Sport.pl

Motto Smudy: Idziemy na całość, walczymy do upadłego

Obojętnie, jaka ta ziemia po Beenhakkerze zostaje, na tej ziemi można jeszcze coś odbudować - twierdzi Franciszek Smuda, kandydat nr 1 na selekcjonera kadry piłkarzy
Przemysław Iwańczyk: Dymisja Leo Beenhakkera została oficjalnie potwierdzona, pan jest kandydatem nr 1 na jego następcę.

Franciszek Smuda: Przyjmuję to normalnie, tak jak kilka razy wcześniej, kiedy stawałem się faworytem do tego stanowiska. Już ze trzy razy mnie przymierzano, tylko teraz oczekuję skutków tego przymierzania. Ale nie robię dymu, że muszę być ja i nikt inny. Władze PZPN nie muszą spieszyć się z wyborem selekcjonera.

Według naszych ustaleń...

- ...no właśnie. Wy dziennikarze też macie wpływ na to, kto zostanie następcą Beenhakkera. Tak samo zresztą jak kibice. Mówię poważnie. To nie jest tak, że jedna osoba wybierze sobie Smudę i koniec. Zdecyduje głos wielu osób, tak przynajmniej zapewniał Antoni Piechniczek.

Czy aby on nie będzie pana największym oponentem? Nie wierzę, że będzie pan trenerem pokornym, który zrobi wszystko, czego chce Piechniczek, Grzegorz Lato, czy Jerzy Engel.

- Jeśli ktoś ma coś przeciwko mnie, niech powie wprost. Zresztą jeśli nie zostanę selekcjonerem, nie musze się martwić. Mam pracę w klubie.

Co ma pan do zaproponowania reprezentacji?

- Teraz to ja nic nie powiem, to nie ma sensu. Zaproponuję jakiś program, nie wybiorą mnie na selekcjonera i wszyscy się będą śmiać. Po co mi to? Już kiedyś opowiadałem, czego to ja nie zrobię i wszystko poszło w kubeł, bo wzięli kogoś innego. Teraz koncentruję się na Zagłębiu Lubin, bo sytuacja nie jest łatwa.

Widzi pan w Polsce piłkarzy, którzy uchronią nas przed kompromitacją na Euro 2012?

- Do diabła, czy w 40-milionowym kraju nie można znaleźć jedenastu dobrych piłkarzy? Są mniejsze kraje, malutkie, które znajdują. I my znajdziemy. Bez względu na to, czy trenerem będzie Smuda, czy ktoś inny.

Niech pan weźmie pod uwagę, że czas Krzynówka czy Żewłakowa powoli mija. To będzie zupełnie nowa reprezentacja.

- Zgadza się, dlatego następców trzeba szukać już teraz, wśród dwudziestokilkulatków. To jest przyszłość naszej kadry.

Zbigniew Boniek uważa, że Franciszek Smuda stworzony jest do pracy pod ciągłym napięciem, a do 2012 roku czekają nas wyłącznie towarzyskie gry.

- Co z tego, że nie będzie stawki tych meczów. Dla każdego z tych chłopaków, czy to mecz o punkty, czy towarzyskie spotkanie, gra w reprezentacji powinna być największym prestiżem. To nie jest LZS, który spotyka się z innym LZS-em. To walka kraju przeciwko innemu krajowi! Proszę to zrozumieć. Już na tym poziomie trzeba wywrzeć na piłkarzach wielkie ciśnienie. Nie wyobrażam sobie, żeby zawodnik, który gra w meczu międzypaństwowym nie dał z siebie wszystkiego. Moje motto to: idziemy na całość, walczymy do upadłego! Chcę wiedzieć, że moi ludzie, nawet w przegranym meczu, nawet jeśli brakuje im umiejętności, wypruli sobie żyły i mogę na nich liczyć w przyszłości. Inaczej praca, selekcja nie ma żadnego sensu.

Widzę, że pan już wszystko sobie poukładał.

- Ale czy nie mam racji?

Prowadzi pan już rozmowy z PZPN?

- Zostawmy to. Grzesiu Lato zna się na piłce, zresztą nie ma w tej chwili ludzi w związku, którzy na futbolu by się nie znali. Muszę to powiedzieć: Leo nie dopuszczał ich do głosu i to było złe. On jest doświadczonym trenerem, ale tak samo Piechniczek czy Engel przeżyli w futbolu niejedno, mieli sukcesy. Ci ludzie mogą być pomocni. Trzeba ich akceptować i mieć z nimi jak największy kontakt.

Ale to nie jest łatwe? Zwłaszcza dla szkoleniowca, który ma własne zdanie.

- Przecież ja nawet z prezesem Wojciechowskim z Polonii Warszawa bym się dogadał. Wszyscy na niego gadają, a ja żyłbym z nim w superstosunkach. Z każdym idzie się porozumieć, ktokolwiek to jest.

Co zostawia po sobie Beenhakker?

- Nie będę tego komentował, zwłaszcza że na żywo widziałem tylko mecz z Irlandią Płn. Być na stadionie, a oglądać w telewizji to dwie różne sprawy. Nie wiem, jakie były relacje Beenhakkera z chłopakami, jak trenowali. Tylko na takiej podstawie można pokusić się o jakieś wnioski.

Obojętnie, jaka ta ziemia po Beenhakkerze zostaje, na tej ziemi można jeszcze coś odbudować.