Partnerem serwisu jest Continental

Sport.pl

Euro 2012. Jerzy Dudek: kadra potrzebuje nie tylko Smudy

Robert Błoński
05.12.2011 , aktualizacja: 04.12.2011 20:00
A A A Drukuj
Jerzy Dudek Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Jerzy Dudek
Kiedyś mieliśmy "ciulatego" trenera. Zebrałem w pokoju zawodników i powiedzieliśmy sobie: "Dość, nie chcemy więcej dostawać po dupie tylko dlatego, że on czegoś nie widzi na boisku". Piłkarze kadry też muszą wziąć na siebie odpowiedzialność. Drużyna potrzebuje nie tylko Smudy - mówi były bramkarz reprezentacji
Jerzy Dudek
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Jerzy Dudek
ZOBACZ TAKŻE
Robert Błoński: Czy po losowaniu grup Euro 2012 popadłeś w euforię i widzisz już drużynę Smudy w ćwierćfinale?

Jerzy Dudek: Nie, choć losowanie jest dobre. Grałem ponad 20 lat i wiem, że za darmo nikt niczego nie rozdaje. Nawet jeśli okaże się, że byliśmy w najsłabszej grupie Euro, to i tak awans będzie kosztował mnóstwo wysiłku. Gdybyśmy jak Ukraina trafili na Szwecję, Anglię i Francję, nadziei nie byłoby żadnej.

Co możemy osiągnąć?

- Wszystko i nic. Wielu mówi, że to najsłabsza reprezentacja w najnowszej historii naszego futbolu. Drużyny Jerzego Engela, Pawła Janasa i Leo Beenhakkera przegrywały na wielkich imprezach, a teraz nagle oczekujemy wyjścia z grupy. Na jakiej podstawie? Trener Franciszek Smuda twierdzi, że to byłoby mistrzostwo świata. Tylko że za to nie dostaje się medalu. Wiemy, w którym miejscu jest reprezentacja, a mimo to, gdy okazało się, że gramy z Rosją, Czechami i Grecją, wszyscy od razu powiedzieli: "Łatwo ich pokonamy". A przecież rywale wciąż są od nas lepsi.

To wyjdziemy z grupy?

- Chciałbym bardzo i życzę tego drużynie, ale mówiąc szczerze, przed losowaniem myślałem, że nie mamy żadnych szans. W sparingach wszyscy oprócz Włochów nie grali z nami w najsilniejszym składzie. Traktowali mecz na zasadzie: "Z Polską? Jakoś to będzie". U nas nie widziałem stylu i pomysłu. Wszystko było wymęczone. Wyglądało, że na Euro będziemy liczyć na błysk geniuszu Roberta Lewandowskiego, szarpnięcia skrzydłowego Kuby Błaszczykowskiego, dobrą grę Łukasza Piszczka oraz nieomylność Wojtka Szczęsnego. Nadzieję na sukces opieramy na indywidualnych akcjach, tylko po nich jesteśmy groźni. Dopiero od dwóch-trzech miesięcy gramy w miarę stabilnym składem. Każdy kolejny selekcjoner powiela błędy poprzedników, powołuje stu nowych graczy, żeby stwierdzić, że się nie nadają, i wraca do tych, co byli.

Najrzetelniej oceniają nas inni. Wszystkie reprezentacje z koszyków numer dwa, trzy, cztery chciały trafić na Polskę. To nie wzięło się znikąd. Kadra Smudy nie pokonała żadnego finalisty Euro. Mówi się, że najlepszy mecz rozegrała przeciwko Niemcom w Gdańsku. Ale tym, którzy tak twierdzą, pokazałbym momenty, w których rywale przyspieszali i co wtedy działo się pod bramką Szczęsnego. Na Euro Niemcy będą tak grać przez 90 minut, w Gdańsku grali tak przez 30. Po losowaniu szanse się pojawiły, ale wciąż pozostają iluzoryczne. Nie trafiliśmy na żadną potęgę, choć i ci rywale, których mamy, będą faworytami w meczach z nami. Różnica nie jest jednak tak duża, jak mogłaby być. Grecy są w naszym zasięgu, nie wiem jak Rosja i Czechy. Oczekiwania awansu będą ogromne, a presja większa niż po jakimkolwiek innym losowaniu.

Co teoretycznie jest dla nas korzystniejsze - granie w grupie, z której istnieje cień nadziei na awans, czy z rywalami, z którymi nie mamy szans, co sprawia, że presja jest mniejsza?

- Los nam sprzyjał i musimy spróbować wykorzystać to ze wszystkich sił. Musimy wykreować doskonałą atmosferę w zespole i wokół niego. Mam nadzieję, że przygotowań nie zakłóci kolejna afera w PZPN. Trener Smuda musi mieć plan na pokonanie każdego rywala. Już przed mistrzostwami musi mieć inny pomysł na Greków, inny na Rosjan, inny na Czechów. Nie może reagować dopiero po meczach. Mówienie ogólników - "Gramy do końca", "Damy z siebie wszystko" - jest fajne dla mediów. Poza tym trzeba mieć plan, który pozwoli nam maksymalnie wykorzystać los.

Czy Smuda jest selekcjonerem, który z każdego zawodnika potrafi wykrzesać maksimum jego możliwości?

- Kiedyś mieliśmy "ciulatego" trenera. Zebrałem w pokoju paru zawodników i powiedzieliśmy sobie: "Tak dalej być nie może, dość. Nie chcemy więcej dostawać po dupie tylko dlatego, że trener czegoś nie widzi na boisku". Piłkarze też muszą wziąć na siebie odpowiedzialność. Kadra potrzebuje nie tylko Smudy, ale też zawodników, którzy staną w pierwszym szeregu. Ludzie ze sztabu nie mogą być anonimowi, muszą mieć swoje zdanie. Pytanie tylko, czy Smuda potrafi kogokolwiek słuchać i wyciągać wnioski...

Powiela błędy poprzedników?

- Mam wrażenie, że ci, którzy byli na wielkiej imprezie, nie chcą dzielić się spostrzeżeniami, albo ci, którzy dopiero na niej będą, nie chcą ich słuchać. Z taką grą jak do tej pory będzie ciężko o wyjście z grupy. Takim zespołom jak Polska sukces na wielkiej imprezie mogą zagwarantować świetna defensywa i kontrataki, żelazne przygotowanie kondycyjne oraz perfekcyjnie dopracowane stałe fragmenty gry. Innej filozofii nie wymyślimy. Pressingiem przez 90 minut, czego wymaga Smuda, grać się nie da. Chyba że z San Marino. I musimy też uważać, żeby nam nie strzelili gola. Nasza gra musi być wyrachowana i ostrożna. Tyle że już nie ma czasu na testy... Wszystko więc zweryfikuje Euro.

Podoba ci się naturalizowanie piłkarzy?

- Przez ostatnie lata awanse na wielkie imprezy i euforia zaciemniały obraz rzeczywistości. Źródło z piłkarzami wysychało. Nie ma następców, szkolenia młodzieży i pomysłów na to, co dalej. W kadrze Engela nie było komu strzelać bramek, więc daliśmy paszport Emanuelowi Olisadebe. Teraz musimy szukać za granicą stopera, lewego obrońcy, defensywnego pomocnika i rozgrywającego.

Skończyłeś już z grą w piłkę?

- Jeśli mówimy o klubie klasy Liverpoolu czy Realu, to ten etap jest już za mną. Rok temu postanowiłem, że odchodzę z Madrytu i robię roczną przerwę. Nie dostałem propozycji rzucającej na kolana - mogłem wrócić do Liverpoolu, ale nie chciałem znów być rezerwowym, Feyenoordu nie było na mnie stać, rozważałem grę w amerykańskiej MLS, ale pomysł wybiła mi z głowy rodzina. Nie było sensu jechać na drugi koniec świata tylko na rok. Pytały o mnie Leeds i Rayo Vallecano, ale nie wypadało iść do przeciętnego klubu. Generalnie nie zgadzam się z Janem Tomaszewskim, ale kiedyś słusznie powiedział, że lepiej skończyć o rok za wcześnie niż o dzień za późno. Nie mówię ostatecznie: "To koniec", wątpię jednak, bym odnalazł motywację do dalszej kariery. Nowe życie mi się podoba. Wstaję o siódmej, córki odwożę do przedszkola, syna do szkoły. Później pokażę się to tu, to tam. I jest dobrze. Przez 15 lat poza Polską na nic nie miałem czasu. Mój tygodniowy plan kończył się na sobotnim meczu. Ludzie mnie znają, ale ja nikogo nie znam, nie mam kontaktów. Nie potrafię zadzwonić i o coś poprosić. Kiedy grałem w piłkę, robił to za mnie brat Darek albo przyjaciel Tomek Rząsa. Teraz mam więcej czasu, zaangażowałem się w kilka projektów związanych z piłką, ale nie z boiskiem. Dzięki współpracy z Castrolem, Ferrero czy Szlachetną Paczką łatwiej mi przeskoczyć na drugą stronę. Przecież całe życie nie będę biegał w krótkich spodenkach. Uczę się nowej rzeczywistości. Może czas wyznaczyć nowe trendy w polskiej piłce i wykorzystać doświadczenia z czasów gry w Feyenoordzie, Liverpoolu oraz Realu.

Rozumiem, że chcesz być prezesem PZPN. Wybory za rok.

- Jestem za młody, by zostać działaczem. Poczekam, aż "będzie większa kasa do wzięcia" - tak mawia obecny prezes Grzegorz Lato. Nie wiem, czy wygra kolejne wybory i czy w ogóle w nich wystartuje. Wiem, że jeśli chcemy się odnaleźć na salonach UEFA, to tym władzom będzie trudno. Trzeba jak najszybciej zmienić wizerunek PZPN. Da się to zrobić. Po przegranym mundialu w 2006 r. atmosfera wokół kadry i trenera Pawła Janasa była tragiczna, zespół miał okropną reputację, odwrócili się wszyscy. Wystarczyło, że prezes Michał Listkiewicz zatrudnił Leo Beenhakkera. To był strzał w dziesiątkę. Znaleźli się sponsorzy, bo są ludzie chętni do inwestowania w polską piłkę, ale muszą mieć gwarancję, że powstanie z tego coś dobrego. Dziś słyszą byłego sekretarza Zdzisława Kręcinę, który mówi o "procentach", "bańkach" czy "mieszkaniu dla młodego". Do PZPN, jak do polityki, powinni trafiać ludzie zamożni, którzy dla paru groszy nie zmienią przepisów na niekorzystne. Prezes musi być akceptowany przez każde środowisko i swoją osobowością zjednoczyć wszystkie opcje. Wokół Laty dzieją się kompromitujące rzeczy. Przez trzy lata w związku sporo zarobił i stał się bardziej arogancki, niż był.

Po Euro będziemy mieć problem. Ryba zostanie zjedzona, zostaną ości. Niczego nie wykluczam, ale na razie nie widzę się w roli prezesa. Choć gdybym miał się porównać do tych, którzy rządzili ostatnio, to nie mam kompleksów. Mam doświadczenie, osobowość i sprawnie poruszam się na salonach, znam języki obce. Niekoniecznie muszę być w obozie przyszłego prezesa związku, ale wkurza mnie to, co się dzieje. Gdyby mi nie zależało, pracowałbym w Madrycie jako trener bramkarzy, konsultant czy skaut. Źle bym nie miał. Jednak wróciłem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (51)

  • makarony2

    0

    Jerzy Dudek to mądry facet. Kibicowałem mu w piłce, teraz kibicuję mu w golfie, bo ma szanse zostać naprawde wyśmienitym golfowym pro. Wozrując się na nim nawet kupiłem sobie taką samą opaskę czarno zieloną Dual Loop.

  • Gość: RET

    0

    Wszystkim miernotom, które tu się wypowiadają przypominam, że Dudek to piłkarz, który zdobył (WYMIENIAM TYLKO TROFEA Z CZASU, KIEDY BYŁ W SWOICH DRUŻYNACH PIERWSZYM BRAMKARZEM):
    Mistrzostwo Holandii w 1999; Superpuchar Holandii w 1999; tytuł najlepszego bramkarza Eredivisie (a wtedy to była inna liga niż teraz) w 1999 i 2000; tytuł najlepszego zawodnika Eredivisie w 2000; wicemistrzostwo Anglii w 2002; Puchar Ligi Angielskiej w 2003; finał Pucharu Ligi Angielskiej w 2005; zwycięstwo w Lidze Mistrzów w 2005, Superpuchar Europy w 2005.
    Ci, którzy piszą, że nigdy nie widzieli przekonującej lub porywającej gry Dudka (oczywiście, abstrahując od finału Ligi Mistrzów) - to niewiele widzieli. Wystarczy wspomnieć słynny mecz Feyenoordu z Chelsea w Lidze Mistrzów w 2000 roku, po którym Dudka pokazywały stacje całego świata (choć jego drużyna przegrała 1 : 3), bo obronił 16 strzałów na bramkę, w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach. Przypominam też, że pozycję w bramce Liverpoolu w lecie 2005 roku stracił na rzecz Pepe Reyny po kontuzji łokcia.

  • Gość: Ja

    0

    Skoro pan Dudek jest takim kozakiem, to moze niech sie nie kryje za niedopowiedzeniami i wprost powie o jakiego trenera chodzi, o jaka druzyne (mam wrazenie, ze o "zupki", ale moze sie myle) i o jakie czasy? Majac te 3 informacje kibicie beda mogli ocenic na ile bohaterskie dzialania pana Dudka i jego kompanow przyniosly jakies pozytywne efekty.

  • raba666

    0

    Obiektywnie, sensownie. Szacuneczek dla Dudka

  • piotrns

    0

    @Gość: |Obserwator
    Ale czy Gazeta Wyborcza musi cytować te wulgarne wypowiedzi na głównej stronie?

  • 7l7i7s7

    0

    Widze go na stanowisku prezesa z czasem. Pod warunkiem ze z wiekiem nie sparcieje a o to latwo w tym srodowisku "krukow". Jest zdecydowanie lepszym kandydatem od Bonka i jego pomyslow, np. dodania flagi Watykanu do flagi Polski po smierci papieza lub innych wyczynow takich jak ucieczka z trenerki kadry. Boniek mieszka na stale we wloszech dlatego zastanawiam sie po co chce kandydowac na stanowisko prezesa PZPNu. Taka ostatnia robotka w Polsce a emerytura w Itali. Po co nam to, on ma juz korzenie TAM.
    Jakim byl bramkarzem? bardzo dobrym choc nie wybitnym. Tak samo moze byc z jego prezesura. Porownujac go do Laty to wystarczyloby tylko nie krasc a juz bylby lepszy od niego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX