Sport.pl

Vancouver 2010. Kowalczyk: W tym momencie czuję się sportowcem spełnionym

- Dziesięć lat temu nie umiałam stać na nartach, dziś mam już trzy medale olimpijskie. Na tych trasach nie miałam jak uciec rywalkom - mówiła Justyna Kowalczyk po biegu łączonym na 15 km. Po dramatycznym finiszu Polka zdobyła brązowy medal, o centymetry wyprzedzając Norweżkę Kristin Steirę.
Głosuj na bohatera dnia na Z czuba.pl »

Końcówka piątkowego biegu to był prawdziwy horror. Norweżka Marit Bjoergen uciekła rywalkom i samotnie zmierzała po złoto, ale za jej plecami toczyła się dramatyczna walka o pozostałe medale. Szwedka Anna Haag miała najwięcej sił na finiszu i pewnie sięgnęła po srebro. Tuż za nią, niemal jednocześnie na metę wpadły Kowalczyk i Steira. O kolejności musiała decydować fotokomórka. Oczekiwanie na decyzję było nieznośne. Po kilku minutach sędziowie ogłosili - brązowy medal jednak dla Kowalczyk!

Pełnie wyniki biegu łączonego - tutaj »

Robert Błoński, Jakub Ciastoń: Drugi raz w ciągu trzech dni schodzi pani z olimpijskiego podium z medalem. Można się przyzwyczaić.

Justyna Kowalczyk: Bez przesady, do takich rzeczy człowiek nie może i nie chce się przyzwyczaić. Sportowo nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak w piątek wieczorem. Dziewczyna z Polski, która dziesięć lat temu nie potrafiła nie tylko biegać, ale nawet chodzić na nartach, w trzy dni zdobyła dwa medale olimpijskie. To jest dla mnie nie do pojęcia.

Zdarzyło się pani już wygrać o pół buta?

- Raz w życiu. Zdecydowanie częściej przegrywałam o włos. Dobrze, że w tak ważnym momencie.



Czy wiedziała pani, że jest tuż przed Norweżką? Czy w takim momencie się tego nie wie?

- Tak mi się zdawało, że ją wyprzedziłam. To są ulotne rzeczy.

Ćwiczy pani takie wypady?

- Tak, ale w technicznych sprawach wyższej szkoły jazdy jestem słaba.

W Libercu wyprzedziła pani Steirę w biegu łączonym i zdobyła złoto. Długo czaiła się pani za jej plecami, by w końcu odejchać. Tutaj też pokonała pani Norweżkę.

- W Libercu zaczęłam konferencję prasową od słów "Kristin, dziękuję". Tutaj powiedziałam "Kristin, przepraszam". Dzisiaj za nikim się nie wiozłam, ja prowadziłam w klasyku. Bywa, że po biegach i ja płaczę. Ten brązowy medal dosłownie wyszarpałam, wydarłam w ostatniej chwili. W życiu nie czułam się bardziej spełnioną dziewczyną jako sportowiec, naprawdę. Nigdy dotąd tak spełnionym sportowcem jak teraz nie byłam. Mogą sobie ludzie mówić o złotych medalach, o tym wszystkim. Ale proszę przyjechać na igrzyska w roli jednej z murowanych faworytek, wystartować z numerem jeden jako liderka Pucharu Świata, zdobyć medal i wtedy się poczuje jak to jest. Łatwo na pewno nie - ja uważam, że dotąd spełniłam oczekiwania. Przede wszystkim swoje.

Czy podczas biegu narty były dobrze nasmarowane?

- Tak, nie narzekam. Na podbiegach świetne, ale przez to słabsze na zjazdach. Nic się nie stało, byłam potwornie zdenerwowana przed startem, ale nie stworzyłam żadnej nerwowej sytuacji. A potrafię. Narty do łyżwy jechały mi rewelacyjnie. Wszyscy się bardzo cieszyliśmy.

A przed panią ta wisienka na torcie czyli bieg na 30 km techniką dowolną.

- Zobaczymy, czy wisienka. Nartki muszą świetnie pracować, ja muszę się znakomicie czuć. W piątek świetnie biegłam klasykiem, ale nie czułam wielkiego polotu. A na 30 km musi się wszystko zgrać. Rywalki też są znakomite. Bjoergen, Saarinen, Kuitunen, Steira... Znowu będzie walka na całego.

Broniąca tytułu z Turynu Kristina Smigun zeszła z trasy, mistrzyni olimpijska na 10 km techniką dowolną Charlotte Kalla nie liczyła się w biegu.

- Widocznie Smigun kiepsko się czuła albo miała źle posmarowane narty. Ale to naprawdę była jedna z faworytek tego biegu. Ja państwa przyzwyczaiłam, że zawsze biegnę do końca, nawet ze słabo posmarowanymi nartami. Inne takie nie są. Zaboli je kolano, schodzą z trasy. Źle jadą narty, nie chcą się męczyć i schodzą.

Spodziewała się pani, że Marit Bjoergen zdobędzie tu dwa złote medale?

- Tak. Z Turynu wyjeżdżała z wielkim płaczem, bardzo zawiedziona. Ja mówiłam, że Marit wróci i wróciła.

Znowu pani przegrała z zawodniczką chorą na astmę.

- No tak. Muszę się z tym pogodzić, że ona jest bardzo chora. Nie wygląda mi na taką, ale jest. Trochę przykro, samemu będąc zdrowym i silnym, przegrać z chorym. Już po sprincie myślałam sobie "cholera, z taką chorą przegrać". Ale gratulowałam jej szczerze. Po tych biegach chyba muszę powiedzieć swojemu doktorowi, że musimy u mnie znaleźć jaką astmę. Z pierwszej szóstki tylko ja jestem zdrowa... Trzeba więc się zastanowić nad chorobą.

Co im wolno, czego pani nie wolno?

- Przyjmować sterydy przed startem, które rozszerzają pęcherzyki płucne. Chyba nie muszę tłumaczyć, co w naszej dyscyplinie oznacza więcej powietrza w płucach [oznacza lepsze dotlenienie krwi. Mięśnie pracują, nie zakwaszają się - red.].

Co powiedział pani trener?

- On, tak jak ja. Dzisiaj jest spełniony, niesamowicie dumny, niesamowicie szczęśliwy. Brak mu słów tak jak mnie. On nie pcha się do kamer, chce pracować i potem mi powiedzieć: to zrobiłaś dobrze, to źle. Trener miewa do mnie uwagi niemal po każdym biegu. Ale tutaj nie ma. Od pierwszego do ostatniego biegu robię to, co potrafię najlepiej. My naprawdę nie ściemnialiśmy, nie oszukiwaliśmy. Ja tu nie mam, gdzie naprawdę biegać. Nie mam gdzie zmęczyć rywalek, nie mam gdzie im uciec. Dlatego jesteśmy strasznie zadowoleni z tych medali. A trener unika medialnego zgiełku zaraz po biegu. Bo wie, że sobie poradzę podczas ceremonii. I wie, że to jemu prawie wszystko zawdzięczam. Bieg oglądali moi rodzice. Zobaczyli, że się rozpłakałam na podium, nie wiedzieli co się dzieje. Bo ja, generalnie, nie płaczę z powodu wyników sportowych. Dzwonili do mnie, ja nie mogłam odebrać, bo nie słyszałam dzwonka... Zadzwonili więc do trenera. Przeżyli horror przed telewizorem. Jak czytałam smsy, to ludzie myśleli że płaczę z powodu trzeciego miejsca. A ja płakałam z emocji. Najpierw oczekiwanie na wynik, potem kwestia tej dyskwalifikacji. Jak jury chce rozmawiać, to nie po to by gratulować.

Ten medal też zaoferuje pani trenerowi?

- Dedykuję go jemu i rodzicom. Ale nikomu nie oddam. Jest tylko mój. Wszystkie swoje medale kocham jednakowo. W sporcie ktoś musi być pierwszy, ktoś czwarty. Wygrałam ze Steirą dosłownie o pięć centymetrów. Ona płakała z bólu i rozpaczy, ja z radości.

Igrzyska w Vancouver na portalu Sport.pl

Codzienne relacje Z Czuba i na żywo, relacje prosto z Kanady specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A rano o godz. 9 w TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola. Zapraszamy do śledzenia igrzysk w Sport.pl »

Mam dłuższe nogi, współczuję Kristin - mówi Kowalczyk po biegu »


Więcej o: