Sport.pl

Vancouver 2010: Kowalczyk astmą w Bjoergen

A cóż ja mogę powiedzieć o Marit? Przyjechała tu się nawdychać, a potem biegać. I niech się tym zajmuje - powiedziała polskim dziennikarzom Justyna Kowalczyk po poniedziałkowym treningu
W poniedziałek srebrna i brązowa medalistka igrzysk w Vancouver po raz pierwszy od piątkowego biegu łączonego na 15 km spotkała się z polskimi dziennikarzami. O bieg nie pytaliśmy, bo Justyna miała okazję już powiedzieć na jego temat wszystko. Zaczęliśmy od pytań o ostatni, sobotni występ na 30 km, a potem o burzę w norweskich mediach, które nawoływały do dyskwalifikacji i odebrania medalu Kowalczyk za wykorzystanie kroku łyżwowego na trasie klasyka. Zupełnie się jednak nie spodziewaliśmy, że Norwegia stanie się tematem przewodnim rozmowy...

Lekarze o astmie: - To nieprawda, że leki na astmę poprawiają zdolności do wysiłku fizycznego - mówi lekarz polskiej reprezentacji w Vancouver, Jarosław Krzywański »

Rafał Stec komentuje na blogu: Nasza mistrzyni niedwuznacznie sugeruje, że rywalki się szprycują. Olśniły ją prawdopodobnie ich zwycięstwa, bo Marit Bjoergen nie zachorowała na astmę dopiero w trakcie biegu łączonego, a w przededniu startu Kowalczyk nie przypominała światu, że Norweżka leczy się sterydami. Przypomniała, gdy złota medalistka ją pokonała. Czy raczej, uściślając, zdeklasowała »



Robert Błoński, Jakub Ciastoń: Jak pani zniosła awanturę związaną z ewentualnym protestem Norwegów, który rzekomo mógł pani odebrać medal.

- Nie mieli prawa mi zabrać medalu. Takie są przepisy. Jeśli jury zdecydowało, że popełniłam błąd, to przyznałam się do tego. Skoro mój błąd nikomu nie przeszkodził, a mnie w żaden sposób nie pomógł, to decyzja była właściwie ostateczna. Jury dobrze ją przemyślało i pewnie było świadome możliwości protestu. Dlatego bardzo precyzyjnie uzasadniło swoją decyzję. Denerwowałam się może przez dwie minuty, gdy czekałam po biegu na decyzję jury. Norwegowie zrobili awanturę medialną pod publiczkę i niech sobie robią. To jest ich sport narodowy, cała masa dziennikarzy musi mieć o czym pisać. Domagają się "świeżego mięsa", więc znaleźli sobie Polkę. Zrobiło się wokół tego dużo szumu, bo błąd popełniła jedna z faworytek do medalu.

Wytrącili panią z równowagi tymi zapowiedziami protestów?

- Nie. Pierwsze, co trener powiedział po tych norweskich protestach, to że mają "przerypane" na przyszłorocznych MŚ w Oslo. Jeśli zabraliby mi medal, to dopiero miałabym motywację na następny sezon. Piękną motywację, bo już zastanawiałam się, gdzie ją znajdę.

Dla mnie najważniejsze w całej sprawie było zachowanie Kristin Steira z którą wygrałam brązowy medal o pół stopy. To bardzo porządna dziewczyna, świetna koleżanka. Wiedziałam, ze nie będzie się wykłócać o ten medal, bo wie jak wyglądał finisz. Aferę zrobiły norweskie media, ale to dla nich normalne, one zawsze szukają sensacji. Z równowagi mnie to nie wytrąciło, choć wywołało złość i zniesmaczenie.

Następnego dnia norweskie media tropiły spisek na trasie biegu masowego, bo przyblokowano Petera Northuga.

- "Król" Northug musi wiedzieć, że na trasach "królem" nie jest. Królem może jest w Norwegii. Jak chce mieć czystą sytuację, to niech biegnie przed wszystkimi 20 metrów, wtedy nikt go nie przyblokuje.

Bjoergen popierała ideę protestu i walki o medal dla Steiry.

- A cóż ja mogę powiedzieć o Marit? Przyjechała tu się nawdychać, a potem biegać, i niech się tym zajmie zamiast podważać decyzję jury. Od tego są inni ludzie, od decydowania o błędach na trasie lub ich braku. Marit czuje się widocznie zagrożona, bo dobrze wie, że bez tych swoich "pomagaczy", nie bardzo miałaby tu co robić ze mną i innymi dziewczynami. Jest starszą zawodniczką i dobrze wie, że za parę lat, gdy ja będę w jej wieku, mogę mieć po prostu lepsze rezultaty

Norweskie media podchwyciły temat pani wypowiedzi o jej astmie, że ją pani atakuje, bo nie ma złota.

- Tak? A bardzo się cieszę. Skoro nie mają nic do ukrycia, to w czym jest problem? Bardzo się cieszę, że jest jakaś dyskusja, bo to wreszcie raz na zawsze powinno być wyjaśnione. Albo dopuśćmy leki na astmę dla wszystkich albo zróbmy oddzielne zawody dla astmatyków. To jest coś niesamowitego, że w biegach, kolarstwie, czy innych sportach wytrzymałościowych, jest tyle ludzi chorych na astmę.

Nie wydaje się pani, że jako najlepsza biegaczka świata nie powinna się pani zniżać do takiego poziomu i mówić takich rzeczy?

- Myślę, że jako najlepsza biegaczka świata, no już nie najlepsza, bo Marit jest tutaj lepsza ode mnie, właśnie powinnam mówić o takich rzeczach, bo to jest niesprawiedliwie. Norwegowie bardzo mocno się wypowiadają na temat dopingu w Rosji, który jest oczywiście zły i nie powinno go być, a potem sami stosują doping w formie leków. Różnica jest tylko taka, że mają papiery na astmę. Gdzie tu jest jakaś logika? Zachowajmy umiar. Była już wojna na serwismenów, podbieranie sobie ludzi, to teraz ma być licytacja na lekarzy?

Pani nigdy korciło, żeby sobie zrobić takie papiery astmatyczki?

- Korciło, to może za mocne słowo. Zrobiliśmy te badania na astmę. I proszę mi wierzyć, że jako zupełnie zdrowa osoba, zabrakło mi pół procenta, żeby wyszła astma. Badanie polega na przyjęciu leków i sprawdzeniu, o ile powiększyła się pojemność płuc. Za pierwszym razem mi tak wyszło. Jestem przekonana, że gdybyśmy próbowali, poćwiczyli, potrenowali jak do tego badania podejść, to byśmy do czegoś doszli i też bym miała astmę.

Odpoczęła pani trochę, miała wolną niedzielę?

Justyna Kowalczyk: - To była taka chwila na złapanie oddechu. Byłam w Vancouver, pochodziłam, odpoczęłam, nie trenowałam jakoś specjalnie intensywnie.

Trener mówił co innego, że na dzień dobry 25 km pani zafundował.

- Trener musi coś mówić. W porównaniu z tym, co robimy na treningach latem, te 25 km to był spacerek. Od pięciu tygodni czuję się na trasach wyśmienicie, bieganie na nartach sprawia mi wielką przyjemność, szczególnie jak jest taka piękna pogoda jak dziś. Wiem, że od połowy tygodnia pogoda ma się ponoć popsuć, ale jakoś to przeżyję. Trasy w Whistler są płaskie, turystyczne, więc o ile nie trzeba biegać szybko, to można podziwiać widoki

Przed panią sobotni bieg na 30 km.

- Mam nadzieję nie podziwiać widoków. Zobaczymy jak się będę czuła, na pewno powalczę.

Trener mówi, że ostatnia pętla jest po bardzo łatwej trasie. To mniej korzystne dla pani, niż gdyby przed metą był ten najwyższy podbieg?

- Ale wcześniej mam 25 km, żeby wypracować jakąś przewagę i wyjść na ostatnią pętlę na dobrej pozycji. To nie jest tak, że wyścig się zacznie dopiero po 25 km. Na MŚ w Libercu po 20 km większość dziewczyn była już "utopiona" i potem to już była rozgrywka między dwiema-trzema zawodniczkami. Było nas w sumie więcej w czubie, ale wiadomo było, że reszta biegnie, żeby biegnąć, nie walczyła o medale. Trzy dziewczyny biły się o medale. Wcześniej, na MŚ w Sapporo na 30 km, dziewczyny zaczęły się ścigać bardzo mocno jeszcze wcześniej. Od 10 km zostało ich tylko pięć, a na samym finiszu dwie. Ja wtedy nie ukończyłam biegu, ale dobrze pamiętam jak to wyglądało. Dużo będzie po prostu zależało od tego jaką każda z nas przyjmę taktykę.

W czwartek pobiegnie pani w sztafecie 4x5 km. Trener mówi, że to będzie taki intensywny trening, w sam raz jako przetarcie przed 30 km.

- Dokładnie tak. Bardzo się przyda ta sztafeta, na igrzyskach nie ma co odpuszczać startu 4x5 km. Dobra wiadomość dla naszych dziewczyn jest też taka, że na treningach zazwyczaj biegam szybciej niż podczas zawodów.

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! »

Więcej o: