Sport.pl

Euro 2016. Niemcy - Włochy, czyli piękno w zmaganiu

1 : 1
(6 : 5)
Informacje
Euro 2016 - Ćwierćfinały
Sobota 02.07.2016 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
1 Dogr
2 Dogr
Karne
Wynik
Niemcy
0
1
0
0
6
1
Włochy
0
1
0
0
5
1
Składy i szczegóły
Niemcy
Bramki: Oezil (65.) Kartki: Hummels, Schweinsteiger - żółta Skład: Neuer - Hoewedes, Boateng, Hummels, Hector - Kimmich, Khedira (16. Schweinsteiger), Kroos, Oezil - Mueller, Gomez (72. Draxler)
Włochy
Bramki: Bonucci (77. - karny) Kartki: Sturaro, De Sciglio, Parolo, Pelle, Giaccherini - żółta Skład: Buffon - Barzagli, Bonucci, Chiellini (120. Zaza) - Florenzi (86. Darmian), Sturaro, Parolo, Giaccherini, De Sciglio - Pelle, Eder (108. Insigne)
Nie najdziwaczniejszy konkurs karnych w historii mistrzostw Europy i nie kuriozalna ręka Boatenga rozstrzygają o tym, że starcie Włochy-Niemcy należy do meczów niezapomnianych - pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i komentator Sport.pl.
Jakie są właściwie kryteria powodujące, że mecz jest naprawdę niezapomniany? Pomińmy odpowiedzi skrajne, choćby te, których udziela autor "Futbolowej gorączki" Nick Hornby: że musi paść mnóstwo goli, sędzia ma się mylić, kibice powinni być możliwie hałaśliwi, a murawa - mokra od deszczu, że rywale powinni nie strzelić karnego, a ich kluczowy piłkarz - wylecieć z czerwoną kartką, że wreszcie powinno dojść do jakiegoś "haniebnego incydentu" (alias: "głupoty", alias "dziecinady", alias "żenady"). Pomińmy też odpowiedź, że niezapomniane są mecze dostarczające nam patriotycznych uniesień (choćby bój Polski ze Szwajcarią, szczęśliwie rozstrzygnięty w karnych wykonywanych lepiej niż te sobotnie) albo takie, w których Goliat pada pod ciosem Dawida - jak przedwczoraj Belgowie z rąk Walijczyków albo kilka dni temu Anglicy z rąk Islandczyków. Mnóstwo goli dał nam mecz Węgry-Portugalia, nadzwyczajny doping zapewniali Islandczycy, Irlandczycy, ale też Polacy, haniebne incydenty to race na trybunach i bójki poza nimi (jakie to szczęście, że Rosjanie wyjechali jako pierwsi...), ale też kibic próbujący dopaść Ronaldo na meczu z Polską; żenada to prujące się koszulki Szwajcarów, pękająca piłka, ale też nadmierne zainteresowanie mediów nie tym, jak Joachim Loew ustawia drużynę, ale tym, co robi w trakcie meczu z rękami. Deszczu we Francji nie brakowało, podobnie jak narzekania na stan boisk - z tego wszystkiego chyba tylko do sędziów nie możemy się nadmiernie przyczepiać.

Mecz w memach

A przecież powodów do uznania meczu za niezapomniany można by znaleźć dużo, dużo więcej. Żeby przejść do meczu Włochów z Niemcami, ale pozostać jeszcze przy kwestiach nie do końca merytorycznych - o ile dla wielu powodem do zachwytu może być błysk geniuszu jakiegoś młodzieńca, jeśli nie Kapustki, to (za przeproszeniem) Renato Sanchesa, ja na przykład uświadamiam sobie, że z upływem lat zapamiętuję coraz lepiej mecze, w których arcydzielną grą wykazują się piłkarze u progu emerutury. Ba: w trakcie tego Euro zrozumiałem, że jeśli są w ogóle jacyś zawodnicy, którym życzyłem bądź życzę nieśmiertelności, to przede wszystkim Włosi. Nie kibicowałem tej reprezentacji nigdy, ale rozstania z futbolem Buffona, Tottiego czy Pirlo będę żałował równie mocno jak kiedyś Maldiniego, Baresiego czy Baggio.

Oczywiście i to spotkanie miało w tym sensie pecha: sposób, w jaki Jerome Boateng ofiarował Włochom karnego był na tyle komiczny, że większość sprawozdawców skupi się na nim, a na portalach furorę będą robić memy z frunącym w powietrzu obrońcą Bayernu. Kolejnych memów dostarczać będą niefortunni strzelcy karnych wykonywanych już po meczu, zwłaszcza Zaza, specjalnie wprowadzony na kilka chwil przed końcem dogrywki właśnie po to, by trafić.

Rozgrywający stoper

Mecz Włochy-Niemcy był niezapomniany przede wszystkim jako konfrontacja myśli trenerskiej. Antonio Conte i Joachim Loew rozpracowali się nawzajem z taką precyzją, że właściwie padające w tym meczu bramki należałoby uznać za nietakt wobec ich geniuszu. Pressing, który stosowały obie drużyny (naciskano nawet na wykonujących auty bramkowe Buffona i Neuera), był przyczyną, dla której w rolę rozgrywających musieli wcielić się jedyni w miarę - bo przecież niecałkowicie - swobodni zawodnicy ze środka obrony, Hummels (wizjonerskie podania z pierwszej połowy, do Gomeza, i faulującego de Sciglio w powietrznym pojedynku Schweinsteigera; w sumie w pierwszej połowie to on miał najwięcej podań w strefę ataku...) i Bonucci (kapitalny przerzut na skrzydło tuż przed przerwą i przed strzałem Sturaro...). Rozgrywający stoper, podobnie jak uczestniczący w rozegraniu bramkarz (celność podań Neuera - 84 proc., Buffona - 85 proc.), czyli "jeszcze bardziej cofnięty rozgrywający" - całkiem niezły temat na tekst, coś jak przed kilkoma laty "fałszywa dziewiątka"...

Owszem, można by napisać relację z tego meczu skupioną na zachowaniu obrońców. Nie tylko ze względu na śmieszny błąd wybitnego przecież w trakcie tego turnieju Boatenga. Nie tylko wspominając arcydzielny - aż trudno to zdefiniować - wślizg głową? Chielliniego, powstrzymującego w pierwszej połowie Gomeza. Nie tylko podczas wspomnianego już konstruowania akcji ofensywnych. I nie tylko podczas serii jedenastek (obrońcy Hummels, Kimmich, Boateng i Hector strzelili, czego nie można powiedzieć o graczach ofensywy: Mullerze, Ozilu czy Schweinsteigerze). To, że Niemcy wciąż nie straciły na tym turnieju gola z gry, jest godne podkreślenia równie mocno, jak popis gry defensywnej Włochów w meczach z Hiszpanami i Belgami.

Kompetentni do bólu

Wielu widzów postronnych zapamięta z tego spotkania niezwykły, akrobatyczny blok Florenziego (cóż z tego, że piłka nie szła w bramkę...), wielu uzna za hołd złożony Antonio Conte przez Joachima Loewa decyzję o zmianie ustawienia. Vicente del Bosque sądził, że może pozwolić swoim piłkarzom, by w meczu z budowaną tak naprawdę ze średniaków (chcielibyście, by w ataku reprezentacji Polski grali Pelle z Ederem?) drużyną Włoch grali swoje - efektem było pożegnanie z turniejem jego poprzednich zwycięzców. Choć przecież nie tylko Loew był ostrożny - w dotychczasowych meczach Włochów cofnięci skrzydłowi grali tak wysoko, że ustawienie stosowane przez Antonio Conte można było uznawać za 3-3-4, tym razem było to raczej 5-3-2.

Wybrzydzającym na poziom widowiska należałoby przypomnieć, że nikt przed rozpoczęciem turnieju nie traktował włoskiej drużyny serio, opisując ją jako najsłabszą od dekad - po kimś takim teoretycznie trudno spodziewać się cudu. Ale dużo ważniejsze będzie stwierdzenie, że tak właśnie gra się w fazie pucharowej, gdzie jeden błąd może przesądzić o losach drużyny. Tutaj - jak zauważył na Twitterze jeden z publicystów "Timesa" - otwarta gra jest efektem niefortunnych okoliczności, np. szybko straconej bramki, albo dowodem trenerskiej niekompetencji. Loew i Conte kompetentni są do bólu.

I dobrze, bo dzięki temu można na piłkę spoglądać inaczej niż na prostą rozrywkę, w której gawiedź bawi się tym lepiej, im więcej bramek zobaczy. "Gole są przeceniane, a piękno jest w zmaganiu" - to nieśmiertelny cytat z historyka taktyki piłkarskiej Jonathana Wilsona.

Zmagania Niemców z Włochami zasługiwały na to, by oglądać je w finale.

Największe niespodzianki w historii mistrzostw Europy [WIDEO]




Czy reprezentacja Niemiec wygra Euro 2016?
Więcej o: