Sport.pl

Vancouver 2010. Justyna skrzywdzona

Oskarżyć o doping to oskarżyć o zbrodnię, niedomówienia i aluzje są niedopuszczalne. Ostrożność wypada zachować zwłaszcza zawodniczce, która sama miała dopingową wpadkę, bo leczyła uraz zakazaną substancją. I na poprzednich igrzyskach mogła zdobyć medal dlatego, że skrócono jej dyskwalifikację.
Nie lubię słuchać Justyny Kowalczyk. Do winy przyznaję się szeptem, wiedząc, że bluźnię, że u naszych multimedalistów musimy wielbić wszystko.

Mistrzyni sugeruje, że rywalki się szprycują. Olśniły ją prawdopodobnie ich zwycięstwa. Marit Bjorgen nie zachorowała na astmę dopiero w trakcie biegu łączonego, a w przededniu startu Kowalczyk nie przypominała światu (choć robiła to przed igrzyskami), że Norweżka leczy się sterydami. Przypomniała, gdy została pokonana. Czy raczej - zdeklasowana.

Dyskusja o astmie i sterydach w sporcie odbyła się lata temu, teraz chore narciarki - i nie tylko narciarki - leczą przypadłość (chorobę zawodową?) jawnie, zgodnie z przepisami.

Oskarżyć o doping to oskarżyć o zbrodnię, niedomówienia i aluzje są niedopuszczalne. Ostrożność wypada zachować zwłaszcza zawodniczce, która sama miała dopingową wpadkę, bo leczyła uraz zakazaną substancją. I na poprzednich igrzyskach mogła zdobyć medal dlatego, że skrócono jej dyskwalifikację.

Na tych igrzyskach Kowalczyk narzeka nie po raz pierwszy. Najpierw nie podobały się jej trasy. A z narciarstwem jest jak z kolarstwem - wyścig wyścigowi nierówny, sprinter woli mknąć po płaskim, wytrzymałościowiec wspinać się po górach. Nasza Justyna uwielbia podbiegać, na wzniesieniach zyskuje przewagę nad rywalkami, jeśli na drodze do mety trzeba się wymordować do utraty przytomności, to jej w to graj.

Kowalczyk nie mówiła, że profil tras jej nie sprzyja, lecz dyskwalifikowała je jako zbyt łatwe, niegodne igrzysk, kwitowała wręcz pogardliwym "turystyczne". A więc inne narciarki wygrywają głównie dlatego, że trasy stawiają niewielkie wymagania. Gdyby stawiały większe, przeciwniczki nie dotrzymałyby jej kroku.

Czy trasy rzeczywiście są "łatwiejsze"? Znawcy tłumaczą, że łatwiejsze są dla zawodniczek świetnych technicznie i szybszych, a trudniejsze dla zawodniczek o potwornej sile. W narciarstwie nie zawsze chodzi o to, żeby się skatować. Albo nie tylko o to. Nawet sztangistom nie wystarczy podniesienie palcem ciężarówki, na pomoście najlepsi potrzebują nienagannej techniki.

A Kowalczyk nie uprawia podbiegów narciarskich, lecz biegi.

Słów naszej mistrzyni nie lubię, bo uważam je za niegrzeczne, pobrzmiewają brakiem szacunku dla rywalek. I tak dobrze, że Polka nie wykryła szerszego spisku wymierzonego w jej medalowe plany. Ktoś olimpijskie trasy przecież wyznaczał...

Jeśli w sprawie tras wyczuwam, delikatnie mówiąc, nietakt, to w zawoalowanych oskarżeniach o doping - niemal skandal. I jak radość Małysza ze srebra wydaje się autentyczna, tak Kowalczyk zaczynam podejrzewać o satysfakcję niepełną. A może również o niepewność przed biegiem ostatnim, do którego ruszy z teoretycznie największymi szansami na złoto.

Justynie od dzisiaj kibicuję podwójnie. Dotąd trzymałem z nią jak z innymi polskimi sportowcami rywalizującymi w Vancouver. Teraz powoduje mną jeszcze lęk, że po ewentualnym niepowodzeniu znów nie wykorzysta okazji, by w pewnych kwestiach pomilczeć.

Więcej o skrzywdzonej Justynie Kowalczyk » przeczytasz na blogu Rafała Steca


Więcej o: