Sport.pl

Vancouver 2010. Kowalczyk chciała oddać medal!

Jeszcze przed igrzyskami Justyna Kowalczyk postanowiła, że jeśli w Vancouver zdobędzie medal, podaruje go trenerowi, któremu zawdzięcza wszystkie sukcesy. - Jeśli trener zechciałby przyjąć olimpijskie srebro wywalczone w sprincie, z serca bym mu je ofiarowała. Ale nie wziął. Małpa. Może kolor mu nie odpowiadał? - śmiała się Kowalczyk. - Jak mógłbym wziąć? Srebro wywalczyła swoją ciężką pracą. To jej medal, tylko jej - tłumaczył wzruszony Aleksander Wierietielny. Piątkowy start Justyny Kowalczyk w biegu łączonym na 15 km rozpocznie się o 22. Relacja Z Czuba już od 17.
Kto sportowcem dnia w Vancouver? Zagłosuj! »

Po biegu finałowym trener Wierietielny pogratulował i podziękował zawodnicze oraz serwismenom, ale tylko przez krótkofalówkę i zniknął. Wyjechał do wioski, gdzie w ciszy przeżywał wydarzenia z ostatnich godzin.

Wzruszył się bardzo, jego podopieczna osiągnęła już lepszy wynik niż na igrzyskach w Turynie. Kosztowało ich to mnóstwo pracy, cztery lata wyrzeczeń. Dlatego nie odebrał telefonu nawet od Justyny, która bardzo się tym przejęła i - w pierwszym momencie - mocno zdenerwowała. Trener nie był również na dekoracji medalowej - identycznie było w Libercu, gdzie Kowalczyk zdobyła trzy medale MŚ (w tym dwa złote). Wierietielny nie lubi takich ceremonii.

We czwartek przyjechali na trasę późno, na trening wyszli w porze biegu czyli o godzinie 13. - Po zdobyciu medalu spałam bardzo niespokojnie. Emocje grały, stres, napięcie schodziły. W obu pierwszych biegach wspięłam się na wyżyny swoich możliwości. Wymagało to ode mnie ogromnego skupienia, koncentracji - opowiadała Kowalczyk.

Po dekoracji była chwila na świętowanie, a Justyna zostawiła olimpijski medal...na stole w domku, gdzie chwilę posiedziała ze swoim teamem. Zapomniała zabrać go do pokoju. Rano przyniósł jej go szkoleniowiec.

- Chciałam go ofiarować trenerowi, ale skoro nie przyjął, to co zrobię? Tak myślę, że może mu się kolor nie podoba? (śmiech) - śmiała się Kowalczyk. - Mam nadzieję, że wie jak bardzo go cenię i że wiele mu zawdzięczam. Dawno postanowiłam, że jeśli zdobędę medal w Kanadzie, a nie byłam tego pewna przed przyjazdem, to będzie on dla trenera. Po tym medalu jestem nieco spokojniejsza.

Złoto w sprincie przypadło Norweżce Marit Bjoergen, która...jest chora na astmę. - Muszę się z tym pogodzić, że jest bardzo chora. Nie wygląda mi, ale jest - śmiała się Kowalczyk. - Przykro, samemu będąc zdrowym i silnym, przegrać z chorym. Przynajmniej powalczyłam. Ale pomyślałam: cholera, z taką chorą przegrać... Ale gratulowałam jej szczerze i szczerze powiedziałam, że sprawiedliwość jest na tym świecie. Bo tyle się "nawygrywała", ale olimpijskiego złota nie miała do środy.

Etiopczyk mistrzem biegów na śniegu? Żaden problem


Więcej o: