Sport.pl

Euro 2016. Najważniejsze pół roku biało-czerwonych

To, co reprezentacja Polski zbudowała przed i w trakcie mistrzostw Europy, może okazać się dla futbolu w naszym kraju ważniejsze niż gole Lewandowskiego czy rekordowy transfer Krychowiaka. A jednak wszystko, co osiągnęła, może pójść w niepamięć przez kolejne sześć miesięcy.


Kiedy we wrześniu reprezentacja spotka się pierwszy raz po mistrzostwach Europy, wiele rzeczy może wyglądać inaczej. Nawet dwunastu piłkarzy z 23-osobowej kadry, którą Adam Nawałka zabrał do Francji, może przyjechać na zgrupowanie ze swoich nowych klubów. Po krótkim urlopie, przeprowadzce za granicę i próbie odnalezienia się w innej, trudniejszej rzeczywistości (bo często w lepszej lidze, mocniejszej drużynie, przy większej presji i rywalizacji) ich myśli mogą być daleko od nowego celu, który nakreśli selekcjoner. Kto wie, czy wtedy nie rozpocznie się najważniejszy etap w życiu tej drużyny?

Przez kilka dni po odpadnięciu Polaków z francuskiego turnieju zmieniło się postrzeganie osiągniętego wyniku. Od dumy wyrażonej powitaniem reprezentacji w Warszawie do słów "To mogliśmy być my" wypowiadanych po półfinale Walii z Portugalią. Mecz w Lyonie potwierdził, że zwycięska drużyna wcale nie jest lepsza czy bardziej wyjątkowa od Polaków.

Pod szatniami po porażce z Portugalią widziałem piłkarzy rozczarowanych odpadnięciem, ale też brakiem ryzyka, by to spotkanie rozstrzygnąć przed rzutami karnymi. O tym mówili m.in. liderzy reprezentacji Grzegorz Krychowiak i Robert Lewandowski. Ten żal może dwojako wpłynąć na zespół. Albo być impulsem, by w kolejnych eliminacjach Polacy wrócili do ofensywnej gry, która dała awans na Euro 2016, albo stać się powodem do frustracji, gdy Nawałka utrzyma styl z turnieju.

O nerwy może być łatwo, bo grupa eliminacyjna do mistrzostw świata w Rosji jest pełna pułapek - każdy moment zlekceważenia czy dekoncentracji może oznaczać stratę punktów. Takie wpadki większość reprezentantów zna z meczów przeciwko Czarnogórze czy Mołdawii za kadencji Waldemara Fornalika. A jeszcze w 2016 roku Polacy zagrają z dwoma wyżej rozstawionymi drużynami (Rumunią oraz Danią), a także słabszymi Czarnogórą i Armenią. Słabszymi przynajmniej teoretycznie. Pierwsza z tych drużyn już raz nam pokazała, jak niewygodnym może być przeciwnikiem, w drugiej gra Henrich Mychitarian sprowadzony ostatnio do Manchesteru United za ponad 30 mln euro. Chociaż w poprzednich eliminacjach Armenia nie wygrała żadnego spotkania, to potrafiła zremisować z Danią i Serbią. Każda wpadka będzie rozczarowaniem i powodem do rozpoczęcia dyskusji o kryzysie w rozwoju drużyny.

Polacy po Euro i przed startem eliminacji nie rozegrają żadnego sparingu, nie będzie momentu na sprawdzenie nowych rozwiązań lub wprowadzenie innych piłkarzy. To oznacza, że Nawałka po raz kolejny musi trafić idealnie ze swoimi decyzjami personalnymi i taktycznymi. W selekcjonera nikt nie wątpi, mistrzostwa zdecydowanie umocniły jego pozycję i pozwalają myśleć o długofalowej koncepcji budowania reprezentacji, by ćwierćfinał turnieju nie trafiał się raz na 30 lat. Ale przed Nawałką wyzwanie, z którym jeszcze się nie mierzył - zarządzanie sukcesem. Sukcesem rozumianym jako oczekiwania kibiców, ambicje piłkarzy i cele PZPN-u.

Polscy piłkarze wyjechali na zasłużone wakacje. Odpoczywają? Ale nie Krychowiak! [ZDJĘCIA]


Od niego zależy, czy Polacy wykorzystają rezerwy, o których wielokrotnie sam wspominał. Albo, inaczej mówiąc, najbliższe cztery mecze eliminacyjne są najlepszym i jedynym momentem, by rozwinąć potencjał. Jednak sytuacja jest inna niż w poprzednich latach: przed eliminacjami do Euro 2016 miał osiem miesięcy możliwości dobierania piłkarzy, uczenia ich schematów. Przed ME także dostał ponad pół roku takiej swobody. Jeśli Nawałka będzie zmieniał, to działając na "żywym organizmie", co w futbolu uchodzi za działanie ryzykowne.

To ostrzeżenia, bo po mistrzostwach każdy liczy, że biało-czerwona fala będzie tylko rosła, nie rozbije się o żadne skały. Reprezentacja w ostatnich dwóch latach zrobiła wiele dobrego dla wizerunku piłki nożnej w Polsce. W 2012 r. przed organizowanym wraz z Ukrainą Euro także był boom na futbol, ale przez fatalne wyniki entuzjazm szybko opadł, zwłaszcza po kiepskim starcie w kolejnych eliminacjach. Tamte wspomnienia wciąż są żywe i najlepiej, by z głów piłkarzy nie uciekły. Szkoda byłoby zyskane zaufanie zmarnować przez często różnie okazywaną pewność siebie. Do tej pory ambicja i przekonanie o własnej wartości były jednymi z najważniejszych atutów reprezentacji.

Wiele zależy nie tylko od liderów drużyny, których najwięcej zmieni latem kluby. Na Euro widzieliśmy ograniczenia kadry, to, jak wąską grupą naprawdę dobrych piłkarzy Nawałka dysponuje. I na początek kolejnego etapu pracy Nawałki celem jest sprawienie, by reprezentacja nie stała się drużyną dwóch grup, które rozwijają się w różnym tempie. Ale to nie zależy wyłącznie od selekcjonera, równie istotne będzie podejście tych, którzy na Euro grali mało (Sławomir Peszko, Piotr Zieliński) lub wcale (Karol Linetty, Bartosz Salamon).

Teraz oni muszą nadgonić ćwierćfinalistów i sprawić, że jeśli Nawałka będzie zmuszony zmieniać wyjściową jedenastkę, to znajdzie wartościowych następców. Z eliminacji do Euro pamiętamy, że przez kontuzje i kartki o stabilizację jest niezwykle trudno.

Ile znaczy udany początek eliminacji, wiemy od jesieni 2014 r. i dziesięciu punktów w czterech meczach. Wtedy, kilka dni po listopadowym zwycięstwie z Gruzją w Tibilisi (4:0), Polacy grali mecz towarzyski ze Szwajcarią we Wrocławiu i tłumy kibiców szalały po akcjach Lewandowskiego i Arkadiusza Milika. Artur Jędrzejczyk po swoim golu wskoczył na trybunę między fanów i dało się odczuć, że wreszcie wszyscy stanowią jedność, są dla siebie wsparciem. Obyśmy pod koniec roku widzieli podobny obrazek z życia reprezentacji.

Więcej o: