Sport.pl

Euro 2016. Marco Reus, największy pechowiec w historii niemieckiego futbolu

Marco Reus miał być liderem ofensywy reprezentacji Niemiec na Euro 2016. Skrzydłowy Borussii Dortmund strzelił 19 goli w minionym sezonie, dużo więcej niż Mario Goetze, który skradł mu show na mundialu w 2014 roku. Czy teraz historia się powtórzy?
- Piłkarski bóg nie istnieje - komentują dziennikarze magazynu "11Freunde". - Przebite marzenia Marco Reusa - zajawia Christian Kamp z "Frankfurter Allgemeine Zeitung". - To kariera pełna załamań - zamartwia się Lars Wallrodt z "Die Welt".

Gdy Joachim Loew ogłaszał kadrę mistrzów świata na Euro we Francji zaczął wymieniać nieobecnych - Juliana Brandta, Karima Bellarabiego i Sebastiana Rudy'ego. Ale przed następnym nazwiskiem wziął głęboki oddech. - Marco Reus. Niestety sztab medyczny nie był w stanie przewidzieć, kiedy Marco może wrócić do gry. Na razie może biegać tylko w linii prostej - tłumaczył selekcjoner Niemców.

Dla Reusa to kolejny cios w jego siedmioletniej karierze reprezentacyjnej. Od czasu debiutu w kadrze tylko w jednym sezonie Bundesligi nie strzelił przynajmniej dziesięciu goli, zawsze był wyróżniającym się piłkarzem Borussii - najpierw tej z Moenchengladbach, potem z Dortmundu. W reprezentacji także ma imponującą średnią - do siatki trafia niemal w co trzecim spotkaniu. Ale wielką imprezę znów przegapi.

Ale jego trauma z kontuzjami uniemożliwiającymi mu występy w kadrze zaczęła się zanim na dobre zadebiutował. W maju 2010 roku dostał powołanie do szerokiej kadry na mistrzostwa świata, ale po pięciu dniach ze łzami w oczach ze zgrupowania wyjechał - uraz z ostatniej kolejki ligowej nie pozwolił mu nawet powalczyć o miejsce na mundialu. W 2014 r. był liderem reprezentacji w eliminacjach (5 goli i 3 asysty), wszyscy widzieli w nim przyszłą gwiazdę turnieju. Do ostatniego przed wylotem do Brazylii sparingu z Armenią (6:1), gdy doznał kontuzji kostki. W Niemczech pisano, że szanse na mistrzostwo spadły. Skończyło się inaczej, bo w finale gola strzelił ten z którym Reus miał równolegle w drużynie błyszczeć - Mario Goetze. I to on świętując wyciągnął koszulkę z nazwiskiem Reusa, to on teraz pocieszał kolegę pisząc, że "nie może doczekać się wspólnego turnieju".

Teraz również na Goetze spadnie większa odpowiedzialność, choć on jest po najgorszym sezonie w karierze. W przeciwieństwie do Reusa, który u Thomasa Tuchela kwitnął razem z Borussią, imponował skutecznością i zachwycał kreatywnością. Aż do finału Pucharu Niemiec. Po nim 27-latek zgłosił uraz pachwiny, miał kilka dni przerwy, ale kontuzja okazała się znacznie poważniejsza. Na tyle, że nie ma nawet sensu zabierać Reusa do Francji, choć Loew dał taką szansę również leczącym kontuzje Bastianowi Schweinsteigerowi i Matsowi Hummelsowi.

W dniu ogłaszania decyzji Marco Reus miał świętować swoje urodziny. Zamiast tego przyjął do wiadomości, że z powodu kontuzji ominie go trzeci wielki turniej. - Był spokojny - zapewniał Sami Khedira. - Wszystko powinno być dobrze. Koledzy zaśpiewaliby mu "sto lat", wieczorem może napili się lampki szampana, a potem długo i z emocjami rozmawiali o nadchodzącym Euro. Ale Marco już wtedy nie było w obozie, znów opuścił zespół przez kontuzję. Największy pechowiec w historii naszego futbolu - pisze Wallrodt w "Die Welt".

Z kolei dziennikarze "Bilda" zaznaczają, że kontuzja Reusa była poważniejsza niż przedstawił ją Loew. - Biegał, ale tylko w basenie. Po czterogodzinnych sesjach z lekarzami i rehabilitantami nie było żadnej poprawy. W ostatnich dziesięciu dniach zrobiono wszystko, by pojechał do Francji. W poniedziałek Reus rozmawiał razem ze sztabem i doszli do wniosku, że na grę we Francji nie było szans - donoszą.

Problem w tym, że ze zdrowiem Reusa od dawna nie było najlepiej. Już w styczniu przez ciągłe bóle pachwiny zmusiły go do konsultacji u holenderskiego osteopaty Huba Westhovensa. Tuchel pozwalał mu na regularne przerwy w treningach, byle tylko dochodził do siebie pod okiem rehabilitantów. Reus był zdeterminowany, by pomóc i Borussii, i potem wreszcie stać się ważnym ogniwem zwycięskiej reprezentacji. Ból jednak ciągle wracał i w końcu z marzeniami Reusa wygrał.



Tych pechowców Adam Nawałka nie zabiera na Euro 2016 [ZOBACZ]


Więcej o: