Sport.pl

Waśkiewicz: Premier powinien walczyć o igrzyska

- Mamy potężny argument przy próbach zdobycia organizacji kolejnych wielkich imprez - mówi po sukcesie Euro 2012 wiceprezes PKOl, Zbigniew Waśkiewicz. - Zimowe areny po igrzyskach niekoniecznie byłyby wykorzystywane. Może więc lepiej byłoby inwestować w sportowe obiekty w Warszawie i starać się o letnie igrzyska? - zastanawia się szef Polskiego Związku Biathlonu. - W starania powinien zaangażować się premier - twierdzi Waśkiewicz.
Łukasz Jachimiak: Za organizację Euro 2012 Polska jest chwalona na całym świecie. Myśli pan, że teraz możemy pójść za ciosem i postarać się zdobyć dla któregoś z naszych miast igrzyska olimpijskie?

Zbigniew Waśkiewicz: Wszystkie decyzyjne gremia zanim dadzą komuś dużą imprezę chcą sprawdzić, jak ten ktoś radzi sobie z organizacją imprez nieco mniejszej rangi. Euro 2012 to wielki turniej, bardzo skomplikowane przedsięwzięcie, a wygląda na to, że wszyscy odpowiedzialni za organizację się sprawdzili. Jeśli chodzi o strategiczne obszary, wszystko było bardzo dobrze. Lotniska działały świetnie, do dróg, o które tak się baliśmy, też nie było większych zastrzeżeń. Jeśli rząd tak mocno wsparłby i finansowo, i logistycznie kolejną imprezę, to jestem przekonany, że również ona skończyłaby się sukcesem. A rząd chyba chce wspierać sport. Niedawno minister Mucha pojechała z prezesem Kraśnickim na kongres Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej i od razu otrzymaliśmy i młodzieżowe mistrzostwa Europy, i zaraz po nich mistrzostwa Europy seniorów. Przy dużych imprezach rządowe deklaracje są niezbędne. Euro 2012 pokazało, że one nie były bez pokrycia. W Polsce po raz pierwszy w historii toczyły się gigantyczne inwestycje okołosportowe, więc skoro pokazaliśmy, że potrafimy, to możemy być optymistami. Przy próbach zdobycia organizacji kolejnych wielkich imprez mamy potężny argument.

Chce pan powiedzieć, że teraz mamy coś, czego brakowało Zakopanemu, które chciało zorganizować zimowe igrzyska olimpijskie w 2006 roku?

- Na pewno Zakopane miałoby teraz większe szanse, ale chyba we współpracy ze słowacką Łomnicą, w której odbyłyby się konkurencje narciarstwa zjazdowego. Warunkiem starań są oczywiście odpowiednie obiekty. Trudno dostać imprezę, kiedy ich się nie ma. Międzynarodowy Komitet Olimpijski szuka albo takich miejsc, gdzie one już istnieją, albo takich, gdzie ich powstanie zagwarantuje rząd. Myślę, że w starania o igrzyska powinien zaangażować się premier z pełną deklaracją sfinansowania. Wtedy działacze wiedzą, że nie przedstawia im się wizji burmistrza, tylko poważny, rządowy projekt. Według mnie realne jest zorganizowanie u nas i letnich, i zimowych igrzysk. To naprawdę gigantyczna inwestycja, ale na pewno dalibyśmy sobie radę. Teraz przygotować taką imprezę pomaga wiele wyspecjalizowanych firm, przecież przy mistrzostwach Europy też wykonywaliśmy patent organizacyjny, który dostaliśmy od UEFA. Trzeba jednogłośnego poparcia rządowego i można działać.

Gdybyśmy decydowali się walczyć o zimowe igrzyska, to w Zakopanem mamy skocznie i to chyba koniec obiektów, którymi możemy się pochwalić? Słowacy pewnie użyczyliby nam tras zjazdowych, ale do zbudowania pozostają hale do hokeja i łyżwiarstwa, tor dla bobsleistów i saneczkarzy, trasy biegowe. Może lepiej byłoby inwestować w bardziej prestiżowe, letnie igrzyska?

- Może to dobry pomysł, choćby dlatego, że zawsze łatwiej inwestować w obiekty sportowe w dużym mieście. Gdybyśmy chcieli zorganizować igrzyska w Warszawie, to później ze zbudowanych obiektów korzystać mogłoby 1,5 mln ludzi. A takie zimowe areny po igrzyskach niekoniecznie byłyby używane.

Gdybyśmy postawili na Warszawę, MKOl mógłby pozwolić nam skorzystać z obiektów rozrzuconych po kraju, np. z toru dla wioślarzy i kajakarzy Poznaniu albo ze stadionu z bieżnią dla lekkoatletów w Chorzowie?

- Na pewno nie tędy droga. Tylko stolica, tylko budowa nowych obiektów i wioski olimpijskiej na miejscu. Igrzyska to mocno przemyślana impreza, który musi odbywać się w jednym miejscu. Oczywiście robi się wyjątki, np. regaty żeglarskie, które wymagają specyficznych warunków, mogą się odbyć z dala od miasta igrzysk. Ale to są wyjątki, a generalnie wszystko ma być w jednym miejscu, żeby kibice mogli swobodnie przemieszczać się z zawodów na zawody.

Ile lat według pana Warszawa potrzebuje, żeby powstały w niej takie obiekty jak duży, olimpijski stadion, pływalnia, hala?

- Myślę, że to jest kwestia podjęcia decyzji i deklaracji rządu, że jest przygotowany na ogromne inwestycje, wiadomo też, że zainwestować musi miasto. Warto szybko zacząć projektowanie i budowę poszczególnych obiektów i po drodze starać się o zorganizowanie na nich mniejszych imprez niż igrzyska. Takie zawody jak np. mistrzostwa świata w pływaniu wzmacniałyby naszą pozycję. Po czterech-pięciu latach takich działań stalibyśmy się mocnym kandydatem. Trzeba działać, nie ma na co czekać, bo samo nic się nie zrobi. Trzeba stworzyć wielki projekt inwestycyjny, który dla polskiego sportu byłby bardzo dobry. A jeśli chodzi o infrastrukturę pozasportową, to tu nie mamy się czego obawiać. Warszawa rozbudowuje metro, ma coraz lepszy dojazd z lotniska, za chwilę będzie europejską metropolią. Pytanie jest tylko jedno - czy rząd będzie chciał wydać wielkie pieniądze na budowę sportowych obiektów.

Kiedy według pana moglibyśmy zorganizować igrzyska?

- Starania o ich organizację to wielka, polityczna gra. Trzeba znaleźć poparcie, mieć ogromną siłę przekonywania, przyjaciół w zagranicznych komitetach olimpijskich. Trzeba próbować. Nawet jak się raz i drugi nie uda, to wielu rzeczy się nauczymy, dopracujemy projekt. Moim zdaniem udać mogłoby się już w roku 2024.

W Polskim Komitecie Olimpijskim padają takie pomysły jak Warszawa 2024?

- Każdy z prezesów, członków zarządu PKOl powie, że bardzo chciałby, żeby to się udało. Ale to nie zależy od nas. Decyzję musi podjąć rząd, on musi określić czy jest w stanie inwestować.



Więcej o: