Sport.pl

Euro 2012. Holandia już opuściła Kraków

Chcieli wrócić do domu z medalami, a opuścili Kraków jako najwięksi przegrani Euro 2012. Holenderscy piłkarze wylecieli ze stolicy Małopolski, a w kraju czekała na nich ogromna fala krytyki
W poniedziałek pod hotelem Sheraton, w którym mieszkali, zebrała się mała grupka kibiców, głównie dzieci i młodzieży. Otoczyli wejście i zza barierek po imieniu wywoływali wychodzących piłkarzy. Tyle że zawodnicy z opuszczonymi głowami i bez słowa wsiadali do autobusu, a niektórzy stosowali starą sztuczkę - z telefonem przy uchu udawali, że nie słyszą nawoływania. Z klasą zachowali się m.in. trener Bert van Marwijk czy Wesley Sneijder, którzy podeszli do fanów. Największą wrzawę wzbudził Robin van Persie, który najdłużej składał podpisy.

Po chwili Holendrzy w asyście radiowozów na sygnale odjechali w kierunku lotniska. Napis na ich autobusie - "Jedenaście lwów. Miliony kibiców. Razem jesteśmy silni" - brzmiał jak kiepski żart. Na boisku holenderskie gwiazdy przypominały raczej zbłąkane owieczki, nie sprawiały wrażenia zgranej drużyny, a fani zaczynają się od nich odwracać. Mecze Holendrzy rozgrywali w Charkowie, ale wizyty w Krakowie też nie będą dobrze wspominać.

"Holandia przestała się liczyć w światowym futbolu" - zaalarmował wczoraj poczytny dziennik "De Telegraaf" i napisał o "wielkim piłkarskim kacu". Dla pewnych siebie Holendrów Euro zakończone na ostatnim miejscu w grupie i bez punktu to wielka katastrofa. Tym bardziej że dwa lata temu z mistrzostw świata w RPA wracali jako wicemistrzowie. - Czy można to uznać za jedną z największych porażek w historii holenderskiej piłki? - pytamy Berta van der Lindena, dziennikarza holenderskiej gazety "AD".

- Nie. To wcale nie jest jedna z największych klęsk, ale zdecydowanie największa porażka, jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie występy Holandii w mistrzostwach świata i Europy. Problemem było zbyt duże ego piłkarzy. Oni nie wyglądali jak zespół, nie byli jednością, za mało walczyli - odpowiada.

Atmosfera w drużynie jest fatalna. Media żyją m.in. kłótnią Arjena Robbena z van Marwijkiem (gwiazdor w trakcie ostatniego meczu miał powiedzieć do trenera: "Zamknij się"). Wszystko wskazuje na to, że w zespole dojdzie do rewolucji. Posada selekcjonera, który przed mistrzostwami cieszył się dużym poparciem społecznym, wisi na włosku. Jako jego potencjalnych następców wymienia się m.in. Louisa van Gaala i Co Adrianse. - Dymisji trenera spodziewają się wszyscy, a powinno też dojść do zmiany pokoleniowej. Czas niektórych piłkarzy dobiegł końca - podkreśla holenderski dziennikarz.

Robert Maaskant, były trener Wisły, który podczas Euro pracował jako ekspert jednej z holenderskich telewizji, w rozmowie z nami wypowiada się ostrożniej: - W Holandii komentarze nie są chyba aż tak negatywne jak w Polsce. Trener Smuda przez kibiców został zwolniony już pięć minut po zakończeniu spotkania z Czechami. Choć w Holandii wszyscy piszą, że konieczna jest rewolucja, to kredyt zaufania van Marwijka jeszcze nie wygasł. Zasługuje na to, by zostać i zacząć budowę drużyny od nowa. Czy ja mógłbym zostać selekcjonerem? (śmiech ) Nie sądzę, są inni kandydaci.

Rozczarowani są też w Sheratonie, gdzie wszyscy żyli występami Holendrów. Do hotelowych barów przeniesiono dodatkowe telewizory, zbierali się tam kibice ubrani na pomarańczowo. - Co rzucało się w oczy? Holendrzy byli przede wszystkim niezwykle zorganizowani. Do tego do hotelu przychodziło bardzo dużo korespondencji. Odbieraliśmy kartki z całego świata z prośbami o autografy czy zdjęcia. Wiadomości od fanek do Robina van Persiego były motywem przewodnim tej wizyty - opowiada Marta Krzemińska z Sheratona.

Więcej o: