W Australii Woods nie grał od przeszło 10 lat, zatem nic dziwnego, że jego występ w JBWere Masters wzbudził sensację. Każde uderzenie najlepszego golfisty świata śledziło tysiące kibiców (łącznie jakieś 25 000). Podobno tak tłoczno na Kingston Heath nie było jeszcze nigdy.
Najważniejsze informacje o zawodnikach i turniejach golfa » Woods to nie jedyna sława, która pojawiła się na turnieju w Australii, w którym pula nagród wynosiła "tylko" 921 000 euro. W Melbourne nie mogło zabraknąć oczywiście najlepszego obecnie australijskiego golfisty - Geoffa Ogilvy'ego, który jednak tego występu nie może zaliczyć do udanych (32. miejsce).
Pojawił się także Nowozelandczyk Michael Campbell, triumfator U.S. Open z 2005 r., lecz nie zdołał nawet przejść cuta.
Po trzech rundach Woods zajmował pierwsze miejsce w dwoma Australijczykami Gregiem Chalmersem i Jamesem Nittiesem. W finale numer 1 na świecie zaatakował, grając na 68. To wystarczyło, by obronić pozycję lidera. Na drugim miejscu uplasował się Chalmers, na trzecim Francuz Francois Delamontagne.
Woods w trakcie finałowej rundy zdenerwował się tylko raz. Na 13. dołku oberwało się stojącemu zbyt blisko fotografowi. To podobno on rozproszył zawodnika w trakcie swingu i przyczynił się do bogeya, jedynej w tej rundzie wpadki Tigera.
To siódma wygrana najsłynniejszego golfisty świata w tym sezonie.