Sport.pl

Euro 2016. Przewaga Portugalii? Santos prawie jak Nawałka

Jest uparty, złośliwy, a czasem wkurza go krytyka mediów. Nie chodzi o selekcjonera reprezentacji Polski, ale tego z którym Adam Nawałka w czwartkowym ćwierćfinale Euro 2016 się zmierzy. Fernandro Santos nie dba o styl i statystyki. Po prostu chce z Portugalią dotrzeć do wielkiego finału.
1 : 1
(3 : 5)
Informacje
Euro 2016 - Ćwierćfinały
Czwartek 30.06.2016 godzina 21:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
1 Dogr
2 Dogr
Karne
Wynik
Polska
1
0
0
0
3
1
Portugalia
1
0
0
0
5
1
Składy i szczegóły
Polska
Bramki: Lewandowski (2.) Kartki: Jędrzejczyk, Glik, Kapustka - żółta Skład: Fabiański - Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Błaszczykowski, Krychowiak, Mączyński (98. Jodłowiec), Grosicki (82. Kapustka) - Milik, Lewandowski
Portugalia
Bramki: Sanches (33.) Kartki: A.Silva, W.Carvalho - żółta Skład: Patricio - Cedric, Fonte, Pepe, Eliseu - W.Carvalho (96. Danilo) - Mario (80. Quaresma), Sanches, A.Silva (73. Moutinho) - Nani, Ronaldo
To scenariusz dla polskich dziennikarzy niewyobrażalny. Reprezentacja Adama Nawałki wraca do La Boule w środku nocy, a już przed południem następnego dnia selekcjoner udziela wywiadu kilkunastu najważniejszym dziennikarzom. Tłumaczy się ze swoich decyzji, usprawiedliwia taktykę i broni Roberta Lewandowskiego.

Ale tak się dzieje naprawdę - w reprezentacji Portugalii. Fernando Santos, chociaż uchodzi za równie upartego, co Adam Nawałka trenera, to nie organizuje konferencji prasowych dla swoich asystentów. Sam spotyka się z prasą i przedstawia swój tok myślenia. Także dlatego w Portugalii nikt nie uważa, że porażka z Polską jest w ogóle możliwa. Wręcz przeciwnie - w Marcoussis ambicje wyznaczali piłkarze, których celem pozostaje finał mistrzostw Europy.

- Wierzę, choć nie jestem przekonany. Ale widzę potencjał tego zespołu. Nigdy się o nich nie martwiłem. Może nie zawsze robiliśmy to, co chcieliśmy, ale nasza walka trwa dalej. Kolejny mecz, kolejna batalia, tak aż do finału. Finał po finale - mówi Santos i ze spokojem wysłuchuje uwag dziennikarzy oraz ekspertów. A potem na wszystko macha ręką i robi swoje. Portugalscy dziennikarze określają go mianem "upartego, zatwardziałego i bezkompromisowego", choć gdy pojawiła się dyskusja o nowym kontrakcie selekcjonera, jeden z dzienników wyraził się wprost głównym artykułem: "nie ma o co pytać, zostawcie go z nami".

Krytyka? Prosimy do kapitana

To niezwykłe wsparcie, gdy weźmie się pod uwagę, że pierwsze trzy mecze Portugalia zremisowała, a czwarty wygrała po drugim celnym strzale pod koniec dogrywki. Może wszyscy już wiedzą, że Fernando Santosa już nikt nie uleczy - on sam nazywa się pragmatykiem. Sam mówi, że jedynym celem jest wygrywanie, a gdyby ktoś dałby mu mistrzostwo Europy po siedmiu remisach, to pod dokumentem podpisałby się obiema rękami.

- Ma świetną reputację w Portugalii. To pierwszy Portugalczyk, który prowadził Porto, Benficę i Sporting, choć bez wielkich sukcesów. Ale dla nas najważniejsze jest to, że jest normalną osobą. Nie buja w chmurach, nie myśli, że skoro prowadzi Cristiano Ronaldo, to może wszystko - mówi Silvio Vieira z portugalskiego radia RR. Gdy Santosa prezentowano jako selekcjonera we wrześniu 2014 r., nowy trener zwracał się do kibiców i dziennikarzy niemal kolokwialnie, per "koleżko". Po pełnym spięć okresie pracy z Paulo Bento wszyscy przyjęli to za dobrą monetę. Dlatego teraz, gdy tylko pojawia się wobec reprezentacji krytyka, to nikt nie kieruje jej do Santosa, ale wprost do jego kapitana - Ronaldo.

Gdy Portugalia wyeliminowała Chorwację już następnego dnia w Marcoussis Santos tłumaczył taktyczne zawiłości na audiencji dla dziennikarzy. Dlaczego taką wybrał jedenastkę, dlaczego takich dokonywał zmian, dlaczego ci pozostali na ławce... A portugalska gazeta "Observador" zaprosiła na relację ze spotkania pisząc: "Usiądźcie, pan selekcjoner wam opowie".

Paragraf dwadzieścia trzy

W Grecji takich szkoleniowców jak Santos ceni się najbardziej. Z PAOK-iem i AEK-iem nie odnosił wielkich sukcesów, ale utrzymywanie klubów z ogromnymi problemami w czołówce tamtejszej ligi pozwoliło mu zostać najważniejszym po Otto Rehhagelu trenerem - oficjalnie, pierwszej dekady XXI wieku. Niemiec imponował z reprezentacją, Portugalczyk prowadząc kluby. Gdy w 2010 r. zastąpił Rehhagela udało mu się ze znacznie bardziej ograniczonym pokoleniem piłkarzy awansować do faz pucharowych mistrzostw Europy i świata.

- Tam w Grecji wziął się za poprawę pracy nad sferą mentalną. Uczestniczył w specjalnych szkoleniach, do Portugalii wrócił odmieniony - mówi Vieira. A teraz widać efekty. Do piłkarzy podchodzi indywidualnie, ale koniec końców do każdego trafia ten sam przekaz - wszyscy są ważni. Na mistrzostwach Europy we Francji użył 20 z 23 piłkarzy, niemal maksimum, bo golkiperów zmienia się tylko w wyjątkowych okolicznościach.

- Wiemy, że piłkarze mają z nim świetny kontakt. Santos traktuje ich jak swoje dzieci. By podać przykład: Jose Fonte, który wszedł o kadry w wieku 32 lat, dopiero zadebiutował na wielkim turnieju, a dałby się za trenera pokroić. W Polsce mówicie, że macie na Euro tylko 15 piłkarzy? Tu jest inaczej, naprawdę każdy z zawodników z pola wierzy, że może tu zagrać i odegrać ważną rolę. Nawet Eder już grał, tak samo Rafael już grał. A to Santos przekazuje tę informację - tłumaczy Silva.

Pod tym względem Santos jest jak Nawałka. Nie dba o to, czy w starciu trzynastej z czternastą drużyną ligi portugalskiej nie ma piłkarzy na miarę jego drużyny - albo on sam, albo ktoś z jego asystentów musi tam być. Selekcjoner wykonuje setki telefonów miesięcznie, dba o swoich kandydatów do gry i im nie odpuszcza. Gdy trzeba pochwali, gdy jest zniżka formy - szybko sprowadzi do pionu. Jego podejście się bardzo opłaca: po odejściu Bento ponowny akces do gry w kadrze zgłosili weterani: 35-letni Ricardo Carvalho, 31-letni Tiago, jego rówieśnik Jose Bosingwa. Santos z nich korzystał w eliminacjach, ale w kadrze na Euro został tylko ten pierwszy. I nikt nie ma do selekcjonera pretensji.

Spokój dla całej drużyny

Pamiętam, gdy w eliminacjach przed meczem z Niemcami we Frankfurcie opóźniła się konferencja reprezentacji Polski. Wcześniej miał miejsce wypadek, przylot nastąpił później, Nawałka na spotkaniu z dziennikarzami był wyraźnie poddenerwowany. Gdy Santos musiał zmierzyć się z mediami po dwugodzinnym postoju w korku na trasie do Lens przed spotkaniem z Chorwacją, to nawet nie narzekał. Spełnił zadanie i wziął się za trening. Nie jest przesądny, wierzył, że zespół i tak się odpowiednio skoncentruje.

Santos to pragmatyk, a nie fantasta. Nie obiecuje, że z Cristiano Ronaldo stworzy zespół, który zdominuje każde spotkanie i rozbije rywali na kawałki. Wręcz przeciwnie - trzy remisy w fazie grupowej idealnie obrazują jego podejście. - Ma swój model i pozostaje uparty - mówi nam portugalski dziennikarz. - 4-4-2, niewielkie zmiany w środku pola, kluczem jest organizacja. Ale sprawił, że w jego systemie Cristiano Ronaldo czuje się komfortowo. Łatwo może zmienić ustawienie na grę trójką w ataku, wykorzystać mobilność swoich zawodników ofensywnych - tłumaczy Vieira.

Koniec końców i tak liczy się wynik. - Moja żona mówi mi, że jestem najprzystojniejszy ze wszystkich mężczyzn. Przecież wiem, że kłamie. Ale tak samo jest w futbolu. Jest dobro i zło, ale nie coś pięknego i brzydkiego. Tak można określać mężczyzn czy kobiety, nie styl gry - odpowiada na krytykę Santos. I za nim idą jego piłkarze. W poniedziałek słuchałem, jak pragmatycznego stylu tłumaczył się obrońca Jose Fonte, następnego dnia tak samo defensywnej gry bronił jeden z najbardziej atakujących graczy: Nani.

Bez przypadku

Na razie nikt o tym nie mówi, ale w dwunastu dotychczasowych meczach na wielkich turniejach drużyny Santosa wygrywały ledwie trzy razy. To najlepiej obrazuje jego podejście. Santos woli tłumaczyć taktykę, niż dać kibicom rozrywkę. - Musiało zabraknąć emocji - tłumaczył po zwycięstwie z Chorwacją w 1/8 finału - Oczywiście, że chcę, by mój zespół grał pięknie. Ale czasem tak trzeba. Jeśli ktoś mi powie, że atakowała Chorwacja, to ja spytam, dlaczego żadnych sytuacji sobie nie stwarzali. Ta moneta ma zawsze dwie strony - dodawał.

Dla Polaków to znana postać. W 2012 r. prowadził reprezentację, która walczyła w grupie z Polską. Pierwszy mecz pokazał, jak wyrachowanym jest szkoleniowcem. Biało-czerwoni w pierwszej połowie rzucili na rywali wszystko, ale prowadzenie do przerwy okupili wielkim zmęczeniem. Santos wtedy nakazał ataki i w drugiej części meczu to Polacy mieli ogromne szczęście. Przypadek? Wątpliwe. Santos opanował każdy element fachu selekcjonera. Wpraw na wielkich turniejach już ma, szkolenia z podejścia mentalnego przyjmował prowadząc greckie kluby. Tym bardziej nie należy jego i całej Portugalii nawet w najmniejszym stopniu lekceważyć.



Euro 2016. Jaka liga ma najwięcej graczy na Euro? Ekstraklasa wysoko![RANKING]