Sport.pl

Prezes powedział "dość". Upadek śląskiego klubu

Hokejowy klub z dzielnicy Katowic wpadł w finansowe tarapaty i chce wycofać zespół z ekstraligi. - Mam dosyć, odchodzę z hokeja - mówi prezes Naprzodu Janusz Grycner.
O kłopotach Naprzodu spekulowano już od kilku tygodni. Wiadomo było, że hokeiści nie dostają na czas wypłat, a drużyna nie przystępowała do najważniejszych sparingów przed rozpoczynającym się wkrótce sezonem. Oficjalna wersja głosiła o licznych kontuzjach, po cichu mówiło się o buncie zawodników.

Od czwartku sprawa stała się jasna: Naprzód upada. Podczas posiedzenia zarządu klubu do dymisji podali się prezes Grycner i jego zastępca Jarosław Nowok. - To jest już koniec. Po kilkunastu latach pracy na rzecz hokeja uznałem, że wystarczy. Mam tego dosyć. Odchodzę, a moja decyzja jest nieodwołalna. W piątek wysyłam pismo do PZHL-u z prośbą, by wycofać drużynę z rozgrywek - mówi Grycner.

Jaka jest przyczyna upadku klubu? - Z każdym dniem czułem się coraz bardziej wypalony, ale gdy w poniedziałek hokeiści odmówili wyjazdu na sparing, coś we mnie pękło. Wzajemna nieufność między mną a zawodnikami narastała. To prawda, że zadłużenie wobec drużyny przekroczyło ponad dwa miesiące, ale nikt jakby nie dostrzegał tego, że stawałem na głowie, żeby temu zaradzić. Sponsorzy, na których liczyliśmy, też mają problemy. Na klubowe konto nie wpłynęły pieniądze m.in. z Katowickiego Holdingu Węglowego. Nie jestem tak majętnym człowiekiem jak panowie Filipiak czy Wojas, którzy sponsorują Cracovię i Podhale. Nie mam też takiego wsparcia miasta, jak kilka kolejnych klubów. Dlatego wycofuję się z wszelkiej działalności na rzecz hokeja. Do końca doprowadzę jeszcze tylko kilka spraw. Trzeba m.in. przeorganizować szkolenie naszej młodzieży, z której możemy być dumni na całą Polskę. Liczę, że nasz dotychczasowy główny sponsor firma Akuna będzie wspierać młodych hokeistów - mówi prezes.

Nieoficjalnie wiadomo, że bezpośredni wpływ na rezygnację Grycnera miało spotkanie z grupą starszych hokeistów, którzy wprost zasugerowali mu odejście. Z informacji "Gazety" wynika, że prezes Naprzodu szukał jeszcze niedawno ratunku dla klubu u prezydenta Katowic Piotra Uszoka.

Po czwartkowym treningu dyrektor klubu Rufin Włodarczyk usiłował wręczyć wszystkim hokeistom wypowiedzenia. - Nie przyjęliśmy ich, bo najpierw chcemy wyjaśnić sprawę spłaty zaległości. Samymi wypowiedzeniami nie byliśmy specjalnie zaskoczeni. Od kilku dni dało się odczuć, że do tego dojdzie - mówi skrzydłowy Tomasz Jóźwik. Smutku nie ukrywa trener zespołu Jaroslav Lehocky. - Wszyscy jesteśmy bardzo rozczarowani. Dużo naszej roboty poszło na marne - wzdycha szkoleniowiec piątego zespołu poprzedniego sezonu.

Wiadomo, że zawodnicy z Janowa już wydzwaniają do działaczy innych klubów w poszukiwaniu pracy. Reprezentant Polski Błażej Salomon jest zainteresowany grą w Sosnowcu. - Wiele klubów już ma skompletowane kadry. Może być ciężko ze znalezieniem pracodawcy - stwierdza Jóźwik.

Upadek klubu jest też zaskoczeniem dla władz Katowic. - Docierały do nas informacje o trudnej sytuacji Naprzodu, ale nie wiedzieliśmy, że jest aż tak tragicznie. Dziwne, że działacze podejmują tak ważną decyzję bez konsultacji z nami. Chyba, że jest to jakaś zagrywka prezesa Grycnera? - zastanawia się Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Sportu i Turystyki UM Katowice. Szef Naprzodu podkreśla, że nie widzi już szans na start Naprzodu w ekstralidze, nawet gdyby klub chciał poprowadzić już kto inny. - Bo skąd weźmie na to pieniądze? A granie juniorami nie ma sensu - uważa Grycner.

Dla Gazety

Zdzisław Ingielewicz, prezes PZHL

Dochodziły do mnie informacje o problemach Naprzodu, ale nie sądziłem, że działacze będą chcieli wycofać zespół z rozgrywek! Mam nadzieję, że prezes Grycner jeszcze zmieni decyzję, chociaż nie ukrywam, że myślimy już o tym, w jaki sposób uzupełnić liczbę drużyn w ekstralidze. PZHL starał się pomóc Naprzodowi. Zgodziliśmy się poczekać z płatnościami, które klub ma wobec związku.

Światowy kryzys zbiera żniwo także na polskich lodowiskach. Szkoda, że niektórzy działacze windowali kontrakty przeciętnych zawodników, nie zważając na klubowe finanse. Może lepiej brać przykład ze Stoczniowca, którego prezes mówi, że nie zapłaci złotówki więcej, niż gwarantuje budżet?

not. tod

Drugi taki kryzys

Hokeiści Naprzodu występowali w ekstraklasie nieprzerwanie od 1962 do 1998 roku. W tym okresie pięć razy sięgnęli po wicemistrzostwo kraju, a siedmiokrotnie byli trzeci. W związku z problemami finansowymi kopalni Wieczorek, która utrzymywała Naprzód, w 1998 roku klub przestał istnieć. Sześć lat później Naprzód został reaktywowany. Dumą Janowa była odnowiona hala Jantor. Klub prowadzony przez Janusza Grycnera szybko wrócił do hokejowej elity i uchodził za jeden z najlepiej zorganizowanych w kraju.