Sport.pl

El. Euro 2016. Islandzkich cudów ciąg dalszy

Jest taki kraj w Europie, w którym mieszka zaledwie 300 tysięcy ludzi, a rozgrywki ligowe trwają przez pięć miesięcy ze względu na trudne warunki atmosferyczne. Mimo tych oczywistych ograniczeń Islandia jest rewelacją trwających eliminacji do Euro 2016. Trzy mecze, trzy zwycięstwa - z Turcją, Łotwą i Holandią - osiem bramek strzelonych i zero straconych. Jak to możliwe?
Gdyby Islandii udało się wedrzeć na mistrzostwa Europy, byłby to najmniej liczny kraj, jaki kiedykolwiek zagrał na tym turnieju. Jak do tej pory rekordzistami pod tym względem są Słoweńcy (Euro 2000) oraz Łotysze (Euro 2004). W tych krajach mieszka około 2 mln ludzi. Ale sami Islandczycy nie popierają takiego stawiania sprawy. - Nasza niska populacja pomaga nam. Wiem, że rzadko mówi się coś takiego, lecz ci sami piłkarze grają ze sobą począwszy od reprezentacji do lat 17 aż do seniorów. Liczba ludności często używana jest jako wymówka. Słyszałem pewnego szwedzkiego trenera mówiącego, że Szwecja jest zbyt mała, by osiągnąć coś w rozgrywkach młodzieżowych. Rozbawiło to nas tu, w Islandii, patrząc na to, co osiągnęliśmy - tłumaczył szkockiej stacji STV Sport Vidi Sigurdsson, islandzki dziennikarz sportowy. Młodzi Islandczycy od kilku lat stanowią postrach innych reprezentacji. Kadra do lat 21 odpadła kilka dni temu dopiero w barażach w eliminacjach mistrzostw Europy z Duńczykami. W Danii padł remis 0:0, Islandczycy u siebie zremisowali 1:1, choć jeszcze do 90. minuty zanosiło się na dogrywkę.

Gwałtowny postęp islandzkiego futbolu w ostatnich latach związany jest z rozwojem obiektów treningowych. Niegdyś piłkarze nie grali przez większą część roku w związku z pogodą. - Gdy byłem młodszy, musieliśmy trenować na żwirowym boisku. W zimie można było tylko biegać, nic więcej. Teraz mamy wiele krytych boisk ze sztuczną nawierzchnią, gdzie można ćwiczyć przez cały rok. To pomogło wielu młodym i uzdolnionym technicznie piłkarzom. Wydaje się, że dopływ utalentowanych piłkarzy się nie zatrzyma. Przyszłość islandzkiego futbolu rysuje się w jasnych barwach - tłumaczy Birkir Saevarsson, zawodnik norweskiego Brann Bergen.

Nawet nie najlepsze warunki, w jakich rozwijali się tamtejsi piłkarze przed laty, nie powstrzymywały ich przed robieniem karier. - Gdy zdasz sobie sprawę, że liczba ludności w Islandii jest podobna do tej w Boltonie, to dziwisz się, jak wielu piłkarzy pochodzi stamtąd. Islandczycy grają w całej Europie - mówił już w 2003 roku Sam Allardyce, wówczas menedżer Boltonu Wanderers.

Praca od podstaw

Błędem byłoby twierdzenie, że tylko infrastruktura treningowa zmieniła się na lepsze. Ogromny nacisk postawiono na edukację trenerów. Tak samo dzieje się z lekcjami wychowania fizycznego w szkołach - bez spełnienia tych punktów wszystkie inne działania byłyby bezcelowe, pozbawione sensu. Postawiono na pracę od podstaw. Jako iż piłkarzy nie ma wielu (zarejestrowanych jest ponad 22 tysiące, co stanowi aż 7% populacji), można bardziej skupić się na jednostkach, eliminując ich wady. Islandczycy sami o sobie mówią, że nie mają wielkiego talentu ani umiejętności, lecz jako największą zaletę wskazują swoją ciężką pracę oraz profesjonalne postępowanie.

- Mamy odpowiednie nastawienie, ciężko pracujemy oraz dobrze mówimy po angielsku - tłumaczy sukcesy islandzkich piłkarzy Gylfi Sigurdsson ze Swansea. Dawniej Islandczycy emigrowali głównie do norweskich czy szwedzkich klubów. Dziś można ich spotkać w całej Europie, gdyż żaden zawodnik myślący o poważnej karierze nie może sobie pozwolić na pozostanie w kraju. Liga islandzka w rankingu krajowym UEFA zajmuje dopiero 35. miejsce, między Gruzją a Bośnią i Hercegowiną. Wyniki w pucharach stopniowo się poprawiają, ale to i tak za mało. Spośród 23 powołanych piłkarzy na ostatnie dwa mecze, tylko trzech gra w tamtejszej lidze - z czego dwaj to bramkarze.

To dobre miejsce jedynie na rozpoczęcie kariery. Choć w zeszłym roku w BV Vestmannaeyjar pojawiła się prawdziwa gwiazda - były bramkarz reprezentacji Anglii David James. Nie tylko grał w piłkę, ale jednocześnie pełnił funkcję trenera. Dzięki niemu frekwencja znacznie wzrosła nawet pomimo przeciętnych wyników i miejsca w środku tabeli. Na mecze IBV przychodziło regularnie ponad tysiąc widzów. Przed jego przyjściem i po jego odejściu na stadionie pojawia się ich tylko 500 czy 600.

Najlepszy strzelec

Wspomniany wcześniej Sigurdsson to dziś największa gwiazda reprezentacji. Po odejściu z Tottenhamu i powrocie do Swansea odżył. W tym sezonie angielskiej Premier League zdobył bramkę i zaliczył aż sześć asyst w siedmiu meczach. Nazywany czasem "islandzkim Beckhamem" zawodnik strzelił obie bramki w meczu z Holandią oraz po jednej z Łotwą i Turcją. Wraz z Omerem Damarim (Izrael) oraz Robertem Lewandowskim jest najlepszym strzelcem w eliminacjach Euro 2016, ale grał przeciwko dużo silniejszym rywalom. Damari strzelił hat tricka w meczu z Andorą oraz pokonał bramkarza Cypru, a Lewandowski wszystkie gole wbił Gibraltarowi.

Dziś Sigurdsson pełni rolę "ambasadora" islandzkiego futbolu. Jest najbardziej znanym zawodnikiem z tego kraju. Niegdyś kimś takim był Eidur Gudjohnsen, były zawodnik Chelsea czy Barcelony. Ten ma już jednak 36 lat i powoli zbliża się do końca kariery. W reprezentacji już nie gra, zrezygnował z niej po przegranych barażach do MŚ 2014 z Chorwacją. Obecnie nie ma klubu. Ale reprezentacji nie pozostawił bez następców. O nich nie musi się obawiać. Islandczycy grają w całej Europie. Birkir Bjarnason występuje w Sampdorii, Emil Hallfredsson w Hellas Veronie, a kapitan reprezentacji Aron Gunnarsson w Cardiff City. Napastnicy Kolbeinn Sigborsson oraz Alfred Finnbogason grają w Ajaksie oraz Realu Sociedad.

Awans o prawie 100 miejsc w rankingu FIFA w 3 lata

Zwycięstwo z Holandią to najlepszy wynik tej reprezentacji w historii. Niektóre ich akcje mogły wzbudzić zachwyt.



Ale parę lat temu to byłaby jeszcze większa sensacja. Bo w eliminacjach MŚ 2014 Islandczycy zajęli w swojej grupie drugie miejsce i zagrali w barażach. U siebie zremisowali z Chorwacją 0:0 - było to pierwsze spotkanie reprezentacji na własnym stadionie rozegrane w listopadzie! - natomiast na wyjeździe polegli już 0:2.

Rozczarowanie było spore, bo apetyty na wyjazd do Brazylii zostały rozbudzone. Ale i tak mało kto narzekał. Bo gdy w czerwcu 2011 roku losowano grupy eliminacyjne, "Strakarnir okkar" (Nasi chłopcy) zajmowali 121. miejsce w rankingu FIFA - niżej znajdowało się tylko pięć europejskich reprezentacji! Rywalami Islandii były Szwajcaria, Słowenia, Norwegia, Albania oraz Cypr. W kwalifikacjach Euro 2012 Islandczycy zdobyli zaledwie 4 punkty. Wszystkie w pojedynkach z Cyprem. W eliminacjach MŚ 2010 wyrwali przeciwnikom 5 oczek, ale i tak okazali się gorsi nawet od Macedonii. W kwalifikacjach do Euro 2008 w 12 meczach zdobyli 8 pkt - tylko o jeden więcej niż Liechtenstein (zremisowali z nimi 0:0 i przegrali 0:3!) i aż cztery mniej od Łotwy. Dziś w rankingu FIFA Islandczycy znajdują się na 34. pozycji. Ale po pokonaniu Łotwy oraz Holandii mogą awansować nawet do czołowej trzydziestki. Postęp, jaki dokonał się w tej reprezentacji w ostatnich latach, jest olbrzymi.

Wyniki odmieniły się, gdy federacja zdecydowała się zatrudnić prawdziwego selekcjonera. Wybrała Larsa Lagerbacka, który prowadzenie reprezentacji ma we krwi. Przez 9 lat prowadził Szwecję, a podczas MŚ 2010 dowodził Nigerią. Za każdym razem odnosił co najmniej przyzwoity wynik.

Do końca poprzednich eliminacji kadrę Islandii prowadził sam. Od tego czasu działa w duecie z Heimirem Hallgrimssonem; ten już wcześniej był jego asystentem. Ale jak mówi Lagerback, tak naprawdę nic się nie zmieniło. Od początku pracowali razem, bo "cztery oczy widzą więcej niż dwa".

Lagerback już kiedyś działał w duecie. Przez cztery lata prowadził Szwecję wraz z Tomasem Soderbergiem. Najpierw był jego asystentem, ale po dwóch latach ich role się zrównały - tak jak teraz w jego przypadku i Hallgrimssona. Ten poprowadzi Islandię samodzielnie po Euro 2016. Lagerback przejdzie wtedy na emeryturę. Chce zakończyć karierę na wielkim turnieju.

Więcej o: