Sport.pl

Serwismen Justyny Kowalczyk, Rafał Węgrzyn: Serca nam pękały na finiszu, tak się denerwowaliśmy

. Planowaliśmy, że zmiana nart będzie po 10 i 20 kilometrze, ale byliśmy gotowi na każdą ewentualność. Justyna mówiła, co się dzieje. Była zadowolona. Na zjazdach doganiała Marit tak, że aż musiała się prostować. Ewidentnie jej narty jechały lepiej niż Norweżki - opowiada serwismen Justyny Kowalczyk, Rafał Węgrzyn. W sobotę Polka zdobyła srebrny medal igrzysk olimpijskich w wyścigu na 30 km. Polka wyprzedziła o 0,3 s Marit Bjoergen z Norwegii.
Rafał Węgrzyn (serwismen Justyny):

Walka była niesamowita, do ostatnich metrów, a nawet centymetrów. Justyna pokazała na nich wielką klasę. Serca nam pękały na finiszu, tak się denerwowaliśmy. Radość jest nieobadana. Każdy oglądał bieg na swoich miejscach, byliśmy porozstawiani po trasie. Ja stałem 3 km przed metą i trafiłem na jakiegoś uprzejmego kamerzystę, który pozwolił mi obejrzeć ostatnie metry. Na szczęście widziałem finisz. W trakcie zawodów biegaliśmy po trasie, przekazywaliśmy informacje. Widziałem, że obie były potwornie zmęczone. Kiedy biegły już razem, wiedzieliśmy, że Justyna spróbuje zaatakować na ostatnim podbiegu jakiś kilometr przed metą. Szansa była, widzieliśmy że narty jechały Justynie lepiej niż Marit. Wcześniej odpoczęła, jechała za nią, był moment że nawet się wyprostowała na zjeździe, żeby odetchnąć. Taka była taktyka, żeby spróbować trochę odjechać, by na dole, po zjeździe to Justyna pierwsza wpadła w tory. Jak wygrała, to popłakaliśmy się na trasie. Jesteśmy niesamowicie szczęśliwi i wzruszeni. Teraz się cieszymy. Bieg był bardzo wolny, na tyle wolny że w trakcie jazdy mogliśmy zdobyć od Justyny wszystkie potrzebne informacje. Planowaliśmy, że zmiana nart będzie po 10 i 20 kilometrze, ale byliśmy gotowi na każdą ewentualność. Justyna mówiła, co się dzieje. Była zadowolona. Na zjazdach doganiała Marit tak, że aż musiała się prostować. Ewidentnie jej narty jechały lepiej niż Norweżki. Rzadko się zdarza, że na trzydziestkę jest taki finisz. Rano, przed biegiem, Justyna była spokojna. W tym sezonie nie ma żadnych ekscesów, narty ma zawsze dobrze przygotowane, nie mieliśmy żadnej wpadki. Czuło się, że będzie walczyć o złoto. Mieliśmy przygotowane pięć par nart, na trasie byliśmy o szóstej rano.

To mój Mount Everest - mówi Justyna Kowalczyk »