Sport.pl

'Jak w PRL' i 'dobrze, że nie doszło do tragedii' - co mieszkańcy Krakowa mówią o rozdawaniu biletów na treningi

Echa fatalnie zorganizowanej sobotniej dystrybucji biletów na otwarte treningi przed Euro 2012 w Krakowie. 'Po takim zdarzeniu odechciewa mi się całego tego Euro', 'Tam mogło dojść do tragedii', 'Wstyd powinni czuć nie tylko organizatorzy, ale także ludzie, którzy zachowywali się jak zwierzęta' - piszą czytelnicy krakow.sport.pl. Miasto bagatelizuje: - Było generalnie spokojnie.

Odechciewa mi się tego całego Euro

'Byłam na Powiślu o 5.30 i zastałam całkiem sporą już grupę kibiców. Kolejka wydłużała się, w końcu doszła do nas informacja, że sięga ul. Grodzkiej. Przede mną w kolejce stało około 250 osób, ale z minuty na minutę przychodziło ich coraz więcej i - przepuszczani przez znajomych - czekali. I nadeszła godzina zero. Ok. 8 tłum ruszył tratując krzesła i wszystko co napotkał po drodze. Kompletny chaos. W ścisku, bez możliwości ruchu i z coraz mniejszym dostępem do powietrza czekaliśmy aż kasy zostaną otwarte. I cóż z tego, że wtedy pojawili się policjanci. Powinni tam być o 7 rano, kiedy w kolejce stało już grubo ponad 600 osób i pilnować naszego bezpieczeństwa.
Pan ze straży miejskiej na moje pytanie, dlaczego go nie było, odpowiedział, że pracę rozpoczyna o 7. Cieszmy się, że nikomu nie stało się nic poważnego. Bo mogło się to fatalnie skończyć - w pewnym momencie pękła szyba. Kto wymyślił takie miejsce zamknięte z dwóch stron murem i szklanymi drzwiami!? Dlaczego nikt nie pomyślał, żeby zabezpieczyć całą tą imprezę skoro wieści z innych miast mówiły o równie ogromnym zainteresowaniu biletami. Szkoda, że uczciwi ludzie, którzy stali tam kilka godzin (a niektórzy nawet całą noc) nie dostali wejściówek. Bo nie opłaca się być uczciwym i kulturalnie stać w kolejce. Brawa dla organizatorów i tych, którzy przyszli o 9.15 i mają bilety. Po takim zdarzeniu odechciewa mi się całego tego Euro. Szkoda, że nie mogę się nim cieszyć, tylko dziękować Bogu, że w tłumie nie zostałam stratowana i cała doszłam do domu. To naprawdę okropne, jak brutalnie zetknęły się moje marzenia z rzeczywistością. Impreza, na którą czekam całe życie, zaczęła się już w taki sposób, że boję się myśleć o tym co będzie później' - pisze Weronika.

Wielkie nadzieje poszły do kosza

'Jadąc o 4 rano na rozdanie biletów, przypuszczałem, że będzie masa ludzi. Ale miałem nadzieję, że będą umieli się zachować. To znaczy: stanąć w kolejce i jak ludzie odbierać bilety. Niestety ktoś podobno przerwał taśmę i nagle wszyscy w biegu ruszyli pod drzwi. Było ok. 7.30, a drzwi miały być otwarte od 9.
Żadnych zabezpieczeń, żadnych barierek, żadnych policjantów czy straży miejskiej. Tam mogło dojść do tragedii. Na mnie osunęło się małe dziecko (wiek: ok. 8 lat). Po prostu zemdlało i ludzie nie chcieli zrobić przejścia, aby to dziecko wynieść na świeże powietrze, bo ktoś im zajmie kolejkę...
Ciekawi mnie, kto za to odpowiada, kto to wszystko wymyślił i gdzie są bilety, których miało być pięć tysięcy, a chyba było ledwie 1000. Miasto Kraków zrobiło po prostu wszystkich ludzi kibiców w konia. Gdańsk czy Warszawa potrafiły zorganizować w odpowiedni sposób dystrybucję biletów.
Jakiś pan chwalił się wszystkim, że ma sześć biletów na Włochów i cztery na Holendrów, na co tłum zareagował bardzo wulgarnymi wyzwiskami. I gdzie tu jakakolwiek sprawiedliwość? Po jakimś czasie pojawiła się oczywiście policja, ale nic nie mogła zrobić. Wielkie rozczarowanie, wielkie nadzieje poszły do kosza. Niestety Kraków nie udźwignął tego' - to list Trolodzieja.

Nielicznym się udało

'Przyszedłem o 8.25, był tłum, bydło. Po 9 policja chamsko rozdawała bilety z tyłu. Około 9.30 otwarte zostały boczne drzwi po lewej stronie. Natychmiast ok. 2/5 tłumu udało się w tamtym kierunku, ja także. Policja potrzebowała ok. 15 min na ogarnięcie sytuacji. Po chwili ścisku przedarłem się bez chamstwa do drzwi. Wpuszczali 10 osób na raz. O 10.15 byłem już na Moście Grunwaldzkim z biletami w ręku. Wychodząc, zobaczyłem, że spod drugiego wejścia ludzie skanowali wyp...lać! Chyba nie byli zadowoleni z przebiegu rozdawania biletów' - napisał Jerzy

Jak za PRL

'Organizacja rozdawania biletów to był dramat. Przypominało to chyba czasy kolejek z PRL, chociaż znam je jedynie z opowiadań. Nie tak dawno pukałem się w głowę, kiedy słyszałem, że ludzie wstawali o 2 w nocy, aby zapisać się do promotora na uczelni i koczowali do 9 rano. W sobotę pod Wawelem było podobnie. Sytuacja była do tego stopnia tragiczna, że nawet stojąc przy radiowozie, w którym rozdawano bilety, wejściówki nie otrzymałem, bo bardziej cenie sobie to, że nie mam połamanych rąk. Ludzie, którym te bilety od policjantów udawało się dostać, nie mogli wyjść z kolejki, bo wszyscy jak ciemna masa cisnęli się do radiowozu.
Nawet dzieci były tratowane. Jedno z nich podniósł mój brat pytając głośno, czyje to dziecko. Zamiast słowa dziękuję usłyszał wyrzuty - ot taka organizacja i takie zaślepienie ludzi. Biletu nie mam, ale przynajmniej w razie konkursu mogę oznaczyć się na dwóch zdjęciach... Wstyd powinni czuć nie tylko organizatorzy, ale także ludzie, którzy zachowywali się jak zwierzęta' - to relacja Szymka.

Na Cracovii w 10 min.

Bilety rozdawano też przy stadionach Wisły i Cracovii. Relacja Oli, która ustawiła się w kolejce przy ul. Kałuży: 'Nie było przy kolejce ani jednego(!) policjanta, strażnika miejskiego lub ochroniarza. Nie było także żadnych służb, które mogłyby udzielić jakiejkolwiek informacji. Było tak przez cały czas mojego pobytu przy centrum, czyli od ok. 8:30 do 10:30! Kolejka była zorganizowana (mimo braku barierek i jakichkolwiek ogrodzeń) do momentu otwarcia kasy. Potem ludzie zaczęli podchodzić do kasy poza kolejnością. I nadal nie było ochrony czy policji.
Moim zdaniem bilety dostało maksymalnie 50-60 osób (w większości ci, które wepchały się poza kolejnością), trwało to góra 10-15 minut. Gdy ludzie z tłumu zaczęli interweniować przeciwko pomijaniu kolejności kolejki i odciągać osoby wpychające się na bok, kasa została zamknięta. Po kilku minutach wyszło z niej kilka osób informując, że biletów już nie ma. Informacja została tylko przekazana osobom będącym najbliżej. Jeszcze 20 minut później osoby czekające w kolejce wzdłuż Focha nie wiedziały, że biletów już nie ma. Po kilku minutach od zamknięcia kasy zza bram wewnątrz stadionu wyjechały radiowozy, a pytani przeze mnie ochroniarze powiedzieli, że nic nie wiedzą, ani nie wiedzą, kto może coś wiedzieć. Wyśmiali moje pytania mówiąc, że 'chyba to, co miało być rozdane, zostało rozdane'.

A na Wiśle?

'Poszedłem pod stadion Wisły ok. godz. 7. Bylem mniej więcej 50. osobą w kolejce i bez żadnych problemów dostałem dwie wejściówki. Nie było chamstwa. Jedynie w momencie otwarcia kas, ludzie zaczął napierać na tłum. Ale uspokoiło się po kilku mocniejszych słowach osobnika z przodu' - donosi Kuba

Filip Szatanik Filip Szatanik Fot. Michał Łepecki / Agencja Ga

Miasto odpowiada: było generalnie spokojnie

Miasto przesłało do mediów krótką informację. '2 czerwca w kasach stadionów miejskich przy ul. Kałuży i Reymonta oraz w Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego przy ul. Powiśle 11 dystrybuowane były wejściówki na otwarte sesje treningowe drużyn Holandii, Anglii i Włoch przygotowujących się w Krakowie do EURO 2012. Dystrybucja przebiegała generalnie spokojnie. W CORT przy ul. Powiśle wydawanie wejściówek wstrzymano jedynie chwilowo, kiedy tłum zaczął nacierać na budynek. Sytuacja została jednak szybko opanowana przez policję, Straż Miejską i pracowników ochrony. Poza tym nie odnotowano żadnych incydentów. Nikt nie odniósł obrażeń' - pod oświadczeniem podpisał się Filip Szatanik, zastępca dyrektora wydziału informacji, turystyki i promocji miasta.

Więcej o: