Sport.pl

Gnaj, Justyna, gnaj! Kowalczyk walczy w sprincie. Będzie medal?

Cztery biegi, razem niespełna sześć kilometrów. Każdy jest jak finał. Popełnisz błąd, odpadasz z rywalizacji o olimpijskie złoto. W ruch idą kije, jest zabieganie drogi, wpadanie w tory rywalki, ktoś komuś nastąpi na nartę... W środę późnym wieczorem Justyna Kowalczyk walczy o medal w sprincie. Relacja Z Czuba i na żywo zacznie się o godz. 17, biegi Kowalczyk - po 19.
Niech tylko Polkę omija dziś pech. Z rywalkami da sobie radę!

Zacznie się od prologu (początek o 19.15). Ruszają na trasę pojedynczo, w 15-sekundowych odstępach. Do ćwierćfinału zakwalifikuje się 30 z najlepszymi czasami. Kowalczyk nie powinna mieć z tym najmniejszych kłopotów. - Zgadzam się, choć pamiętajmy, że wystarczy minimalny błąd i odrobienie strat jest niemożliwe - mówi Sport.pl trener Aleksander Wierietielny.

Po kwalifikacjach zawodniczki mają ponadgodzinną przerwę przed pięcioma ćwierćfinałami, ale kolejność na mecie w prologu jest ważna.

- Kto wyżej, ten pierwszy wybiera tor, z którego wystartuje w ćwierćfinale - tłumaczy Wierietielny. W następnych biegach zasada wyboru jest inna - to, co było w prologu, traci znaczenie.

Najlepiej jest wybrać tor, którego za chwilę nie trzeba będzie... zmienić. Na starcie każda zawodniczka jedzie swoim śladem. Nie mija 10-15 sekund i z sześciu torów robią się trzy. - Dlatego dla Justyny zawsze kluczowe jest wyjście z bloków - mówi Wierietielny. - Jeśli nie zaśpi i ruszy razem ze wszystkimi, zaraz im ucieknie. Kiedy zostaje i musi odrabiać straty, ma problem.

W ćwierćfinałach walka idzie na całego. Nie ma fair play, kto pierwszy, sprytniejszy i przytomniejszy - ten lepszy. W ruch idą kije, jest zabieganie drogi, wpadanie w tory rywalki, zdarza się, że ktoś komuś nastąpi na nartę. Wszystko dlatego, że z 30 startujących odpada aż 18! Sito jest straszne. - Aby być pewnym awansu, trzeba skończyć minimalnie na drugim miejscu - mówi Wierietielny. Do dwóch półfinałów kwalifikują się dwie pierwsze na mecie plus dwie z najlepszymi czasami z ćwierćfinałów.

I natychmiast trzeba o tych biegach zapomnieć. - Bo znowu jest wybieranie toru na półfinał. Decyduje czas w ćwierćfinale. Kto miał najlepszy, ten wybiera pierwszy. Reguła jest identyczna jak wcześniej: najważniejsze, żeby nie szarpać się i zbiegać z jednej strony na drugą - mówi Wierietielny.

Zasady awansu do finału są proste jak tory, po których pędzą sprinterki stylem klasycznym: dwie najszybsze biegaczki z półfinałów wchodzą automatycznie. Do nich dołączają dwie z najlepszymi czasami. I znowu - kto najszybszy w półfinale, ten pierwszy wybiera tor na bieg po medal.

- W sprincie będzie mocna. Ja to wiem i dlatego boję się o jedno: żeby nie przytrafiło jej się coś, na co nie będzie mieć wpływu - mówi trener Polki. Wierietielny jest optymistą, bo z dziesięciu ostatnich startów w sprincie klasykiem Kowalczyk wygrała dwa. W pięciu innych była na podium. Lepsza w tych statystykach jest tylko niesamowita Słowenka Petra Majdić. 30-letnia biegaczka wszystko podporządkowała startowi w sprincie. To jej ostatnia olimpiada, a nie ma jeszcze żadnego medalu. Nie wyobraża sobie, że z Vancouver wyjedzie z niczym, dlatego odpuściła 10 km techniką dowolną. Wygrała cztery z ostatnich dziesięciu biegów klasykiem, w czterech innych startach była na podium.

Ale nie tylko Majdić czai się na sprinty. Nie tylko ona odpuściła 10 km, żeby walczyć w środę. Trener Polki nie jest w stanie nawet spamiętać nazwisk najgroźniejszych rywalek. Ale i tak z prędkością karabinu maszynowego wyrzuca z siebie: - Szwedka Ingemarsdotter, która przegrała z Justyną w Canmore. Jej rodaczka Falk, która wygrała sprint w Otepaeae. Słowaczka Prochazkova jest mocna, Austriaczka Smutna... Do tego dochodzą jeszcze na pewno Bjoergen i Olsson, które biegły w poniedziałek.

Mistrzyni olimpijska Szwedka Charlotte Kalla oraz wicemistrzyni Estonka Kristina Smigun na trasie sprintu mają się nie zjawić.

Żeby pokonać rywalki, Justyna będzie musiała zmierzyć się nie tylko z nimi, ale jeszcze z... trasą. - Po starcie jest trochę pod górę i to jest dobre. Ale zaraz jest zjazd, do tego niebezpieczny zakręt aż o 180 stopni. I to jest niedobre. Następnie znowu podbieg i znowu zjazd aż na stadion, gdzie na metę prowadzi długa prosta. Nie zdążą się nawet zmęczyć pod górę, a już jest zjazd, prosta, zakręt i chwila wytchnienia - opowiada Wierietielny.

Kolejny orzech do zgryzienia to smarowanie nart. W biegach klasykiem ma ogromne znaczenie, zdecydowanie większe niż w biegach łyżwą. - Nie może być tak, że dobrze jedzie tylko do góry, bo wtedy przyhamuje w dół. I odwrotnie. Wtedy na jednym odcinku się zyska, ale na drugim straci. Nam chodzi o to, by cały czas zyskiwać.

Kowalczyk ma nowych specjalistów od smarowania nart do biegu techniką klasyczną. To Are Metsa i Pepa Koivu. Trener i zawodniczka mówią, że są najlepsi na świecie.

- Wiem, że wszyscy oczekują medali. My też nie chcemy wyjechać z Kanady z pustymi rękami - kończy Wierietielny.

OSTATNIE SPRINTY JUSTYNY KOWALCZYK STYLEM KLASYCZNYM W PŚ

29 listopada 2008: 1. Petra Majdić (Słowenia); 2. Lina Andersson (Szwecja); 3. Kowalczyk.

27 grudnia 08: 1. Claudia Nystad (Niemcy); 2. Arianna Follis (Włoch); 3. ex aequo Majdić i Kowalczyk.

16 stycznia 09: 1. Alena Prochazkova (Słowacja); 2. Kowalczyk; 3. Anna Olsson (Szwecja)

25 stycznia 09: 1. Majdić; 2. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia); 3. Virpi Kuitunen (Finlandia);...; 7. Kowalczyk

12 marca 09: 1. Majdić; 2. Prochazkova; 3. Kowalczyk.

18 marca 09: 1. Majdić; 2. Saarinen; 3. Olsson;...;10. Kowalczyk.

28 listopada 09: 1. Kowalczyk; 2. Majdić; 3. Prochazkova.

19 grudnia 09: 1. Marit Bjoergen (Norwegia); 2. Kowalczyk; 3. Majdić.

17 stycznia 10: 1. Hanna Falk (Szwecja); 2. Majdić; 3. Saarinen;...; 7. Kowalczyk.

06 lutego 10: 1. Kowalczyk; 2. Ida Ingemarsdotter (Szwecja); 3. Sara Renner (Kanada).

Wielka Justyna Kowalczyk  » - zobacz serwis specjalny Sport.pl


Więcej o: