Sport.pl

Euro 2012. Cesare Prandelli - dobry trener, ale bez wielkich sukcesów

Cesare Prandelli nie ma na koncie mistrzostwa Włoch. W Serie A nie prowadził nawet drużyny, która walczyłaby o tytuł. Przez kilka dni był trenerem Romy, ale zrezygnował jeszcze przed startem sezonu. Jest jednak ceniony i dwa lata temu działacze federacji nominowali go na selekcjonera squadra azzura
Głównym zadaniem Prandellego było przeprowadzenie zmiany pokoleniowej. Z reprezentacją mieli pożegnać się piłkarze, którzy w 2006 roku zdobyli mistrzostwo świata, a na ich miejsce w kadrze mieli znaleźć się młodzi. Przez dwa lata szkoleniowiec budował drużynę według tego modelu. Ze złotej drużyny zostali bramkarz Gianluigi Buffon, pomocnicy Daniele De Rossi i Andrea Pirlo. Z doświadczonych graczy selekcjoner stawiał także na - pomijanego przez Marcello Lippiego - Antonio Cassano.

Gdy w listopadzie piłkarz przeszedł operację serca, Prandelli zapowiedział, że powoła go niezależnie od formy, jeśli tylko napastnik Milanu wróci do gry w piłkę. Spełnił obietnicę, a miejsce w zespole znalazł także dla Mario Balotellego, choć wcześniej przez kilka miesięcy nie powoływał go na zgrupowania, bo - jak tłumaczył - jego zachowanie nie licuje z godnością reprezentanta.

- Prandelli ma na niego zbawienny wpływ. Pod jego skrzydłami piłkarz zmienia się w grzecznego chłopca - przekonuje Stefan Bielański, korespondent "La Gazzetta dello Sport".

Euro 2012 w telewizji obejrzą za to Alberto Gilardino, Alessandro Matri i Giampaolo Pazzini, którzy wcześniej regularnie występowali w kadrze. Zamiast nich selekcjoner wolał postawić na 35-letniego Antonio Di Natale (w ostatnich sezonach był najskuteczniejszym piłkarzem ligi, ale nie grał w kadrze), Fabio Boriniego i Marco Verrattiego (zawodnik Serie B). Powołania zaskoczyły wszystkich, podobnie jak zmiana sposobu, w jaki wypowiada się trener. Wcześniej Prandelli mówił, że Włosi może nie są faworytami, ale zawsze lubili zaskakiwać i stać ich na tytuł. Teraz podkreśla, że celem jest to, by jego drużyna grała tak, by rodacy mogli być z niej dumni.

Po cichu Prandelli pewnie marzy o mistrzostwie, bo do tej pory jego największym osiągnięciem były awanse do Serie A z Veroną i Venezią. Mimo to na Półwyspie Apenińskim ma opinię bardzo dobrego trenera. W ekstraklasie pracował tylko siedem sezonów, ale trzy razy zdobywał nagrodę dla najlepszego trenera. Zanim został selekcjonerem, pięć lat prowadził Fiorentinę. We Włoszech to rzadkość, bo krewcy prezesi zwalniają szkoleniowców równie często jak Janusz Wojciechowski, właściciel Polonii Warszawa.

Ligowa kariera Prandellego zaczęła się w Parmie, z którą w dwóch sezonach z rzędu zajmował piąte miejsce, choć klub miał problemy finansowe. Jego praca zwróciła uwagę działaczy Romy. Trenował ją jednak tylko przez kilka dni. Zrezygnował po tym, jak pogorszył się stan zdrowia jego żony. Opiekował się małżonką, a do zawodu wrócił dopiero po roku.

Szkoleniowiec często występuje we włoskich mediach. Wypowiada się w nich nie tylko na temat piłki nożnej, lecz także w sprawach społecznych i obyczajowych. Niedawno napisał wstęp do książki o homoseksualizmie w sporcie. - Homofobia to rasizm. W świecie sportu homoseksualizm wciąż jest tabu. Mam nadzieję, że wkrótce niektórzy zawodnicy zrobią coming-out, bo każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą - uważa Prandelli.

Włosi z Krakowa wyjadą
Więcej o: