, swoim sumptem. Tak, jakby usłyszał: "Wyjdź i pokaż co potrafisz, a może ci zaufamy". I pokazał.

Dlaczego lepiej inwestować miejskie pieniądze w wioślarstwo, a nie np. żużel?

- Żużel to sport dla ułamkowego promila społeczeństwa światowego. Tak, jak walki kogutów czy korrida w Hiszpanii. Dlaczego Robert Kubica jest wielki? Bo samochodami jeżdżą miliardy, a połowa z tych osób uważa, że robi to znakomicie. Ważna jest masowość. A wioślarstwo jest właśnie sportem powszechnie rozpoznawalnym, na zachodzie traktowanym wyjątkowo.

Jest sportem elitarnym, uniwersyteckim, mającym wyjątkowy status. Czy ktoś słyszał, by jakakolwiek uczelnia tak traktowała żużel? Problem Torunia polega na tym, że nie ma Akademii Wychowania Fizycznego. Ma Szkołę Mistrzostwa Sportowego, która świetnie przygotowuje w kategorii juniora. Część z tych chłopaków daje się przekonać, by przez rok lub dwa za czapkę śliwek w tej ohydnej i zardzewiałej szatni się jeszcze przemęczyła. Natomiast kiedy już kończą swoją kategorię, bardziej uzdolnieni idą na studia na AWF, a ci, którzy się na nie mniej nadają idą do Bydgoszczy, do Zawiszy. Na etat wojskowy. My, jako Toruń, produkujemy ogromną liczbę wioślarzy, którzy są świetni w juniorach, a później wzmacniają inne miasta. Nie mamy czym ich zatrzymać. Nie ma tu pieniędzy dla seniorów, nie ma etatów wojskowych jakie oferuje Zawisza, nie ma AWF. Dopóki go nie będzie w Toruniu nic się nie zmieni - mimo gigantycznego potencjału, jaki daje UMK. Ja straszliwie liczę na nowego rektora, prof. Andrzeja Tretyna. Mam nadzieję, że będzie zmiana sposobu patrzenia na sport. Nie przez pryzmat wartości nieruchomości, a przez pryzmat prestiżu uczelni.



Jak zmienić warunki, w jakich szkoli się wioślarzy w Toruniu? Czy lepiej przeznaczać pieniądze na żużel czy dyscypliny rozpoznawalne na świecie? Czekamy na opinie - opublikujemy je w "Gazecie" oraz serwisie torun.sport.pl. E-mail: redakcja@torun.agora.pl

Toruń uwielbia żużel. Wioślarstwo jest w mieście niszą. Na świecie wioślarstwo to dyscyplina prestiżowa, a żużel - niszowa. Na co powinny być w takiej sytuacji przeznaczane pieniądze z miejskiego budżetu?
Więcej o: