Skoki spadochronowe. Ziemia jest tak absurdalnie daleko, jakby była mapą Google'a

Dominik Szczepański
14.10.2015 14:08
Tomek tyle co wyskoczył z samolotu

Tomek tyle co wyskoczył z samolotu (fot. Jacek Grabowski)

Wszyscy już wylądowaliśmy. Kicam obok Carlosa i Tomka oszołomiony. Tomek śmieje się i przeprasza, że krzyczał i przeklinał, a ja zastanawiam się, jak to możliwe, że o tym pamięta?

Tomek zaraz po tym, jak wyskoczył z samolotu, poczuł w nosie krew. Gdy już był na ziemi, sprawdził, czy nie zabrudził nią kombinezonu, ale żadnej nigdzie nie było. Wydawało mu się?

Siedzieliśmy w barze Skydive.pl na lotnisku Kruszyn pod Włocławkiem i jedliśmy obiad.

- Dalej trzęsą mi się ręce - śmiał się Tomek, pokazując nam dłoń, która rzeczywiście drgała. Drugą trzymał  widelec i próbował nadziać ziemniaka, ale niespecjalnie się na tym skupiał, więc kartofel raz po raz spadał na talerz.

Popatrzyłem na moje kartofle i zdałem sobie sprawę, że też w zasadzie nie zależy mi teraz najbardziej na jedzeniu. Dwadzieścia minut wcześniej byliśmy 4400 metrów wyżej. My, tzn.: Tomek, zwycięzca konkursu Ekipy Ekstremalnej, rowerowy wariat, który najchętniej przyczepiłby do swoich ''dwóch kółek'' wielkie sakwy i ruszył w nieznane; vloger Jacek Gadzinowski i ja.

- Tomek, a co napisałeś w zgłoszeniu konkursowym?

- Że zawsze marzyłem o skoku na bungee albo ze spadochronem. Że chciałbym poczuć tę prędkość i pęd zapierający dech w piersiach. Taka dawka adrenaliny wystarczyłaby aż do kolejnego, ekstremalnego pomysłu.

Nasza Ekipa Ekstremalna - ja, Tomek i JacekNasza Ekipa Ekstremalna Renault Kadjar fot. Franek Przeradzki

Pomyślałem, że to kolejna osoba skrojona w sposób, który nie pozwala jej długo usiedzieć w jednym miejscu bez kombinowania, jakby tu przeżyć coś innego, niż ma na co dzień.

Emocje w pigułce

Mam problem z opisaniem tego, co właściwie się tam wydarzyło, bo kompletnie nie spodziewałem się tak skumulowanych emocji. Nie byłem na nie gotowy i chyba dlatego wszystkiego nie zarejestrowałem.

Zacznijmy od tego, że skoki spadochronowe to adrenalina w pigułce. Wcześniej myślałem, że na ośrodki nerwowe działa pewnie nieco mocniej niż wspinaczka skałkowa, zimowe łupanie czekanami w lodospadzie, czy pływanie na tratwie w kolumbijskiej dżungli w otoczeniu metrowych kajmanów, do których szybko się przyzwyczajasz, bo są niegroźne i nie atakują większych od siebie.

To wszystko prawda: tamte rzeczy dają ci kopa energetycznego, ale to emocja rozłożona na wiele minut, godzin czy dni. Później pamiętasz dokładnie te momenty, trawisz je, długo zostają w tobie.

Skoki spadochronowe to zupełnie inna liga. Emocje są podawane w końskiej dawce, za pierwszym razem chyba nie do przetworzenia, przynajmniej dla mnie.

Założona w 2006 szkoła spadochronowa Skydive.pl na lotnisku Kruszyn prężnie działa zwłaszcza w weekendy. Wtedy niewielki samolot startuje kilka-kilkanaście razy dziennie i zabiera na pokład jednorazowo kilkanaście osób. Za pierwszym razem skacze się na ogół w tandemie. To tak jak my.

Wszystko zaczyna się od kilku minutowego szkolenia. Marcin, mój instruktor tłumaczy, że w samolocie trzeba się będzie przemóc i usiąść mu na kolanach. - Potem wstajemy, zginamy kolana, drzwi się odsuwają, stajemy na krawędzi. Odchyl głowę do tyłu i pamiętaj, że jak już wyskoczymy, to masz ją trzymać w takiej pozycji. Inaczej powietrze zatka ci gardło - nie otwieraj buzi! Dopóki będziemy spadać swobodnie, to stopy masz mieć ugięte w stronę pośladków. Jasne? - pyta, i sprawdza czy moja uprząż jest dobrze założona.

Carlos przekazuje Tomkowi swoje uwagi przed skokiemCarlos przekazuje Tomkowi swoje uwagi przed skokiem. fot. Franek Przeradzki

Minutę później staram sobie to wszystko powtórzyć, ale średnio mi idzie.

Wsiadamy do samolotu. W środku śmiejemy przez kilkanaście minut, przybijamy piątki. Później dochodzę do wniosku, że to wszystko po to, żeby nie myśleć. Drążę temat i pytam Marcina:

- Ile razy już skakałeś?

- Prawie 1700.

- I dalej masz frajdę, nawet jak skaczesz w tandemie?

Na moment przestaje się śmiać i patrzy poważnie. - Za każdym razem, nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego.

Przy tych słowach delikatnie się uśmiecha, jakby myślał o czymś bardzo odległym. To taki moment, że wierzysz we wszystko, co mówi, bo od niego zależy przecież twoje życie.

Ale po wszystkim uwierzyłem w jego słowa już bezgranicznie.

Czas na nas. Siadam mu na kolanach, przypina się do mnie i mocno dociąga paski. - Są dwa sposoby: albo komfortowo albo bezpiecznie - rzuca nie przestając się śmiać, a ja czuję, że ledwo mogę się ruszyć. Naciągam chustkę na uszy, zakładam na nie opaskę, sięgam po plastikowe okulary na gumkę. Podchodzimy do krawędzi.

Jacek tuż przed skokiem. Jeszcze tylko jeden krokJacek tuż przed skokiem. Jeszcze tylko jeden krok. fot. Artur Gregorczuk

Nie ma strachu. Ziemia jest tak absurdalnie daleko, wygląda nierealnie, jakby ktoś wyświetlił pod nami wielką mapę Google'a. Odchylam głowę, jeszcze niżej schodzę na kolanach i wychylam się do przodu. Przed nami pierwszy obrót.

Niepamięć

- Przepraszam, że darłem się jak głupi i przeklinałem - Tomek zwraca się po wszystkim do Carlosa, czyli Artura Karwowskiego, współwłaściciela Skydive.pl, członka polskiej kadry, który ma już na koncie 4500 skoków.

Wszyscy jesteśmy już na ziemi. Kicam obok Carlosa i Tomka oszołomiony. Tomek śmieje się i przeprasza, a ja zastanawiam się, jak to możliwe, że o tym pamięta?

Tomek po skokuTomek po skoku. fot. Jacek Grabowski

Ja pamiętam to tak: wyskoczyliśmy, zrobiliśmy obrót. A może było ich kilka? Parę dni wcześniej byłem w kinie na „Marsjaninie'' i tam była taka scena: astronauta patrzy przez otwartą kapsułę na wycinek kosmosu. Obraz wiruje, widać tylko czarną plamę, trochę gwiazd. Ja pamiętam, że podczas obrotu widziałem oddalający się samolot i białą plamę słońca.

Potem oko, chyba lewe, puściło łzy. Okulary nie zaparowały, łzy spłynęły w stronę policzka. Zatkało mi uszy, ale nie aż tak bardzo, żeby głowa zaczęła boleć. Przestaliśmy się kręcić. Chyba nic nie mówiłem, nie pamiętam żebym krzyczał. Nie było też strachu, że ziemia jest coraz bliżej, bo cały czas byliśmy tak wysoko, że trudno było zauważyć różnicę.

Pierwsza sekunda po opuszczeniu samolotuPierwsza sekunda po opuszczeniu samolotu fot. Krzysztof Jakoniuk

Powrót

Spadochron się otworzył. Pamiętam, że zdziwiłem się, bo nagle zrobiło się bardzo cicho. Widać było Wisłę i Toruń. To już dobrze pamiętam. Marcin pokazał mi, jak sterować spadochronem. Kilka minut później byliśmy na ziemi.

Po wszystkim podszedłem do Carlosa i wypowiedziałem te słowa, o których opowiadał mi kilka dni wcześniej, gdy chciałem o skokach spadochronowych dowiedzieć się jak najwięcej:

- Odłożę kasę i na wiosnę wracam na kurs.

Ten zanik pamięci nie daje mi spokoju. Jest przecież duża szansa, że następny skok już lepiej zapamiętam. Poza tym - kolejny krok, to skok już bez instruktora przyczepionego do pleców.

Zazdroszczę Tomkowi, w którym wspomnienia wciąż są wyraźne. W poniedziałek rano, dzień po skoku, pochylił się nad umywalką i aż podskoczył z wrażenia. Wydawało mu się, że to nie umywalka, a cztery kilometry powietrza.

Nasza ekipa na lotnisku KruszynNasza ekipa na lotnisku Kruszyn. fot. Franek Przeradzki

Zapisz się na skok na Skydive.pl >>

EKIPA EKSTREMALNA

Ekipa EkstRemalna to wspólny projekt Sport.pl i marki Renault, w ramach którego testujemy najfajniejsze rekreacyjne aktywności

Komentarze (3)
Zaloguj się
  • builder2005

    Oceniono 6 razy 6

    miałem tak samo, adrenalina na maxa, po lądowaniu jak pijany w oszołomieniu, mega pozytywna dawka emocji - dla takich chwil warto żyć

  • dariokrk

    Oceniono 1 raz 1

    Ja panicznie boje sie wysokosci. Juz na balkonie 6 pietro swiruje ale to fakt 4 km i swiadomosc ze niema odwrotu a pozniej to juz spokoj i nawet przez chwile zastanwiasz sie kiedy otworzy sie spadochron bo juz tak dlugo spadasz i spadasz.
    Bardzo surealistyczne doswiadczenie i chetnie je powtorze .

  • jacacc

    Oceniono 2 razy 0

    heh, też skakałem z Carlosem. Pięknie sobie to przypomnieć ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze