Sport.pl

Dariusz Wołowski: Wbrew sobie

Czy umiemy grać tak, jak nie lubimy? Takie pytanie zadają sobie pewnie półfinaliści Euro 2004. Holendrzy i Portugalczycy mają bardzo wiele wspólnego - gra zaczyna się dla nich z chwilą przejęcia piłki, a każdy moment bez niej jest stracony.
Kłopot, że na boisku piłka jest tylko jedna i nie będą jej mogli mieć naraz jedni i drudzy. Kto uważniej zagra pod swoją bramką, kto zapędzony w ataku uniknie głupich strat w środku, a jeszcze będzie umiał wywrzeć presję i zmusić rywala do błędów, temu do zwycięstwa będzie bliżej.

W ćwierćfinale ze Szwecją Holendrzy pokazali, że potrafią zapanować na swoją naturą. Zagrali w tyłach z taką uwagą, że jedyny raz w tych mistrzostwach Larsson i Ibrahimovic nie trafili do bramki.

Portugalczycy podarowali gola Grekom (bramka Karagounisa), podarowali Anglikom (Owena), mieli już więc surowe lekcje i wiedzą, ile się płaci za gapiostwo. Ale trzeba im przyznać, że umieli zareagować.

Zostały jednak na Euro zespoły, dla których bardziej naturalny od ataku pozycyjnego jest kontratak. Gdy oddają piłkę, nie oddają inicjatywy, a nawet wolą przyglądać się rywalowi, by wyczekać najlepszy moment do zadania ciosu. Tak grają Czesi i Grecy. Dla Czech półfinał będzie nieuchronnym powrotem do początku. Zanim doszło do fenomenalnej serii z Holandią, Niemcami i Danią, był mecz z Łotwą - także wygrany. Łotysze jednak jako jedyni zmusili Czechów do ataku pozycyjnego i to właśnie wtedy gracze Brücknera wyglądali na najbardziej przyciśniętych do muru. Mimo że różnica w umiejętnościach była duża.

Łatwiej jednak pokonać silniejszego, gdy jego styl ci odpowiada, niż słabszego, którego sposób gry całkowicie ci nie leży. Przykład? Czesi łatwiej odrobili dwie bramki z Holandią, która wciąż grała do przodu, niż jednego gola z Łotwą, która nie ruszała się spod bramki.

Styl Greków nie będzie odpowiadał Czechom ani trochę. Nie znaczy to, że muszą być bezradni. Są dobrze wyszkoleni, mocno zdeterminowani, mądrzy. Ale przez długie fragmenty meczu będą zmuszeni grać wbrew sobie. Wtedy poznamy ich wartość prawdziwą.

Kto z półfinalistów lepiej przygotuje plan B, temu do finału będzie bliżej. A tam? Każdy będzie mógł już grać w swoim stylu.