Sport.pl

Król irlandzkich kibiców pił pod Sheratonem

1 : 3
Informacje
Euro 2012 - Grupa C
Niedziela 10.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Irlandia
1
Chorwacja
3
- Byłem na Euro 88 i trzech mundialach. W Polsce mogę zaliczyć setny wyjazdowy mecz naszej reprezentacji. Musimy tylko dojść do półfinału - mówi Aban ?Abo? McGrath, którego spotykamy przy popijaniu irlandzkiego piwa pod hotelem Sheraton
Nie jest sam. Towarzyszą mu koledzy z Irlandii, a także chorwaccy kibice. Wspólnie żartują, śmieją się. Na moment wychodzą przed hotel. Spotykam ich przed wejściem. - Atmosfera jest bardzo przyjazna - mówi mi jeden z Irlandczyków.

Jeden z Chorwatów jest już trochę pijany. Podsuwa mi pod nos butelkę piwa. Gdy grzecznie odmawiam, tłumacząc, że jestem w pracy, ze śmiechem woła: - F... you!

A 47-letni Aban McGrath mówi: - Nie słuchaj go. Chodź, pogadamy.

I zaczyna opowiadać. Jest doświadczonym kibicem, nie opuszcza prawie żadnego meczu reprezentacji. Zaczął za nią jeździć w 1982 r. Mimo że minęło ponad ćwierć wieku, doskonale pamięta ten pierwszy mecz: - To było w Lansdowne Road. Irlandia grała wtedy z Hiszpanią. Był remis 3:3, dwie bramki dla nas strzelił Frank Stapleton, a jedną dołożył Ashley Grimes - wylicza. (Sprawdzam potem w internecie. I wszystko się zgadza!).

Na Bułgarskiej już był. Ale 21 lat temu

Z zawodu jest artystą rysownikiem. To ułatwia mu sprawę, bo nie ma określonych godzin pracy. Może bez problemu realizować swoją pasję i jeździć na mecze. - To nie tylko pasja. To całe moje życie! - podkreśla. Był już z reprezentacją Irlandii na Euro 88 (w Niemczech), mundialach w 1990 r. (Włochy), 1994 r. (USA), a nawet w 2002 r. w dalekiej Korei i Japonii. I zawsze starczy mu pieniędzy na wyjazdy: - Czasem zapłacę, czasem pożyczę albo komuś ukradnę - żartuje.

Cieszy się, że w Poznaniu nie jest tak drogo jak we wspomnianej Japonii. Zresztą u nas też już był. W 1991 r. Polska grała z Irlandią właśnie w Poznaniu, na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Teraz, po ponad 20 latach, zajrzał w to samo miejsce, a wieczorem wybiera się na mecz: - Wiem, że to ten sam stadion co wtedy. Tylko teraz jest dużo większy.

Do setki chce dobić w Polsce

Pytam go, na ilu meczach reprezentacji już był? W sumie ciężko policzyć. Wie za to, że tych wyjazdowych było dotąd 95. Dziś z Chorwacją będzie 96. - Zbliżam się do setki. Mam nadzieję, że ten jubileusz przeżyję podczas Euro. Jak daleko musielibyśmy dojść, żeby tak się stało? Do ćwierćfinału? A nie, do półfinału - kalkuluje McGrath.

A co robi pod Sheratonem? Chyba tu nie mieszka, skoro z pieniędzmi czasem u niego krucho... Okazuje się, że dobrze się zna z lekarzem reprezentacji (piłkarze i sztab zatrzymali się właśnie w Sheratonie). - Z Trapattonim [włoski trener reprezentacji Irlandii - przyp. red.] też się znam. Niedawno nawet razem piliśmy i rozmawialiśmy - chwali się. Mówi, że nawet może mi wysłać zdjęcia z tego spotkania na dowód. - Giovanni to dobry trener. Dlatego nie boję się Włochów, pokonamy ich. A dziś z Chorwacją wygramy 2-1 i wyjdziemy z grupy.

Na koniec prowadzi mnie do wnętrza hotelu. Tam na parterze, przy barze aż roi się od zielonych koszulek. Aban McGrath woła swojego kolegę Willy'ego Englisha. - Jeździ ze mną na wszystkie mecze - przedstawia go. Razem pozują do zdjęcia. Żegnają się i dołączają do kolegów, by dalej rozprawiać o piłce i nadchodzącym meczu. Na Abana wszyscy wołają: "Abo!"

Więcej o: