Sport.pl

Vancouver 2010. Justyna Kowalczyk dopiero piąta w biegu. Triumf Kalli

Justyna Kowalczyk piąta na 10 km techniką dowolną. Rywalki, na TYM dystansie, TĄ techniką i na TEJ trasie okazały się za mocne. Za chwilę jednak starty, w których Polka będzie murowaną faworytką. W poniedziałek nie była. Przed biegiem Kowalczyk wraz z trenerem Aleksandrem Wierietielnym zastanawiali się nad wycofaniem
:
-
Jak Justyna Kowalczyk walczyła o medal Zczuba i na żywo »


- Chciałoby się więcej niż to piąte miejsce. Jestem bardzo rozczarowana, w wolałabym być bardzo szczęśliwa - wzdychała na mecie zawiedziona i rozgoryczona wynikiem Polka. - Rywalki były lepsze, medal przegrałam na ostatnich dwóch kilometrach. Bo inne pobiegły wtedy szybciej.

Mistrzynią olimpijską została jedna z wielkich faworytek biegu, specjalistka na tym dystansie - 22-letnia Charlotte Kalla. Jedenaście dni wcześniej Szwedka pokonała Kowalczyk w identycznym biegu, tyle że w kanadyjskim Canmore, ale jej przewaga wynosiła tylko osiem sekund. Gdyby w poniedziałek polska liderka klasyfikacji generalnej PŚ straciła do Szwedki tyle samo, miałaby srebrny medal. Straciła jednak ponad 20 sekund - do brązowego zabrakło 5,8 sek.

Szef polskiej misji olimpijskiej, Kazimierz Kowalczyk, przekonywał nas tuż przed startem, że trener Aleksander Wierietielny i jego podopieczna bardzo poważnie rozważali...wycofanie się z wyścigu. Brzmi to nieprawdopodobnie i niewiarygodnie, a jednak Kowalczyk (w żaden sposób niespokrewniony z Justyną) mówił z pewnością w głosie.

Chodziło o to, że przez ostatnie kilka dni nad trasami w Whistler padało. A w niedzielę, kiedy biegł biatlonista Tomasz Sikora, lał deszcz i deszcz ze śniegiem. - Bali się o kontuzję Justyny, o to że w tym "kopnym" śniegu przypadkowo w coś uderzy. Gdyby była zbyt zmrożona, na zjazdach łatwo byłoby o jakiś przypadkowy upadek - mówił szef misji. Justyna Kowalczyk częściowo potwierdziła jego słowa: - Zaproponowałam coś takiego trenerowi, kiedy jechaliśmy na start, ale na szczęście trasy były dziś znakomicie przygotowane. Dlatego pobiegłam - powiedziała.

Na poniedziałek prognozy jednak były dobre (leciutki mróz bez jednej kropli czy płatka lecącej z nieba, niebo lekko zachmurzone) i Polka - słusznie zresztą - wystartowała zgodnie z planem. Narty miała przygotowane bardzo dobrze. Walczyła z całych sił, za metą padła z wyczerpania i długo się nie podnosiła. Wysiłek nie został jednak wynagrodzony medalem - rywalki były lepsze. Bezkonkurencyjna okazała się Kalla, która jako jedyna pokonała trasę w czasie poniżej 25 minut.

Drugie miejsce zajęła wracająca na narciarskie trasy po urlopie macierzyńskim Estonka Kristina Smigun-Vaehi, a trzecie Norweżka Marit Bjoergen. Polkę, o włos, wyprzedziła także Szwedka Anna Haag.

A jeszcze 2,7 km przed metą Polka zajmowała miejsce, które dałoby jej medal. Była trzecia. Tylok pięć sekund za Smigun, aż 17 za Kallą. Ale ta druga była niedościgniona dla wszystkich. Mieliśmy nadzieję, że Kowalczyk nie tylko utrzyma sekundowe różnice przewagi nad Haag i Bjoergen, ale też spróbuje dogonić Estonkę. Niestety, to nie Polka wrzuciła szósty bieg - w końcówce niesamowicie przyspieszyła Bjoergen.

Jedyny moment, w którym olimpijskie podium było pod nogami Polki, znajdowało się tuż po podbiegu, który rozpoczynał drugą pięciokilometrową pętlę. Później, do mety, było już tylko płasko albo w dół. Tam rywalki, które są niższe od Polki i mają lepszą koordynację ruchową, były szybsze i pojechały lepiej technicznie. Poza tym, w końcówce, Kowalczyk zabrakło sił.

To, że rywalki jadą lepiej było widać niemal na każdym wcześniejszym pomiarze czasu. Bezkonkurencyjna, niemal od startu do mety, była Kalla. Tylko na pierwszym pomiarze (1300 m) przegrywała o niespełna sekundę ze swoją rodaczką, Haag. Później z sekundy na sekundę, z metra na metr powiększała przewagę. I zdeklasowała rywalki.

To jej dopiero trzeci w życiu indywidualny triumf - wygrała dwa biegi w PŚ, a medal z wielkiej imprezie ma tylko z ubiegłorocznych MŚ w Libercu, gdzie wywalczyła brąz w sztafecie. W PŚ na podium w biegu indywidualnym stawała osiem razy z czego aż pięć w biegu na...10 km techniką dowolną.

Kowalczyk pobiegła na miarę swoich możliwości. Do medalu to nie wystarczyło, ale nie znaczy to, że zupełnie zawiodła oczekiwania. Wszyscy liczyli na więcej, ale w poniedziałek w Whistler na więcej nie było jej stać. W historii swoich startów w PŚ bieg na 10 km wygrała tylko raz (rok temu w Lahti), dwa razy była druga, raz trzecia. A na podium stawała w sumie aż 26 razy. Na igrzyskach olimpijskich bieg na 10 km techniką dowolną rozgrywano dopiero po raz pierwszy w historii.

Rywalki, które ją wyprzedziły, odpuszczały starty w tym sezonie koncentrując na przygotowaniach olimpijskich. - Nie jestem od tego, żeby wiedzieć, co one robią w trakcie sezonu - wzruszyła Kowalczyk ramionami na mecie.

Przed startem Kalla i Bjoergen wyraziły się jasno: "to nasz dystans i nasza technika, walczymy tutaj o złoty medal". Dopięły swego, choć Bjoergen - czterokrotna mistrzyni świata, dwukrotna zdobywczyni PŚ - olimpijskiego złota jeszcze nie ma. Brązowy medal z poniedziałku dorzuciła do dwóch srebrnych zdobytych wcześniej w Salt Lake City i Turynie.

Teraz, mamy nadzieję, zaczynają się dystanse i biegi Justyny: w środę sprint techniką klasyczną, potem bieg łączony, a na koniec 30 km techniką klasyczną.

Super-blog Vancouver - najciekawsze wpisy dziennikarzy i korespondentów Sport.pl prosto z igrzysk

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! »

Więcej o: