Sport.pl

Czerkawskiego na lód nie ciągnie, ale w Tychach zagrał

Tylko raz w historii GKS Tychy zdobył mistrzostwo Polski i to właśnie ta drużyna po pięciu latach przerwy znowu wyjechała na lód. Hokeiści zagrali dla chorego 7-latka
Hokeiści spotkali się nie tylko po to, żeby pojeździć na łyżwach i wrzucić do siatki kilka krążków. Sportowcy postanowili pomóc Adrianowi Buchowi. 7-latek z Tychów zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Lekarze stwierdzili także wodogłowie, opóźnienie rozwoju psychoruchowego oraz padaczkę.

Chłopiec potrzebuje pieniędzy na leczenie i sprzęt rehabilitacyjny. Adrian dopiero co wyszedł ze szpitala. Zamiast niego na lodowisko przyszła babcia. Wzruszona Cecylia Just łamiącym głosem dziękowała za pomoc.

Kibice oglądali mecz za darmo, kto chciał wrzucał pieniądze do skarbonek. Losem chłopca najbardziej przejął się Adam Bagiński. Napastnik tyskiego klubu przekazał na licytację złoty medal, koszulkę w której zdobył mistrzostwo oraz pamiątkowe zdjęcie. - To nie jest medal olimpijski, ale dla mnie i tak bezcenny. Dla tyskich kibiców też ma na pewno ogromną wartość - podkreślał hokeista. Informacje o aukcji można znaleźć na internetowej stronie klubu.

"Złoty" zespół zmierzył się z drużyną All Stars, którą tworzyli byli oraz aktualni zawodnicy GKS-u. Wśród nich Mariusz Czerkawski, najsłynniejszy wychowanek tyskiego klubu.

Czerkawski, grał w NHL, reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich i turniejach o mistrzostwo świata, ale mistrzostwa Polski nigdy nie zdobył. - W tej drużynie nigdy nie zagram... - uśmiechał się Czerkawski, spoglądając na zespół rywala.

- Nie żałuję. Swoje wygrałem. Z tego co osiągnąłem jestem zadowolony. W hokeja gram teraz rzadko. Pewnie także dlatego, że mieszkam w Warszawie. Na Śląsku, w Tychach, koledzy zaraz by mnie wyciągnęli na lód. A tak trzymam kij w rękach po raz pierwszy od stycznia. Może to dziwne, ale na lód mnie nie ciągnie. Za dużo mam obowiązków - mówił Czerkawski.

W barwach All Stars zagrał też Tomasz Więckowski, wieloletni kapitan tyskiej drużyny. - Liderowałem kolegom przez sześć lat. Trafiłem chyba na najgorsze czasy w historii klubu. Gdy wchodziłem do zespołu, to z utrzymywania GKS-u właśnie wycofywała się kopalnia Piast. Potem zamiast gry o najwyższe cele, było ciągłe wyczekiwanie na pieniądze. Nie było GKS-u, tylko TTS, Tysovia. Zawsze był jednak tyski charakter i zgrana ekipa - podkreślał Więckowski, który skończył grać w hokeja już w wieku 31 lat. - Ojciec postawił warunek. "Jeżeli chcesz przejąć rodzinną firmę to właśnie teraz". No i zostałem budowlańcem - uśmiechał się Więckowski, który liczy, że może w przyszłości na tyski lód wyjedzie jeszcze hokeista o tym nazwisku.

- Mam dwuletniego synka Oliviera. Zobaczymy - zastanawiał się. - To ty masz syna? Gratuluję! - aż krzyknął zaskoczony Czerkawski.

Spotkanie nie miało wiele wspólnego z rywalizacją o ligowe punkty. - Szanują się, ale proszę spojrzeć jak pięknie jeżdżą na łyżwach. Jaka technika! Jaki styl! Młodzież powinna oglądać i się uczyć - zachwalał Jacek Chadziński, były sędzia międzynarodowy, który poprowadził mecz. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem mistrzów Polski 9:5.

Kibice liczą, że może za kilka lat w podobnym spotkaniu mistrz Polski z roku 2005 zmierzy się ze złotą drużyną z roku 2011.

- Kto wie? W 2005 roku chłopcy byli tak zdeterminowani, że gdyby na drodze do złota stała skała, to też by ją skruszyli. Pomógł nam też fakt, że naszym finałowym rywalem była Unia Oświęcim, której wieloletnia hegemonia była już trudna do zniesienia - wspominał Józef Zagórski, przed laty trener, a dziś kierownik drużyny. Jeżeli GKS potrzebuje Unii, by wywalczyć złoto to akurat dobrze się składa. Oświęcimianie znowu są mocni i tak jak tyszanie celują w finał rozgrywek.