Sport.pl

Londyn 2012. Maurice Greene: Dwain Chambers nie powinien biegać na igrzyskach

- Wiedział jakie są reguły, czym to grozi. Nic więcej nie trzeba dodawać. Niby dlaczego miałbym mieć dla niego trochę sympatii. Kosztował mnie dużo pieniędzy. Od sponsorów, którzy bali się, że ja też mogę być zamieszany w doping - mówi w rozmowie z brytyjskim ?The Telegraph? Maurice Greene, były sprinter, kilkukrotny mistrz świata i mistrz olimpijski z Sydney. Amerykanin skrytykował pomysł, by na przyszłorocznych igrzyskach w Londynie dopuścić do startu Dwaina Chambersa - Brytyjczyka, w 2003 r. przyłapanego na dopingu.
33-letni Chambers to symbol dopingu w lekkiej atletyce. Kiedyś był wielką nadzieją Brytyjczyków na pokonanie amerykańskich sprinterów. W 2002 r. został wybrany Europejskim Lekkoatletą Roku. Rok później skompromitował się, gdy został załapany na dopingu i zdyskwalifikowany na dwa lata. Jako były dopingowicz nie jest zapraszany na największe mityngi. Brytyjski Komitet Olimpijski (BOA) zdyskwalifikował go dożywotnio, czym zablokował start na igrzyskach w Pekinie. MKOl stosuje zasadę niedopuszczania do igrzysk sportowców przyłapanych na dopingu, nawet gdy minie ich dyskwalifikacja.

- Kosztował mnie mnóstwo pieniędzy. Sponsorzy przychodzili do mnie wtedy i mówili, że nie mogą więcej dawać mi pieniędzy, bo kiedyś, być może okaże się, że sponsorują kogoś przyłapanego na dopingu. Mówiłem im, ze muszą mi zaufać, ale odpowiadali, że im przykro, ale nie mogą ryzykować - wyjaśnia Greene. - Jeśli porównamy ile firm było zaangażowanych w sport 15 lat temu, a ile jest teraz, to ich liczba znacznie się zmniejszyła. To przez tych wszystkich sprinterów przyłapanych na dopingu. To uderzyło w nas wszystkich. I co? Teraz mam jednego z nich żałować?

Greene doskonale pamięta rywalizację z Chambersem, a także innymi sprinterami, później przyłapanymi na dopingu, jak Justin Gatlin, czy Tim Montgomery. - Wiedziałem, ze Chambers się szprycował gdy ze mną rywalizował, bo ludzie, z którymi wtedy trzyma przychodzili też do mnie i mówili, że mi też mogą pomóc. Odpowiadałem, ze nie potrzebuję ich pomocy, bo bez dopingu i tak wygrywam ze wszystkimi ich podopiecznymi. Nigdy się nie ugiąłem, ale i tak ich działanie się na mnie odbiło - mówi.

Chambers nie zrezygnował jednak z walki o możliwość startu na igrzyskach w Londynie. Teraz pojawiła się szansa, bo na początku października Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przyznał prawo do startu w Londynie Amerykaninowi LaShawnowi Merittowi (mistrz olimpijski z Pekinu, mistrz świata z 2009 i tegoroczny wicemistrz na 400 m). Meritt został przyłapany na dopingu w 2010 r. i ukarany dwuletnią dyskwalifikacją (karę potem skrócono). TAS uznał, że nie można karać sportowca, którego dyskwalifikacja już się skończyła. BOA zapowiada jednak, że nie dopuści do startu w igrzyskach ani Chambersa, ani innych skompromitowanych dopingiem brytyjskich sportowców, np. kolarza Davida Millara.

Greene zawsze budził emocje kibiców swoim ekspresywnym zachowaniem na bieżni i olbrzymią muskulaturą, która również w jego przypadku budziła podejrzenia o doping. Zaznacza jednak, że wygrywał bez niego. - W sporcie trzeba być cierpliwym i mieć wszystko pod kontrolą. Każdy drobny szczegół dookoła. To niezbędne żeby przebiec idealnie 100 m. Gdy mi się to udawało, czułem się bardziej zrelaksowany niż gdybym leżał we własnym łóżku. To było coś, po co się urodziłem - twierdzi.



Więcej o: