Sport.pl

Euro 2012. W grupie C wszystko jasne. Jakie wrażenia pozostawią po sobie Irlandczycy?

2 : 0
Informacje
Euro 2012 - Grupa C
Poniedziałek 18.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Włochy
2
Irlandia
0
Reprezentacja Irlandii w trzech meczach fazy grupowej Euro 2012 nie zdobyła nawet punktu. Co więcej, w trzech meczach zdobyła raptem jedną bramkę, a straciła ich aż dziewięć i była najsłabszym zespołem polsko-ukraińskiego czempionatu.
Choć irlandzcy piłkarze to bez wątpienia bardzo sympatyczni ludzie, gra w piłkę wychodzi im kiepsko. Przynajmniej na turniejach mistrzowskich, bo w eliminacjach poczynali sobie całkiem nieźle. Gdy jednak przyszło im grać z mocniejszymi przeciwnikami, odstawali wyraźnie.

Obrona dziurawa jak ser

Największe cięgi po występach na stadionach w Gdańsku i Poznaniu zebrać powinna irlandzka obrona. Każdy mecz Irlandii gwarantował, że padnie dużo bramek, ale na nieszczęście dla Irlandczyków - głównie na ich niekorzyść. Pierwszą bramkę na mistrzostwach stracili już w 3. minucie meczu z Chorwacją. "W grze" pozostawali niecałą pierwszą połowę (do 44. minuty remisowali 1:1), a ostatecznie skończyło się na 1:3. Jeszcze gorzej było w starciu z Hiszpanami. 4. minuta, Fernando Torres i 1:0 dla rywali. Szybko tracone bramki "ustawiały" mecze, a Irlandczycy nie byli w stanie potem się już podnieść. Długo opierali się za to Włochom, pierwszą bramkę stracili dopiero w 35. minucie. Skończyło się i tak w miarę bezboleśnie, na gładkim 0:2.

Zatrważająca indolencja strzelecka

Nie ma drugiego zespołu na polsko ukraińskim turnieju, w którym żaden z napastników danej drużyny nie zdołałby skierować piłki do siatki choćby jeden raz. Dla Polaków strzelał Robert Lewandowski, dla Szwedów Zlatan Ibrahimović, dla Holendrów Robin van Persie. Dla Irlandczyków zaś jedyną bramkę zdobył Sean St Ledger, nominalny obrońca. Dyspozycja legendy irlandzkiej piłki, Robbiego Keana, wołała o pomstę do nieba. Jeszcze gorszy był Kevin Doyle. A Jon Walters i Simon Cox, gdy już pojawiali się na murawie, nie wnosili na nią nic poza obecnością. Dla przykładu, w meczu z Włochami Irlandczycy pierwszy celny strzał na bramkę oddali w... 60.minucie. Strzelał pomocnik, Keith Andrews. Indolencja atakujących zespołu z Zielonej Wyspy miała więc z pewnością duży wpływ na tak tragiczny występ drużyny w turnieju.

Giovanni, why?

Włoski szkoleniowiec Giovanni Trapattoni w każdym innym kraju po występie na turnieju mistrzowskim w takim stylu, jak prowadzona przezeń Irlandia, z pewnością żegnałby się już z posadą. Jednak nie w tym przypadku. 73-letni "Trapp" (najstarszy szkoleniowiec w historii mistrzostw Europy) jest w Irlandii traktowany jak król. Kibice wybaczają mu wszelakie wpadki, nie zważają na kiepskie występy. Przed meczem w Poznaniu z Włochami, do którego Irlandia przystępowała już jako outsider grupy C, na twarzach wielu irlandzkich kibiców dostrzec można było maski z podobizną Trapattoniego. Sam szkoleniowiec zaś zadeklarował, że chętnie poprowadzi "Boys in Green" w eliminacjach do MŚ w Brazylii w 2014 roku. Cóż, wychodzi na to, że szkoleniowiec najgorszego zespołu mistrzostw, ma jednocześnie najcieplejszą i najbezpieczniejszą posadę ze wszystkich trenerów w stawce.

Jednego nie zabrakło - ambicji

Jeśli Irlandczyków można za coś wyróżnić, to za ambicję i walkę do końca. Tracili kolejne bramki, nie mieli już szans na zwycięstwo, a w każdym kolejnym meczu zasuwali ile mieli tylko sił w płucach. Wiele zespołów, które na Euro 2012 zaprezentowało się lepiej od Irlandczyków, akurat tego elementu spokojnie mogłoby się od nich uczyć. Swój najlepszy występ Irlandczycy zanotowali w ostatnim meczu, przeciwko Włochom. Dopóki Mario Balotelli nie ukąsił ich drugą bramką, grali z utytułowanym rywalem jak równy z równym. Więcej, stworzyli sobie nawet kilka sytuacji do zdobycia bramki. I choć zdawali sobie sprawę, że grają już tylko o honor - ów honor zdawał się dla nich ważniejszy niż nawet zdobycie mistrzowskiego tytułu. - Daliśmy z siebie wszystko, to było nasze maksimum. Trudno przyjąć do wiadomości, że to nie wystarczyło nawet do podjęcia walki - mówił jeszcze przed meczem z Włochami obrońca Richard Dunne. I trudno odmówić mu racji, bo ambicji Irlandczykom nie brakowało ani trochę. Zabrakło zaś umiejętności.

Tylko kibiców żal

Irlandzcy piłkarze nie zostali więc odkryciem turnieju, w odróżnieniu od swoich kibiców. Swoich piłkarzy dopingowali przez cały turniej, bez względu na osiągane przez nich wyniki. Nawet przy 0:4 z Hiszpanią na kilka minut przed końcem wyśpiewali z całych sił "Fields of Anthery", swój nieoficjalny hymn. PGE Arena zadrżała wtedy w fasadach, a irlandzcy kibice tuż po hiszpańskiej klęsce przystąpili do... świętowania na ulicach Gdańska. - Czym mamy się martwić? Tutaj jest świetnie, turniej jest świetny, Hiszpanie byli świetni. A nasi piłkarze? I tak mamy ich głęboko w sercach - tłumaczył nam jeden z nich tuż po tamtym meczu. Podobnie było w poniedziałek w Poznaniu, śpiewy kibiców z Zielonej Wyspy przez cały dzień niosły się po mieście, potem przeniosły się na stadion, a teraz z powrotem wracają na miasto. Naprawdę szkoda, że prawdopodobnie najlepsi kibice na świecie nie będą już malować na zielono polskich ulic.

Więcej o: