Sport.pl

Reprezentacja Polski. Wasilewski na wariackich papierach

Zanim doznał koszmarnej, grożącej końcem kariery kontuzji złamania nogi, był jednym z najważniejszych piłkarzy kadry Leo Beenhakkera. Franciszek Smuda powołał go dopiero teraz, zmuszony przez splot nieszczęśliwych okoliczności
Reprezentacja w piątek zagra sparing z Meksykiem, a we wtorek z Niemcami. Marcin Wasilewski prawdopodobnie wystąpi w pierwszej jedenastce, choć jeszcze w niedzielę w ogóle nie było go w kadrze.

Co więcej, selekcjoner nie powołał ani jednego prawego obrońcy. Po dyskwalifikacji Łukasza Piszczka i kontuzji Grzegorza Wojtkowiaka chciał na tej pozycji wystawić defensywnego pomocnika Dariusza Dudkę. Gdy w sobotę urazu doznał stoper Hubert Wołąkiewicz, wezwany został Łukasz Broź. Prawy obrońca Widzewa też przyjechał z urazem i dopiero wtedy zadzwoniono do Wasilewskiego. - Wypadło siedmiu obrońców i przyszedł mi do głowy Marcin. Muszę posklejać drużynę. Pomyślałem, że dam mu szansę. Nie wykluczam, że zostanie do Euro 2012 - mówi trener Franciszek Smuda.

Przed powołaniem selekcjoner rozmawiał z liderami reprezentacji - kapitanem Błaszczykowskim, jego zastępcą Murawskim oraz Dudką. Wszyscy poparli 31-letniego obrońcę. W drużynie, która awansowała na Euro 2008, Wasilewski był jednym z najważniejszych i najbardziej lubianych piłkarzy. Koledzy nazywali go "walecznym sercem", Belgowie - "polskim czołgiem", a Beenhakker - "Schwarzeneggerem". Smuda na bohaterów kadry holenderskiego trenera reaguje jednak alergicznie. Nigdy nie powołał Mariusza Lewandowskiego, przepędził Michała Żewłakowa i Artura Boruca, kpił z Ebiego Smolarka. Dudka nie ma pewnego miejsca ani stałej pozycji w kadrze. - Kontuzje przyspieszyły decyzję o powołaniu Marcina. Planowaliśmy zabrać go na październikowe mecze. Wasilewski nie jest jeszcze w najwyższej formie, wszyscy pamiętamy o jego problemach - mówi Hubert Małowiejski, asystent selekcjonera.

Przez dwa lata obrońca Anderlechtu przebył drogę z nieba do piekła i z powrotem. 30 sierpnia 2009 r., w 27 minucie meczu ze Standardem Liege, zrobił wślizg, a Axel Witsel spadł na jego prawą nogę. Kości piszczelowa i strzałkowa pękły z hukiem.

30 sierpnia 2011 r., czyli dokładnie dwa lata po najgorszej chwili w karierze, znów wyszedł na trening reprezentacji. - Cudem był ubiegłoroczny powrót na boisko po wielomiesięcznej rehabilitacji, teraz spełniło się największe marzenie. Znowu jestem w reprezentacji! Kadra to dla mnie zawsze było coś więcej. Jej meczów nie da się odbębnić, dla niej zawsze gram na maksa, z największym poświęceniem - powiedział Wasilewski.

Robert Lewandowski: - Przyda się jego doświadczenie z kadry i pucharów.

Błaszczykowski: - Jestem pewien, że Marcin sobie poradzi. Dobrze mi się z nim współpracowało na skrzydle. Koncentrowałem się na grze do przodu, bo on trzymał wszystko z tyłu. To nie tylko ważny zawodnik, ale i duża osobowość. Umie budować atmosferę. Drużyna potrzebuje takich postaci: z charakterem i charyzmą. Nie jesteśmy grzecznymi chłopcami, "Wasyl" umie się odezwać, na boisku pierwszy staje do walki. Numerem jeden na prawej obronie jest Łukasz Piszczek, ale Marcin mógłby się przydać w środku.

Małowiejski mówi, że we wrześniowych spotkaniach Wasilewski będzie grał na prawej obronie, ale później być może zostanie wypróbowany na pozycji stopera.

Selekcjoner zna piłkarza z Lecha. Jesienią 2006 r. poznaniacy stracili 21 bramek w 15 meczach, a Smuda zarzucał mu, że zamiast skupiać się na defensywie, poświęca się atakom. Wypominał braki techniczne, narzekał, że zamiast rozpoczynać ataki, wybija piłkę w trybuny. - Mam nadzieję, że przez pięć lat w Anderlechcie sporo się zmieniło - mówi Smuda.

- Dołączyłem do drużyny na wariackich papierach. Dla mnie to nie była żadna ujma, że pierwszym wyborem trenera był Broź - mówi Wasilewski. - Nie wiem, czy w drużynie będzie lepiej, ale może trochę weselej? Na boisku zostawię dużo serca. Wiem, że najbliżsi rywale są mocni, ale nie pękam. Jeśli chcemy zwojować coś na Euro, musimy grać z najlepszymi. A ja zrobię wszystko, żeby to powołanie nie było pierwszym i ostatnim.

Marcin Wasilewski w reprezentacji Polski zagrał w 38 meczach. Więcej z powołanych na wrześniowe sparingi mają tylko Jakub Błaszczykowski (42) i Dariusz Dudka (54)

Dla Sport.pl Jacek Bąk, były kapitan reprezentacji Polski

"Wasyla" trzeba brać, ucieszyłem się, gdy dostał powołanie. Znam chłopaka i ręczę za niego. Trener Smuda musi wiedzieć, że reprezentacja Polski to nie tylko jedenastu piłkarzy, którzy grają. W kadrze na Euro będzie ich 23 i ktoś taki jak Wasyl jest niezbędny. Nigdy nie pęka przy robocie, jest agresywny, niczego się nie boi. Uraz zahamował jego rozwój. Gdyby nie połamana noga, grałby w lepszej lidze niż belgijska. Miał oferty z Anglii. Niezłomny charakter i niesłychaną determinację pokazał, dochodząc do sprawności. Myślę, że nie jest już taki nadpobudliwy i impulsywny. Czasem zapominał się na boisku, teraz łapie coraz mniej głupich kartek. Gdybym był trenerem, chciałbym mieć takiego faceta w kadrze! Był na mistrzostwach Europy i świata, a wcześniej te awanse wywalczył. Nie wiem, czy obecna kadra dokonałaby czegoś podobnego. Wierzę w "Wasyla", nie ma opcji, żeby nie podołał. Kto go zna i grał z nim choć przez minutę, to w niego nie zwątpi. Niech trener Smuda się nie boi, że stworzy mu jakąś grupę "lambada". Tyle czasu nie grał, płakał z bólu, a teraz po powrocie do reprezentacji miałby odwalać jakieś numery? Takich osobowości kadrze brakuje.

Więcej o: