Sport.pl

Vancouver 2010. Zmarły 12 dni temu Brendan Burke natchnieniem reprezentacji USA

Brendan Burke zrezygnował z gry hokeja, bo wstydził się, że jest gejem. W końcu o tym opowiedział i zaczął seksualną rewolucję w jednym z najbardziej męskich sportów. Zginął 12 dni temu. - Dla niego zagramy na igrzyskach - mówi Brian Burke, jego ojciec i menedżer reprezentacji USA.
Ta historia poruszyła sportową Amerykę. Ojciec Brendana to jedna z najważniejszych postaci NHL ostatnich lat. 55-letni Amerykanin słynie z twardej ręki i zawziętości. Jako nastolatek Brendan stanął przed życiowym wyzwaniem - powiedzieć ojcu, że jest gejem. Sprawa była trudna, bo środowisko hokejowe jest hiperhetero, a żaden zawodnik nigdy nie zdradził swojego homoseksualizmu. Dlatego właśnie Brendan, choć marzył o zaimponowaniu ojcu i zostaniu gwiazdą NHL, w szkole średniej zrezygnował z hokeja. W szatni bowiem ciągle słyszał docinki o gejach i obawiał się, że zostanie zdemaskowany. - Jednak rodzinie w końcu musiałem o tym powiedzieć. Wiele razy próbowałem, ale nie potrafiłem się przełamać - wspominał Brendan w telewizji ESPN.

Najpierw wyjawił prawdę rodzeństwu, ale śmiertelnie bał się rozmowy z ojcem. Przełamał się w grudniu 2007 r. po namowach siostry. Reakcja była zaskakująca.

- Cieszę się, że zdecydował się na ten krok. Bardziej dumny nie mogę z niego być - podkreślał ojciec Brendana. Dwa lata później podobnie zareagowała uniwersytecka drużyna z Miami, w której Brendan był statystykiem. - Nie osądzali mnie ze względu na orientację seksualną. Trener nawet powiedział, że potrzebuje ludzi odważnych i z charakterem - przyznał młody Burke.

Zachęcony akceptacją środowiska hokejowego w listopadzie 2009 r. opowiedział o swoim homoseksualizmie całej Ameryce: wziął udział w programie ESPN, udzielił wielu wywiadów, był gościem specjalnym parad homoseksualistów. Jego pocztę mailową zasypały listy z poparciem, odebrał też dziesiątki telefonów. Ale zdarzały się również pogróżki i szyderstwa, które Burke zbywał krótkim: "Get lost!" (spadajcie!), i dalej angażował się w dyskusje o homofobii w sporcie.

Dziennikarze nazywali go pionierem oraz pisali o przełomie i rewolucji seksualnej w hokeju. "Na pewno w jego stronę posypią się złośliwości. Będzie ich jednak mniej, bo jego ojciec to ważna osobistość w NHL" - pisał popularny dziennikarz telewizyjny James Cybulski. I dodał: "Jeśli wierzyć badaniom, że jeden na 10 czy 20 mężczyzn to gej, to w naszej lidze jest ich 35 lub 70".

12 dni temu cała NHL okryła się żałobą. Podczas śnieżycy samochód prowadzony przez Brendana wpadł w poślizg i zjechał pod koła ciężarówki. Chłopak zginął na miejscu wraz z pasażerem - sportowcem z uniwersytetu w Michigan. Po tym wypadku większość meczów w NHL poprzedziła minuty cisza. - Odszedł odważny człowiek z bardzo mocnym charakterem. Środowisko hokejowe będzie o nim pamiętać - powiedział Gary Bettman, komisarz ligi NHL.

Ojciec ciągle jednak walczy z bólem po śmierci syna, rozważał nawet rezygnację z prowadzenia drużyny USA w turnieju olimpijskim. W końcu jednak został z hokeistami. - Wiem, że Brendan by tego chciał - podkreślał. We wtorek USA zainaugurowały w Vancouver rozgrywki meczem ze Szwajcarią. Wygrali 3:1.

MKOl » zabronił Amerykaninowi uczczenia zmarłego kuzyna


Więcej o: